Świadomość fotograficzna

150 150 FotoPropaganda

Właściwie to powinienem napisać, uświadomienie fotografów, bo o tym trochę będzie ten wpis.

A dokładnie chciałem odnieść się w paru słowach do „ankiety tabletowej„, do której Was zaprosiłem jakiś czas temu. To na pozór niewinne „badania” opinii postaram się poddać zwięzłej analizie, która niestety nie będzie zbyt miła dla nas wszystkich. Ale po kolei.

1. Badanie.

W badaniu wzięło udział 70 osób. Zgodnie ze wszystkimi tajnikami socjologii i nauk pokrewnych taka próba w żaden sposób nie może zostać uznana za reprezentatywną. Tak więc, złośliwy powiedziałby, że sobie można ją włożyć między… stare puszki po filmach 35mm. Ale pomimo to postarajmy się zabawić w analizę.

2. Respondenci.

To ważny moment, bo każdy nawet z lekka interesujący się sposobami realizacji badań socjologicznych wie, że prawidłowo (!) dobrana grupa może dać dobre lub lepsze wyniki badania. Innymi słowy, jeśli oszukiwać w badaniu socjologicznym i dostosować wyniki do tezy, to ten etap badania jest do tego najwłaściwszy :) Wystarczy zwiększyć przedział wiekowy o 2 lata i już mamy sporą grupę, która ma inne zapatrywania na politykę (np.) niż pozostała część :) Itd. W naszym badaniu też zastosowałem, trochę siłą rzeczy, pewne oszustwo. Wynika ona raczej ze specyfiki badania i grupy docelowej. Otóż, moje wyniki będą generalizacją na polakach, ale w badaniu wzięła udział jedynie pewna, wąska grupa respondentów.

Do rzeczy. Aby wziąć udział w badaniu, trzeba było czytać mój blog. To już mocno zawęża odbiorcę i jego rodzaj. Punkt drugi to właśnie rodzaj respondenta. Zakładam, że jeśli ktoś czyta mojego bloga, to z racji zainteresowania fotografią. Dodatkowo, to zainteresowanie musi iść w parze z byciem online oraz śledzeniem ciekawostek z fotografii. Innymi słowy, upraszczając: moimi respondentami byli ludzi, dla których fotografia jest zdecydowanie czymś więcej niż dla przeciętnego Kowalskiego. Zaryzykuje stwierdzenie, że w badaniu udział wzięli średnio- i mocno-zaawansowani fotografowie.

Tutaj pojawia się ważny element.

Zakładam bowiem, to dość logiczny wniosek, że ludzie zaangażowani w jakieś działanie, skupieni na osiąganiu spełnienia emocjonalnego, kulturowego, artystycznego w fotografii są w stanie przełożyć własne zaangażowanie w materialny jego aspekt. Czyli, że są świadomi, że to kosztuje. A im większe zaangażowanie, tym koszty realizacji pasji fotograficznej są większe.

3. Wyniki.

tablet_wyniki

Skracam mocno, bo teoria Internetowa nakazuje pisania krótko.

Poniżej wyniki w ujęciu ilości głosów oraz rozkładu procentowego. Przypominam pytanie ankietowe: „Akceptowalna cena za galerię na tablet?”. Chodziło o to, ile jesteście w stanie zapłacić za fajnie i dobrze przygotowaną galerię w postaci appki na tablet.

Wyniki:

W głosowaniu wzięło udział 70 osób. Ponad 80% z Was nie wydałoby na taką prezentację onlinową więcej inż 4 Euro. W tym, prawie 50% wydałoby tylko 2 Euro, a 32% do 4 Euro. Na wydatek rzędu 6 Euro zdecydowało się 8 osób (tj. 11% biorących udział w badaniu), a najmniejszą liczbę stanowili Ci, którzy poszliby na całość i wydali 8 Euro i więcej na taką appkę – a było to 5 osób, czyli 7% badanych.

4. Wnioski.

No to zobaczmy. Zacznę od siebie, bo też głosowałem i łatwiej mi kopać we własny tyłek.

Jako człek, który bardzo chciałby, ale nie potrafi przejść definitywnie na cyfrę, pracuję na materiałach srebrowych. Czyli na filmach. To nie czyni mnie naturalnie bardziej profi niż właściciela D3x, a wręcz ciut mnie chyba deprecjonuje, ale nie o tym. Otóż na jednym filmie robię 10 klatek. Jeden taki film kosztuje mnie bez wywołania 17,50 zł. Wychodzi więc 1,75 zł na klatkę. Nie będę dodawał wołania i skanowania itd, bo zaciemnimy obraz. Jako uczestnik badania znalazłem się w grupie „4 Euro”. Licząc po 4 złote za 1 Euro, wychodzi, że umiałbym wydać 16 zł na taką appkę zawierająca średnio 20-30 zdjęć wykonanych zazwyczaj przez profesjonalistę, uznanego fotografa i dotykającego raczej dość poważnych aspektów życia społecznego. Przypominam, że dla nas przykładem była appka Arkadiusza Golca „Ludzie z węgla” w cenie ok. 4 Euro). Ni mniej, ni więcej  za jedną rolkę filmu 120 mam profesjonalną prezentację projektu, w który autor włożył kilka miesięcy pracy, wydał kasę na edycję materiału, złożył to w appkę i zainwestował w promocję.

