Łódź, k…

Łódź, k… 1080 774 FotoPropaganda

Warstwa fizyczna miasta to jedno. Łatwo jest tak fotogeniczne plenery po prostu obcykać. Jednak przecież w żadnym momencie nie mogę powiedzieć, że moje zdjęcia przedstawiają prawdziwy obraz Łodzi. Ja ją jedynie powierzchownie obszedłem. Ubodła mnie, to prawda. Pomimo tego, zupełnie coś innego na dłużej przyciągnęło moją uwagę. Coś szczególnego, co w zdecydowanie większym stopniu stanowi o mieście, niż te wszystkie dziury w murach.

Ludzie.

Łódź, tak jak i każde inne miasto, to ludzie. A tych w Łodzi spotkałem mnóstwo. I w każdy, ale to całkowicie każdym przypadku byli to pozytywni ludzie, kompletne przeciwieństwo anturażu miejskiego za ich plecami. Jakby, specjalnie podkreślali swoją energią, że miasto ich nie determinuje, że to oni determinują miasto! I to zarówno począwszy od stroju, jak i serdeczności w kontaktach, nie dość tego trudno w wypadku Łodzi mówić o turystach, bo spotkać ich o wiele trudniej niż w Gdańsku. Na moich ulicach jest mi coraz trudniej spotkać gdańszczanina, bo zostali przykryci milionami turystów i to bez względu na porę roku i sezon. Tymczasem łodzianie i Ci mieszkający w niej są trochę jak dekoracja. Kolorowi. Weseli. Banalne? Pewnie tak, bo pisane i fotografowane ręką przybysza. Napisze ktoś, że w mordę pewnie nie dostałem w nocy w bocznej od Piotrkowskiej, będzie miał rację. Nie dostałem :) Za to zapisałem na pikselach kilkoro tubylców i w zestawieniu z całym tym rozdwojeniem między tkankę miejską a tkankę społeczną… na szczęście wygrywa ta druga.Wyprawa do Łodzi to nie jest lot na księżyc. Nie jest to też Toskania czy inna cudowna Norwegia. Mam często wrażenie, że wybieramy się w dalekie i długie podróże, bo oczekujemy doznań innych niż zwykłe. Nowych, wspaniałych widoków i niezliczonej ilości zdjęć na dyskach. Tymczasem, jak już wiele razy powtarzałem… czasami wystarczy wychylić głowę za uchylone drzwi. Spojrzeć może ciut inaczej i okazuje się, że fotografować można wszędzie. Nawet w Łodzi, chociaż to już bluźnierstwo, bo przecież masa fotografów w Polsce pokończyła zacną uczelnię Filmową w Łodzi i nie dość, że znają to miasto sto razy lepiej niż ja, to doskonale wiedzą, że fotograficznie są lepsze miejsca.

Ja na koniec chciałbym podziękować jak zwykle moim towarzyszom, bez nich całe te nasze eskapady byłyby jedynie, faktycznie weekendowym przelotem i łyknięciem kilku kaw. Będąc w Łodzi fotografuje się bramy i w bramach. Trzymam się tego usilnie. Nie zamierzam tego zmieniać.

Tak więc bramowy salut panowie!

5 komentarzy

Komentowanie zamknięte.