Skye – wyspa do fotografowania

1080 810 FotoPropaganda

Nie byłbym w stanie zamieszkać na Wyspie Skye. Byłbym za to w stanie jeździć tam w każdy weekend by fotografować. I jestem pewien, że nigdy nie skończyłyby mi się tematy. Wyspa na północy Szkocji jest jednym z tych świętych Graali fotograficznych, które prędzej czy później każdy robiący krajobraz chce sam zobaczyć okiem swojego aparatu. Tak jak Islandia, Norwegia czy Grenlandia. Marzyć jest jednak jednym, a być i spojrzeć przez wizjer na szczyty Collins to zupełnie inna inszość. Miałem zaledwie 4 dni na pochłonięcie i zadławienie się krajobrazami Skye. Nie sposób było uciec od klasycznych miejsc zaliczanych przez każdego turystę, jak Old Man of Storr czy Neist Point. Nie chciałem tylko na tym się skupiać i nie musiałem… każdy przystanek samochodem, każda mijanka na wąskich wyspiarskich drogach dawała niesamowitą możliwość fotografowania tego cudownego regionu. Szczególnie, że dzięki uprzejmości FujiFilm Polska podróżowałem z Fuji GFX50S wraz z obiektywami 23 i 120mm. A to czyniło całą fotograficzną część wyprawy jeszcze bardziej emocjonującą.

Przyznam, że zabieranie nieznanego mi aparatu na wyprawę, której pewnie długo nie powtórzę, było pewnym ryzykiem. Zbawiennym okazał się tu jednak fakt, że od kilku tygodniu pracuję innym aparatem Fuji: x-pro2. Ta sama logika, nawigacja, menu i charakterystyka obrazu pozwoliła mi od ręki praktycznie wejść w tryb „taking photo”. A jest tam co robić. Pomimo pogody, która jest tam praktycznie stała i taka sama deszczowo-mglista i jak wspomniała spotkana przed sklepem w Dunvengan jedyna mieszkająca tam Polka: „Lata tutaj nie ma :)”

Elgol, Skye, Scotland

Isle of Skye, Scotland

Isle of Skye, Scotland

Podróżowanie fotograficzne po Wyspie Skye jest banalnie proste. Cała wyspa to zaledwie kilka dróg, którymi można ją objechać wkoło i zapuścić się kilkoma naprawdę krętymi szosami na końce półwyspów, w które, od zachodu uderzają fala Atlantyku, a zachodnia część wyspy smagana jest wiatrami niesionymi od Morza Północnego ponad wzgórzami Highland. Jeśli ma się tak mało czasu jak ja i mój Partner Nieseksualny, to najlepszym rozwiązaniem jest wynajęcie samochodu i biwakowanie. Październik okazał się klasycznie wietrzny i deszczowy, bo przywitał nas nawałnicami strasznymi, ale przejaśnienia w ciągu dnia jakby okna transferowe, pozwalały fotografować w naprawdę dobrych warunkach. Zresztą, sami wiecie… nie ma gorszej pogody dla fotografa niż… słońce.
I akurat tego słońca na Skye nie doświadczycie za dużo! Tylko, że tam nie jedzie się po słońce i muszę Wam się przyznać, że przez te 4 dni tylko jeden raz wstałem na wschód słońca i na dodatek się spóźniłem dobre 45 minut, bo wspinaczka na Old Man of Storr okazała się, dla takiego korposzczura jak ja, zbyt intensywna i postojów kilka musiałem zaliczyć. Wstyd, fakt. Wszyscy bowiem wiedzą i w każdym albumie o Szkocji jest to zdjęcie filarów Old Man na tle wschodzącego słońca, że trzeba tam być o świecie. Ale skoro już zaspaliście, a chwila, gdy słońce ledwo przebijało się przez chmury minęła, to nie wracajcie na dół. Nigdy. W Szkocji trzeba cierpliwie usiąść za załomem skalnym, by osłonić się przed wiatrem i poczekać. Cierpliwie dać chmurom kilka minut i wówczas z ciemnego, zachmurzonego nieba zawsze skomponują się kadry. One zresztą podczas całej wyprawy komponowały się same.

