Wasza fotografia jest wasza

Wasza fotografia jest wasza 1080 720 FotoPropaganda

Słyszę co jakiś czas uwagi skierowane do mnie przez tzw. internetowych znajomych, że… kiedyś to ty robiłeś zdjęcia! A teraz to tylko te wody rozmyte, gluty. Że to już nie to. I wiecie co, jak usłyszysz kilka razy to samo, to zaczynasz się zastawiać. Ale nie zastanawiać się czy oni mają rację, ale czemu oni to robią? Co skłania ludzi, by w tak łatwy sposób oceniać, wartościować Waszą fotografię? Ja absolutnie nie uważam, aby moje zdjęcia kwiatków, pola czy drzewa były jakoś szczególnie mniej wartościowe niż wylany na szybę collodion. I to tylko dlatego, że collodion to taaaaka unikalna technologia. Niestety cywilizacja pchnęła nas w objęcia wszech dostępności. Z każdego miejsca, każdy, w prosty sposób może wyrazić swoją opinię o tym co robicie. Czyni to w sposób tak lekki i często bezrefleksyjny, że w ciągu kilku ostatnich lat wartość ludzkiego słowa zdewaluowała się prawie do zera.

Czym bowiem jest opinia Waszego internetowego przyjaciela lub followersa na temat Waszych zdjęć? W dużej mierze, najczęściej jest niczym. Krótką bez zastanowienia wypowiedzianą opinią. Co najwyżej parsknięciem o klawisze. Skoro jednak każdemu dano możliwość wypowiedzenia się, to ludzie to czynią. Krytykują waszą fotografię nie z powodu dbałości o to, co robicie, ale… bo mogą.

Wracając do tych moich znajomych, co ich dwa razy w życiu widziałem lub mniej, ale oni wiedza lepiej co jest moją dobra, a co złą fotografią. Otóż chciałbym poinformować, tych określaczy mnie i definiowaczy moich zdjęć, że jest jedna istotna sprawa – robię to, co chcę robić. Fotografuję tak jak chcę i co chcę. A ponieważ nikogo tym nie krzywdzę, bo nie wieszam zdjęć w centrum miasta, to pozwólcie, że podsumuję ten krótki wpis takim oto mottem skierowanym do tych wszystkich, których dotykają komentarze innych o waszych pracach.

Wasza fotografia jest wtedy coś warta, gdy jest… Wasza.

Niezależnie czy robicie ją w collodionie, cyfrą za 100zł, czy wielkim  formatem z przystawką. Dopóki wyjście z aparatem wzbudza w Was emocje. Dopóki przystawienie wizjera do oka wywołuje jeszcze dreszcz nowej kompozycji – czyńcie to. Dla siebie. Bo warto.

Na dowód tego, jeden z najprzyjemniejszych fotograficznie dni ostatnio u mnie. Kilka godzin na zimowej łące. Powrót do bram fotografii. Do pierwszych kroków, gdy wszystko było takie pierwsze i takie nowe.

20 komentarzy
  • A.Mason

    A ja Wam powiem, że się nie zgadzam z Wami. Moim zdaniem takie opinie powinny mieć rację bytu, pod warunkiem, że nie przekraczają granicy kultury/dobrego smaku. Opinia cytowana przez Iczka jest łatwa, bo wynika z subiektywnego porównania tego, co się spodobało w zdjęciach i czego w nich obecnie brakuje.

    Skoro publikujemy zdjęcia, musimy liczyć się także z takimi tekstami wynikającymi z zawodu. Człowiek kiedyś obserwował nasze zdjęcia, podobała mu się ich tematyka, a tu “nagle” zmieniamy coś. Nie rozwijamy się, tylko zupełnie zmieniamy tematykę. Dla kogoś, kto nas śledzi (mniej lub bardziej na bieżąco) cała nasza twórczość jest jedną wielką wystawą w galerii, w której nagle następuje jakieś załamanie. To ma prawo się nie podobać, nawet jeśli jest to najnormalniejsza rzecz na świecie. A oczywiście fotograf ma prawo na takie uwagi nie zważać.

    Za parę lat będzie się pisać “wczesny Iczek”, “późny Iczek”.