Ja oraz 35 innych osób z badania kupilibyśmy tę produkcję. Dokładnie tyle samo osób, by jej nie kupiło (35 osób << 2 Euro).

Przedmiotowe 16zł, to:

  • połowa ceny biletu na autobus z Gdańska do Warszawy
  • jeden bilet do kina poza weekendem
  • najtańsze w miarę rozsądne wino w Tesco
  • 1/1250 ceny nowego Nikona D3x
  • pół kilograma dobrego sera żółtego

Już pewnie wiecie do czego zmierzam :)

Tak, nie da się ukryć. Sami fotografowie lub zaawansowani odbiorcy fotografii są winni sytuacji na polskim podwórku. Nie miejcie pretensji do statystycznego Kowalskiego, że nie chodzi do galerii fotografii, których w sumie nie ma, bo wówczas musiałby wydać więcej niż 16 zł. Doliczyć dojazd, stratę czasu itd. Tymczasem bowiem sami „oszczędzamy” na czymś co nam się dostarcza do domu, na ekran. Bez ruszania tylko z fotela. I nie chodzi tutaj wcale, moi drodzy fanatycy galerii (tak Miłosz to do Ciebie), że to jest na monitor, bo fotografia pozostaje ta sama, chodzi o świadomość wszystkich nas.

Chcemy by ceniona naszą pracę, a tymczasem połowa z nas nie zapłaciłaby Arkowi za Jego pracę, bo za drogo. Ja też nie kupiłem Jego appki, bo za drogo. I trochę mi wstyd, bo temat mnie akurat interesuje. Pożałowałem 16zł za podejrzewam kupę roboty fotograficznej. Znając wartość każdej klatki z kamery wielkoformatowej czy średniaka, pożałowałem.

Jak widać jest nas więcej :)

No i teraz oczywista dygresja. Czy to jest tylko w Polsce tak tendencyjne? Nie znam odpowiedzi, ale mam wrażenie, że niestety tak. Po prostu płacenie za coś, co nie ma dla nas materialnego wymiary, będzie pewnie jeszcze przez wiele pokoleń fotografów-[polaków traktowane jako wydatek zbędny. Ponieważ jednak coraz mniej rzeczy w sieci jest za darmo, to i na nas przyjdzie pora. Trza będzie kupić ładny reportaż, by zobaczyć z czym to się je…. :)

Dziękuję wszystkim, którzy oddali głos. Proszę absolutnie nie odbierać tej prymitywnej analizy jako wrzutka do tych głosujących poniżej 4 Euro czy w ogóle do kogoś. Ot, proste statystyczne bleblanie.

A jednak…. :)

 

11 komentarzy
  • Milosz W

    A moze rzecz w tym, ze ta wspaniala apka za lat 10 zapewne nie bedzie juz dzialac na nowym sprzecie, a album na polce bedzie dalej tym samym albumem?

  • Krzysztof

    Miłosz mnie wyprzedził, może właśnie chodzi o to, że ludność woli płacić za coś materialnie namacalnego, coś co nie zniknie zbyt łatwo. I właśnie chciałem zasugerować taką samą ankietę, dotyczącą tego samego materiału fotograficznego, ale wydanego przyzwoicie w formie albumowej. Bardzo mnie ciekawi wynik. I jeszcze poprawka, do wpisów Iczka, autor nazywa się Arkadiusz Gola, więc – appka Arkadiusza Goli. ;-)

  • Laqua

    Jako uczestnik badania „grupa 4 euro” ;) uzasadnię dlaczego właśnie tyle byłem skłonny zapłacić.
    Użył Pan słowa „materialny wymiar” ja słowo materialny zamienię na lepiej pasujące fizyczny. I wlaśnie brak tej fizycznej obecności powoduję, że jestem skłonny zaplacić owe 4 euro, bo właściwie co dostaję ? zapis zero – jedynkowy w jakimś tam formacie, który za rok lub dwa przestanie być obowiązujący, okaże się, że kolejne generacje iPada nie mają kompatybilności wstecznej i co wtedy ?!. Te 4 euro jest jak dla mnie kwotą którą jestem w stanie zplacić za możliwość zapoznania się z zawartością, przed zakupem wersji fizycznej. Podobnie jest z muzyką, zakup lub tylko odsłuch kilku nagrań na iTunes a dalej zakup fizycznego produktu.