Wyspa Skye to samograj kompozycyjny.

Tak, chociaż brzmi strasznie, to jest to zweryfikowany fakt. Ta kraina po prostu sama układa wam kierunki kadru. Sama faluje przed obiektywem wzgórzami i akcentami ciemnych chmur na horyzoncie. Tutaj czujesz się jak w składnicy z kadrami. Po lewej stronie morze z graniami szpiczasto wbitymi w plażę, a po prawej łagodne zbocza przepasane kolorami darni i wrzosów. Na tym wszystkim białe plamki wszędobylskich owiec. Naprawdę czasami ciężko jest schować aparat do plecaka, bo za kolejnym zakrętem szlaku lub na drobnym wzniesieniem odkrywacie następny wodospad czy niezliczone mgliste szczyty.

Old Man of Storr, Skye, Scotland

A skoro wspomniałem o sprzęcie, to powiem tak: bierzcie wszystko co macie w szafach pochowane. Każdy sprzęt i każde szkło się przyda. Nie będę owijał w bawełnę i napiszę, że podjąłem olbrzymie ryzyko jadąc tylko w dwoma stałymi obiektywami. Przez całą podróż brakowało mi tzw. „środka” – coś między koło 50mm. Tutaj, w tych plenerach, doskonale sprawdza się klasyczny zoom 24-70 lub 24-105. Wynika to z charakteru Szkocji. Sięgając po horyzont macie zawsze góry gdzie nie spojrzycie, na nich zawsze chmury lub mgłę – zoom dłuższy sprawdzi się idealnie. Z drugiej strony szerokie perspektywy sprawdzają się na wybrzeżu, ale i tutaj odległości są tak znaczne, że często fajnie byłoby wyciąć jedynie fragment plaży z całego kadru, bo bogactwo jednej zatoki powala na kolana. Tak było w wypadku Talisker Beach. My trafiliśmy akurat na przypływ więc pole manewru na samej plaży było niewielkie, ale za to, dzięki intensywnym deszczom, rzeka wpływająca do zatoki była naprawdę wartka.

Wracając do kadrów. Mógłbym spędzić na takiej jednej plaży Talisker tydzień. Słowo. I nie znudziłaby mnie różnorodność możliwych kadrów. Niesamowite wrażenie mocy i ta wszechogarniająca pustka, bo o tej porze roku na takich lokalizacjach nie ma już tłumów turystów, a jedyny dom położony dobry kilometr od ujścia rzeki.

Talisker Beach, Skye, Scotland

Na pewno parę osób czytujących te moje wypociny, zada pytanie o sprzęt, a konkretnie aparat. Nie odpowiem Wam na pytanie czy warto kupić Fuji GFX 50s. Chociażby z tego powodu, że ja nie polecam sprzętu, na który mnie nie stać samemu. Mogę jedynie wymienić kilka jego zalet i wad, które w ciągu tych kilku dni zauważyłem. Nieocenioną zaletą jest niewątpliwie format i ilość pikseli, a co a tym idzie nieograniczona praktycznie możliwość croppowania zdjęć. Praktycznie nie istnieje limit, bo wypluty z puszki RAW wielkości prawie 50MB i szerokości ponad 8000 pikseli daje Wam taki oddech jakości, że praca z takim obrazkiem jest przyjemnością. Naturalnie trzeba mieć silny komputer. Pomimo mocnej specyfikacji mojego Samsunga, musiałem mocno zaciskać zęby, aby pliki doładowały się całkowicie, a zmiany w edycji były w końcu widzialne na ekranie. Jest to na pewno pewien problem. Nie do końca dla mnie, bo z całego wyjazdu przywiozłem „jedynie” ok. 600 zdjęć, co jest dla mnie rekordem wszechczasów. Po usunięciu duplikatów zostało ok. 350 zdjęć. W każdym razie rozmiar tych plików może być problemem. Poza wielkością pliku, zaleta jest niewątpliwie tzw. „obrazowanie”, czyli to, co wychodzi z puszki aparatów Fuji. I tak samo jak zachwycony byłem w przypadku x-pro2, tak i tutaj jakość przejść tonalnych, detali w cieniach, możliwości ciągnięcia plików są znakomite. Trudno spieprzyć zdjęcie w sumie po kątem technicznym. Nie będę rozwodził się o plikach JPG, bo te są majstersztykiem zawartych w aparacie presetów. Nie wiem jak robi to Fuji i mało mnie to interesuje. Wiem jedynie, że z Fuji da się pracować bez RAW… naprawdę.