    Można też spojrzeć na tą sprawę z drugiej strony. Czy z podobnym odporem jak we wpisie Iczka spotkał by się komentarz w stylu “Brawo Piotrze, widać wyraźnie, że się rozwijasz! Bardzo podobają mi się Twoje ostatnie zdjęcia” (co po odszyfrowaniu można odczytać jako – kiedyś robiłeś zdjęcia gorsze, nawet gnioty, ale się poprawiłeś)? ;-D

  • Piryt

    Kolega A.Mason napisał w zasadzie wszystko, ja też tak uważam. Ale jeszcze trochę rozwinę temat.

    Pisałeś kiedyś iczku, że fotograf pokazuje swoje zdjęcia na różnych portalach, potem czeka na oceny, reakcje oglądających itp. Czyli na ocenach jednak Ci zależy. Tylko musi tu być jakaś symetria: Autor ma prawo pokazywać co mu się podoba, ale także oglądający ma prawo do ocen nawet skrajnie negatywnych. Ma też prawo te oceny upubliczniać, z zachowaniem ogólnie akceptowanych dobrych obyczajów. Jak to wyglądało w konkretnych przypadkach nie wiemy.

    Drastyczna zmiana tematyki może być faktycznie odbierana z pewnym żalem. Oto sympatyczny Autor ciekawych zdjęć na które się czekało zmienił gust i zaczął fotografować NIC, co zresztą sam wielokrotnie wyjaśniał. Oczywiście ma do tego prawo, ale niestety musi się liczyć z utratą wielu swoich fanów. Nie każdy miłośnik fotografii jest jednocześnie filozofem.
    Przeciętny człowiek jest z natury istotą raczej ciekawską i wszelką monotonię odbiera zdecydowanie negatywnie. Nie lubi się nudzić. Kilka pierwszych zdjęć typu NIC można uznać za oryginalne, można je oceniać, komentować,, porównywać z innymi. Nawet NIC jest czymś nowym. Ale jak właściwie można skomentować trzydzieste zdjęcie tego samego typu? Ja nie potrafię.

    W mojej fotografii kluczową rolę odgrywa TEMAT. Musi być ciekawy dla mnie, rodziny, innych oglądających. U Ciebie iczku bardzo mi się podobały zdjęcia np. ze stoczni gdańskiej bo mam związane z nią jakieś wspomnienia, emocje. Podobało mi się też zdjęcie pani z parasolką, na obchodach kaszubskich. Mały fragment naszej wspólnej kultury. Forma jest dla mnie bardzo ważna, ale na ogół wtórna w stosunku do tematu. Temat może pobudzać do działania, dalszych poszukiwań. Sama forma powtarzana w nieskończoność może działać zniechęcająco, nawet depresyjnie.

    Takie są moje prywatne odczucia, ale oczywiście każdy ma prawo odczuwać po swojemu. Nie należy się tylko dziwić, że reakcje innych ludzi mogą być skrajnie różne i nie zawsze przyjemne. To jest zupełnie normalne. Nie jest tylko normalne, jeżeli te skrajnie inne, negatywne reakcje zamieniają się w agresję. Ale cóż, tak już jest na tym świecie. Każda mniej lub bardziej publiczna działalność jest związana z jakimś ryzykiem.
    I tak dobrze, że nie trzeba mieć ochroniarzy :-)
    Pozdrawiam wszystkich.

  • Piryt

    Skoro, jak widać, temat nikogo nie interesuje to jeszcze ja coś dodam.
    Jeśli ludzie zauważają (nawet jak krytykują) to sytuacja nie jest zła, a nawet chyba dość dobra. Podchodzą emocjonalnie, widać że im zależy.Najgorsza jest obojętność, brak jakiejkolwiek reakcji.

  • Matt R.

    Iczek, nie znamy się więc trudno abym decydował za siebie co masz publikować. W tym zestawie jest jeden kadr zasługujący na uwagę. Resztę można spokojnie pominąć. Grasz na swój sposób z przestrzenią. Doceniam to i widzę spory postęp. Idź tą drogą. Wolę kojarzyć kogoś, kto specjalizuje się w jednym konkretnym obszarze niż osobę podejmująca walkę ze skomplikowanymi metodami wytwarzania obrazu które poza bycia skomplikowanymi nie wnoszą za wiele do obrazu.

  • iczek

    Ale kto decyduje o tym, ze należy coś pomijać. :) ? Właśnie o tym jest ten wpis… Matt – ja lubie i mam przyjemność w tym. Nie muszę nic pomijać. Nie muszę być kojarzony. Czemu powinienem? Na każdym onlajnowym kroku, ktoś mi mówi i sugeruje co mam roi, jak i jaką fotografią się zająć. Czemu? Ja nie poddaję moich zdjęć po ocenę jury, czy kogokolwiek. Ja je sobie publikuje. Cywilizacja sprawia, że jeszcze 30 lat temu wisiałyby jedynie w moim pokoju, a teraz widzi je cały świat. Ale wiszą na w moim onlajnowym pokoju. Dlatego roszczę sobie prawo do nieuwzględniania opinii. Nie oznacza to jednocześnie, że skoro jest taka możliwość (system komentarzy) to nie macie prawa ich komentować. Macie. Masz. Mój wpis stawia pytanie: czemu ludzie koniecznie muszą oceniać? Nawet nie zapraszani?:)

  • Piryt

    Widzę Piotrze że podchodzisz do tego wszystkiego bardzo poważnie, więc jeszcze coś napiszę.
    Moim zdaniem są tu trzy oddzielne problemy:
    – Czemu ludzie koniecznie muszą oceniać?
    – Czemu swoich ocen nie zachowują dla siebie, tylko je upubliczniają i denerwują Twórcę?
    – Jakie jest wyjście z tej przykrej sytuacji?

    1. Problem pierwszy nie jest w zasadzie żadnym problemem. Ludzie muszą oceniać, bo tak działa nasz mózg. Tak zostaliśmy stworzeni. Poruszając się po świecie cały czas oceniamy, kalkulujemy, reagujemy. Inaczej byśmy zginęli po 15 minutach. Pytanie tego samego typu co np. dlaczego człowiek ma ręce i nogi?
    A czy Ty Piotrze nikogo nie oceniasz i nie upubliczniasz swoich opinii? Proszę bardzo np. tu:
    https://iczek.pl/2017/04/bedzie-inny-koniec-swiata/
    Co to niby jest jak nie dość w sumie ostra krytyka koncepcji, która Tobie się nie podoba? Być może masz w tym przypadku rację, ale ktoś inny może mieć swój gust, swoje racje i koncepcje. I też może być oburzony Twoją krytyką.

    2. Też jest to sprawa w zasadzie dość prosta.
    Taka jest natura ludzka, że jeśli czlowiek czymś się interesuje to lubi się też na ogół na ten temat wypowiadać. Często zresztą wypowiada się ze zwykłej życzliwości np. żeby jakoś pomóc. Sęk w tym, że każdy tę pomoc rozumie inaczej, a nie ma chęci do dyskusji, wzajemnego zrozumienia itp. Ludzie w ogóle nie przepadają za dyskusjami poważnymi, w których chodzi o dojście do jakiejś prawdy. Na ogół wolą się jakoś wymigać, przemilczeć, zmienić temat, podowcipkować. To znamy z różnych internetowych dyskusji (mam na myśli prawdziwe dyskusje, a nie zwykłe chamstwo).