Sam aparat jest przedziwny. Wygląda… okropnie :) Nie udawajmy… to nie jest dzieło designerów włoskich. To jakieś połączenie garbatego nosorożca z Mamiya 7 z totalnie nieergonomicznym uchwytem. Przyczepie się do tego, bo najprostsza funkcja, czyli korekcja ekspozycji jest rozwiązana za pomocą tylnego kółka pod kciukiem i małego (naprawdę cholernie małego!) guzika koło spustu, ale konia z rzędem temu, kto ma tak małe dłonie, by jednocześnie trzymać aparat i wprowadzać kciukiem korekcje. W tym aparacie po prostu brakuje kółka korekcji jak w x-pro2. I to był najczęstszy powód nerwów. Zażalenia składane przez niektórych w kierunku ilości pokręteł na górze aparatu są… żałosne. Ja podczas całej podróży wchodziłem w ustawienia menu wyłączenie kilka razy, aby sprawdzić czy menu działa :)

Wszystkie podstawowe, fotograficzne funkcje w GFX 50s są rozwiązywane za pomocą pokręteł – jak w klasycznych aparatach analogowych. Super!

Denerwujące detale to jeszcze: sprzączki paska, które blokują klapkę boczną dostania się do gniazda wężyka. Akurat tego używałem namiętnie i wizjer nakładany, którego nie używałem wcale. Skoro mam taaaaki LCD z tyłu, a robię w 90% na statywie, to używanie wizjera okazało się całkowicie zbędne. Aparat nie zawiódł ani razu niezależnie od pogody, ale jedna rzecz niestety jest w nim do całkowitej zmiany… bateria. To zresztą problem wszystkich bezlusterkowców. Miałem jedna baterię. Przy czasach rzędu 3 minuty na jedną klatkę, bateria znikała w oczach… masakra. Jak sobie poradzić nie mogąc wrócić do hotelu czy innego źródła prądu w samochodzie…? Ano odwiedziłem wszystkie bary w ciągu dnia i doładowywałem baterie popijając fatalną kawę…. Szkoci nie potrafią robić kawy!

Sprzęt fotograficzny zawsze był dla mnie pewnym fetyszem. Kolejne aparaty nakręcały mnie do fotografowania. Jednak takie rejony jak Szkocja nie potrzebują wspomagaczy w postaci wypasionych aparatów. Tutaj oddziałuje zupełnie inny czynnik – egzotyka miejsca. I na to trzeba szalenie uważać. Zakładam, że zjawisko egzotyki miejsca zachodzi w głowie każdego fotografa jeżdżącego po Świecie raz na jakiś czas. Ot, wrzucony w niecodzienne widoki, często zupełnie odrealnione od zwyczajowego fotografowania łatwo popadamy w nieostrożne pstrykanie wszystkiego co wejdzie nam przed obiektyw. I pomimo, że pisałem o Szkocji jako kraju skomponowanego pod potrzeby fotografii krajobrazowej, to musimy się kontrolować. Nie jest to proste i wiem coś o tym. Człowiek zachłystuje się tą przestrzenią, wyłącza bezpieczniki fotografa i potem efekty są dziwnie zwyczajne. A przecież wszystko było takie… egzotyczne.

W tym wszystkim, wyspa Skye to mekka dla ekip fotograficznych warsztatów i plenerów. Każdy ze stałych punktów widokowych jest oblegany przez przywożone często autobusami wycieczki fotografów. Na swoim szlaku od miejsca do miejsca, mijaliśmy się z tymi samymi Amerykanami dźwigającymi najnowsze PhaseOne czy ekipą Japończyków. Nie ma w tym nic zdrożnego, ale o samotności możecie pomarzyć wyłącznie w mniej popularnych miejscach i raczej rano.