    3. Co można w takiej sytuacji zrobić? Mogę tylko powiedzieć co ja bym prawdopodobnie zrobił, nic nie sugeruję. Obawiam się jednak, że ja mam zupełnie inne podejście do fotografii. Dla mnie jest to raczej relaks, przyjemność i także żródło wiedzy ktorą zdobywam wykorzystując technikę fotograficzną.
    Ale do rzeczy…
    Ja bym swój blog podzielił na dwie części. W części pierwszej byłyby zdjęcia stare i nowe, wielotematyczne, które się na ogół podobają wszystkim (np. takie jak ze stoczni). Oglądającym też się coś należy, zwłaszcza że te zdjęcia naprawdę są nieraz bardzo dobre.
    Część drugą nazwałbym np. Moja fotografia eksperymentalna, albo Moje poszukiwania artystyczne, albo dowolnie inaczej. Nie ma to znaczenia. Wtedy sprawa jest dla wszystkich jasna. Mam taki okres, szukam, eksperymentuję, mam do tego prawo. Ale nie zrywam z fotografią dotychczasową.
    Jest jeszcze inne wyjście. Jeden ze znanych i dobrych fotografów zablokował na swoim blogu możliwość komentowania i ocenienia. Napisał wyraźnie, że pokazuje to co lubi, a jak komuś się to nie podoba to niech nie ogląda. Jak chce się podzielić swoimi uwagami to niech napisze na prywatny adres.
    Są też portale fotograficzne, gdzie jest możliwość blokowania ocen i komentarzy. Pokazuje się zdjęcia, idą w świat, nie ma żadnej krytyki. Pełen komfort.
    W tym wszystkim jest tylko jeden problem trudny: nie da się zablokować rodziny i znajomych. Ale ich można “przekupić” właśnie dzieląc blog na dwie części.
    Życzę Ci Piotrze powodzenia w Twoich zmaganiach. Większego zrozumienia ze strony oglądających, ale także większego zrozumienia intencji tych oglądających, którzy wcale nie muszą być ani źli ani złośliwi. Mają tylko inny gust.

  • Iwona

    Święte słowa! Podpisuję się obiema rękami! Od dawna wyznaję zasadę, że każdy ma prawo robić zdjęcia jak chce, niekoniecznie pod gust odbiorcy. Gdybym słuchała tej całej negatywnej krytyki, która wylewała się na moje zdjęcia na polskich portalach, już dawno rzuciłabym aparat w kąt. Uważam, że negatywna czy wręcz czasem złośliwa krytyka zdjęć to tylko upuszczanie własnych frustracji pod czyimś adresem. Niczemu innemu to nie służy. Nie zapominajmy, że każdy ma własny gust: jednemu podoba się glamour, innemu tzw. “zdjęcia z duszą”, jednemu portret przechodnia, innemu portret kreacyjny czy fashion itd. itp. Jeśli coś mi się nie podoba, to po prostu nie oglądam. Nie czuję potrzeby wyżywania się na autorze.
    Warto zauważyć, że jest to specyfika polskich portali. Nie ma czegoś podobnego na Art Limited, flickr, 500x, 1xcom i in…. To mówi wiele o nas, Polakach…
    Ale, ale… czy Autor aby czasem też negatywnie nie skrytykował zdjęć innego fotografa? ;)

  • Zbyszek

    Cała dyskusja jest dziwna. Stara łacińska zasada głosi, że o gustach się nie dyskutuje. Każda opinia, ocena, krytyka powinna zawierać zwrot “moim zdaniem”. Natomiast próba krytykowania krytyki jest zwykłą cenzurą. Możemy wypowiadać opinię o fotkach na daną chwilę. Te zimowe fotki nie są złe, ale nie podobają mi się. Taką mam wrażliwość i gust. Na zasadzie powiedzenia “jeden lubi popa, drugi jego żonę.
    Pozdrawiam.

  • ania

    Mnie bardziej w tym wszystkim interesuje dlaczego autor nagle obiera inna droge i jak to uzasadnia. Caly czas spotykam sie z opinia ze kiedys robilam lepsze zdjecia. Coz, osobiscie ciagniecie jednego tematu w jego konkretnej stylistyce kompletnie mnie wyczerpalo. Odmiane przynioslo pojscie zupelnie inna sciezka, banalna, codzienna, skupiajaca sie na chciazby kwiatkach na balkonie. Spadlo ze mnie jarzmo tworzenia czegokolwiek z mysla o moich odbiorcach, zaczelam robic rzeczy strikte dla siebie i w koncu fotografia znow zaczela mnie cieszyc. To jak reaguja na nia inni spadlo na dalszy plan. Co do ocen ze strony innych, to zdaza mi sie publikowac rzeczy na roznych fb. grupach wlasnie i tutaj schemat wciaz ten sam: grupy polskie: w wiekszosci negatywan krytyka, zagraniczne: tutaj mozna faktycznie sie czego nauczyc. Pozatym wiadomo, okazja do krytyki po zdjeciami wrzuconymi ot tak tez przyciaga malkontentow, ale wolnosc wypowiedzi im na to pozwala, nie ma co sie z tym spierac ;) To my decydujemy o tym co robimy, co pokazujemy, jesli nie zalezy nam na opini w temacie to trzeba zwyczajnie przymknac oko na tych ktorzy zawsze maja 3 grosze do wsisniecia ;)