Jednak pomimo wszystkich tych turystów i po prostu braci fotograficznej, nie odpuszczajcie kultowych miejsc na Skye. Tam po prostu trzeba zrobić zdjęcia, bo te miejsca są jak z bajki i aż wołają do nas o rozstawienie statywu. Czasami warto podejść z innej strony lub nie słuchać do końca napisów na znakach, jak w przypadku Fairy Pools, gdzie najpopularniejszy i trzeba przyznać najbardziej efektowny wodospad znajduje się 200 metrów za znakiem mówiącym: „No more Fairy Pools beyond this point”. Byłem tam sam. Wszyscy fotografowie w liczbie ponad 20 zostali przy znaku, a ja spotkałem jedynie Australijczyków w krótkich spodniach na szlaku powyżej tej dziwnej tabliczki. Udało się spokojnie kontemplować ten widok w samotności.

The Fairy Pools, Skye, Scotland

Droga powrotna przez rozległe wzniesienia Glen Coe uświadomiła mi jak wiele jeszcze mam do zobaczenia w Szkocji. Nie zdążyłem wyjść w poważne góry Quairaing, nie udało mi się zobaczyć szczytów Collins przez zalegające chmury. Muszę też zobaczyć do Spare Cave pewnego dnia. W każdym razie… jedźcie do Szkocji. Warto cholera!

18 komentarzy
  • Piotr

    Wyspa na północy Szkocji jest jednym z tych świętych Graali fotograficznych

    Trudno się nie zgodzić.

    Pomimo pogody, która jest tam praktycznie stała i taka sama deszczowo-mglista

    Albo miałeś pecha, albo ja miałem szczęście dwa razy pod rząd mieć w listopadzie całkiem fajną pogodę. Owszem, czasem coś padało, ale też były fajne wschody i zachody: https://www.ewaipiotr.pl/portfolio-4/szkocja/

    i na dodatek się spóźniłem dobre 45 minut, bo wspinaczka na Old Man of Storr

    A mówiłem, że na podejście trzeba sobie zarezerwować godzinę… Chyba że zaspałeś. ;)

    Nie zdążyłem wyjść w poważne góry Quairaing

    Góry Quairaing nie są poważne. Właściwie to góry tylko z nazwy.

    A zdjęcia oczywiście rewelacyjne. I to wcale nie dlatego, że Skye się sama komponuje. :)
    Moje ulubione – Talisker Beach z widokiem na klif z wodospadem po drugiej stronie.

  • iczek

    @Piotr. Dzieki za miłe słowo. Z tymi górami to dla mnie, z Kaszub, wszystko co powyżej 200mnpm to powazne góry :)

    Trzymam kciuki za wyprawe i pogode u Was.

  • Piryt

    A jak się ma iczku to co pokazałeś do Twojego wcześniejszego wyznania, że najchętniej fotografowałbyś NIC.
    To raczej nie jest NIC, więc jakiś przełom, czy chwilowa fascynacja ;-)

  • Piryt

    I jeszcze jedno,
    Odbiór obrazu zależy oczywiście od indywidualnych cech odbiorcy.
    Proszę mi wybaczyć, ale takiego przedstawienia płynącej wody jak na zdjęciu „Talisker Beach, Skye, Scotland” (duże zdjęcie pod samym tekstem) pomimo najszczerszych chęci nie jestem w stanie zaaprobować. Przykro mi.
    Gdyby zostawić tylko górę (nieco powyżej połowy) byłaby niepokojąca, groźna panorama. Niestety, ten wylewający się na dole „kisiel” kojarzy mi się z jakimiś gęstymi, paskudnymi ściekami i psuje całe wrażenie. Moim zdaniem jest tu zupełnie nie na miejscu., ale oczywiście każdy ma prawo odczuwać po swojemu.

  • iczek

    @Piryt – dzięki za uwagi. Ten „kisiel” rzeka mi lezy :)
    A w kwestii czcionki, którą sie wpisuje w komentarzu, to walcze, ale nie umiem tego zmienić w kodzie. :(

  • Małgorzata

    Ja się zgadzam z Pirytem w sprawie „kisielu”. To gryzie, drapie, „wali „po oczach, nie pasuje, odwraca uwagę od cudownej reszty… Mnie się skojarzyło z tkaniną jedwabną nieco bez sensu rozłożoną na kamienistej plaży. Woda wygląda jakby była wypukła ( pewnie po kamieniach sobie płynie wartko, a ciut za długi czas ją ułożył wypukle szczególnie w środku rzeczki. Jak dla mnie w tym konkretnym przypadku rozmycie dało efekt bardzo nienaturalny, ale oczywiście skoro autorowi się podoba to najważniejsze. Generalnie to zdjęcia super, szczególnie „The Fairy Pools, Skye, Scotland”.

  • Piryt

    Dobrze jest, jak Twórca jest odporny na sugestie odbiorców i działa wg. własnych upodobań i koncepcji. Jest niezależny.
    A tak bardziej ogólnie…
    Problem reakcji odbiorcy/widza na czyjeś Dzieło jest sam w sobie bardzo ciekawy np. reakcja widza może być skrajnie inna niż intencje Autora.
    Albo np. dlaczego są takie okresy, kiedy znaczna część twórców stosuje w typowych sytuacjach typowe środki, choć oczywiście każdy z nich deklaruje swoją absolutną niezależność? Moda, maniera, jakieś obawy?
    Mogłoby to być tematem ciekawej dyskusji, ale z własnych doświadczeń wiem, że z różnych powodów taka dyskusja jest mocno ryzykowna. A szkoda.

  • Łukasz

    Szanowny Pirycie (chyba źle nie odmieniłem?) widać, że z Ciebie porządny i uczciwy chłop, ale sam przyznasz, że internetowe deklaracje do niczego nie zobowiązują ani też nie są wiążące. Jest to sposób kreacji i zaistnienia w sieci, każdy z nas chce być oryginalny i czymś się wyróżniać. Fotografia jest na tyle pojemną dziedziną, że nie ma sensu nakładać sobie ograniczeń, każdy może znaleźć swój styl i miejsce niezależnie od tego co deklarował. To piszę ogólnie a w ogóle zauważam, że ostatnio za dużo jest filozofii w fotografii :-)

  • Piryt

    Drogi Kolego Łukaszu, odnoszę wrażenie że zrozumiałeś mnie lekko odwrotnie :-)
    Napisałem wyraźnie: „Dobrze jest, jak Twórca jest odporny na sugestie odbiorców i działa wg. własnych upodobań i koncepcji. Jest niezależny”. Zawsze byłem zwolennikiem niezależności, różnorodności i przeciwnikiem nakładania sobie ograniczeń. Ale często widzę zjawisko odwrotne. Twórcy deklarują niezależność, niechęć do zasad, utartych schematów, a to co tworzą jest jakoś dziwnie podobne do tego, co już wielokrotnie oglądaliśmy, co stało się już szablonem/modą.
    I nie bardzo wiem, gdzie jest ta filozofia w fotografii? Zwłaszcza ostatnio – kiedyś było lepiej?
    Też uważam że filozofii jest za wiele, ale tylko w specyficznych sytuacjach np. w oficjalnych tekstach tłumaczących co autor prezentowanych prac miał na myśli :-) Często jest to po prostu zwykłe zalewanie.
    Natomiast w różnych dyskusjach dominuje chyba jednak technika (zalety i wady sprzętu, programów itp). Nie wiem, czy można to nazwać dyskusjami O FOTOGRAFII?

  • Marzena Gzella

    Mieszkam od 10 lat na Isle of Skye . Mamy tu lato .Tyle ,ze nie latem :) Zdarza sie przepiekny czerwiec .Albo nieponury wrzesien. Przepiekne zdjecia ! Przypomnialy mi jak tu pieknie ,bo kiedy sie tu zyje ,latwo przyzwyczaic sie do otaczajacego piekna .Pozdrawiam .

Skomentuj

Twój email nie będzie widoczny.