  • Piryt

    Aniu, też tak uważam. Nie chodzi o to żeby się przypodobać innym, tylko żeby samemu mieć jakąś przyjemność a często i jakieś przy okazji korzyści
    A jeśli chodzi o pokazywanie się na różnych portalach, to przecież wiadomo jak to wygląda. Nie jest to żadną tajemnicą. Materiał do analiz dla psychologa.
    Jest takie powiedzonko: “Wiedziały gały co brały”.

  • Piryt

    No tak, my tu gadu gadu, wysilamy swój intelekt :-) i nawet nie wiemy, czy sprawca całego zamieszania to wszystko czyta?
    I jeszcze do Zbyszka. Wydaje mi się, że pisanie za każdym razem “moim zdaniem” jest lekką przesadą. Jak się coś komentuje to chyba z założenia jest to “moje zdanie” (czasem bywa nawet taki zapis w regulaminie). Jeżeli nie to się mówi np. ktoś kiedyś powiedział, albo że powiedział to ktoś konkretny, ewentualnie “cytuję” (często z pamięci, bo nikt takich rzeczy przecież nie zapisuje).

  • Radek

    Ja w pracy fotografuję przede wszystkim ludzi i wnętrza, więc w czasie wolnym podobnie jak Ty wolę robić zdjęcia naturze. Ja po prostu potrzebuję trochę płodozmianu i urozmaicenia, chociaż nie wszyscy to rozumieją.

  • Dagmara

    Fotografia to głownie wyrażanie siebie, także zgadzam się z autorem. Nikt nie powinien umniejszać wartości naszych fotografii. Tym bardziej jeżeli ta osoba nie potrafi wykonać poprawnego zdjęcia telefonem, wtedy powinna milczeć ;)

  • A.Mason

    Jeśli zupa jest za słona, nie muszę samemu gotować, żeby móc to ocenić. I podobnie ze zdjęciami, to że sam nie umiem zrobić dobrych zdjęć, nie znaczy, że nie potrafię ich (rzeczowo) ocenić. Niektóre rzeczy na zdjęciach da się nawet zmierzyć linijką lub kątomierzem (np. krzywy horyzont). Moim zdaniem ważne jest, żeby umieć swoją opinię uzasadnić.

    Natomiast na zadane przez Iczka pytanie:
    “czemu ludzie koniecznie muszą oceniać? Nawet nie zapraszani?:)”
    moim zdaniem odpowiedź jest prosta – bo mogą ;)

    Moim zdaniem ocenianie, tak dotkliwie odczuwane w internecie, wynika ze specyfiki medium. Tak się przyjęło, że internet służyć ma dyskusji, więc domyślnie przyjmuje się, że można oceniać. I dobrze, bo dzięki temu świat się kręci :)

    Nietrafione wydaje mi się porównywanie strony internetowej z pokojem. Wieszając zdjęcia na ścianach pokazujesz je tylko bardzo wąskiemu gronu, natomiast wrzucając na stronę – publikujesz, wystawiasz fotografie publicznie.

  • iczek

    Sprawca czyta wszystko co piszecie, ale nie zawsze chce się wtrącać. Wszystkim dziękuje za poświęconą każdą minutę na tym blogu! :)

  • Piryt

    Proszę się wtrącać bez obaw. :-)
    Wątpię tylko, czy da się tu jeszcze wymyślić coś oryginalnego. Temat należy raczej do dyskusyjnej klasyki portali fotograficznych o charakterze edukacyjnym. Przewałkowano go już chyba na wszystkie możliwe sposoby.

Komentowanie zamknięte.