  • M

    Twoja interpretacja ma sporą wadę – nie uwzględniasz co mogło być przyczyną oddania takiego a nie innego głosu. W moim przypadku, wybrałem opcję „2 euro”, ale tak naprawdę nie zapłaciłbym za „apkę” NIC. Nie dlatego że nie doceniam czyjejś pracy albo że za drogo, albo że szkoda mi pieniędzy na fotografię, tylko właśnie dlatego że to „apka”. Nie mam żadnego oporu przed wydawaniem znacznie większych pieniędzy niż te 4 czy 8 euro na albumy i wystawy. Myślę że nie byłem jedynym spośród Twoich respondentów o takich poglądach na przedmiotową sprawę, co potwierdzają również wpisy powyżej.
    Zrób bardziej rozbudowaną ankietę pt. „Ile zapłaciłbyś za album a ile za „apkę”” :)

  • A.Mason

    Nie oddałem głosu w ankiecie, ale też nie kupiłbym aplikacji. Z dużym prawdopodobieństwem zawsze znajdzie się jakaś aplikacja do otwierania plików pdf, natomiast z apkami – nigdy nie wiadomo kiedy przestanie „działać” system, na które były robione.
    Natomiast czas pracy i wysiłek jaki włożył autor w stworzenie swojego projektu jest dla mnie, jako odbiorcy, prawie że w ogóle nieinteresujący.
    Poza tym, i to jest chyba najważniejsza rzecz jakiej nie uwzględniasz – ludzie nie lubią przepłacać. Dziś można kupić mnóstwo albumów fotograficznych uznanych fotografów. Albumy rozmiaru przeciętnego tabletu chodzą po 30-40zł (lub nawet mniej), a potrafią zawierać nie 30, a 100-200 zdjęć. Oczywiście są i droższe albumy, ale są też i np. wydania z Tashena 700-800 stronicowe, gdzie zdjęć jest pewnie ponad 500 (czyli za cenę 4x wyższą niż apki dostajemy 10x więcej zdjęć)…

    BTW. można już kupić Everybody Street, moim zdaniem warto.

    PS: Naprawdę te cholerne „słodziutkie kapcie” są konieczne? Ten wpis pewnie bym napisał już 5 dni temu, ale w przeglądarce na telefonie nie mogę wyklikać tych cholernych obrazków!

  • Michał

    Miałem przyjemność poznać Pana Arka i posłuchać jak opowiadał o swoich zdjęciach z różnych miejsc, nie tylko z tego albumu. Bardzo cenię jego pracę i przyznam, że nawet po przeczytaniu tego artykułu ciężko mi określić dobrą cenę za ten czy inny album.

    Trochę mnie dziwi, że ludzie płacą 2000 i więcej pieniędzy za ponoć najlepszy tablet, a potem twierdzą, że każda aplikacja ma być za darmo (To akurat pochodzi z innego badania, które podało, że ludzie wydaja mnóstwo pieniędzy na telefony, a potem hakują grę która kosztuje ledwie 5zł). Ten album to zaledwie 0,008 wartości urządzenia. Album ma szansę działać na jeszcze wielu iOsach w przyszłości, a iPada każdy za 3 lata sprzeda lub rozbije. Wartość tego urządzenia wzrasta dla mnie dlatego, że własnie wiele takich aplikacji na nie powstaje.

    I tu jest odpowiedź dlaczego te aplikacje są tylko na iOS. Rozmawiałem z wydawcami i mówię, że zapłaciłbym, ale za PDF, bo mogę go obejrzeć na moim fajnym monitorze i na tablecie jak mi się zdarzy kupić i nie musi to być iOS. No, ale tylko iOS daje gwarancję, że pierwsza osoba, która to kupi nie udostępni go zaraz na chomiku… i cała praca pójdzie się…

    Może potrzebny jest jakiś format, który by pozwolił artystom na bezpieczniejsza sprzedaż, a nam na wygodną obsługę zakupionych aplikacji i pewność, że nie przepadną nam wraz z rezygnacją z samego urządzenia. W eBookach wygląda to już całkiem fajnie. Jest znak wodny i jak ja jestem fair w stosunku do sklepu to wogle mnie to rozwiązanie nie interesuje, byle nie puścić książki w eter, a i sprzedać można, czego z appką na iPada chyba nie zrobię…

  • Michał

    @Laqua: Nie rozumiem twojego tłumaczenia, choć sam stwierdziłem, że wolałbym PDF by go odtworzyć wszędzie. Wtedy pewnie album byłby droższy, ponieważ powoli aspirowałby do pełnoprawnej publikacji.

    Nie będę spekulował co do ceny, taką dał autor, ale tłumaczenia nie rozumiem. Zadam niewygodne pytanie. A jak kupujesz Windowsa to jaką masz gwarancję, że on będzie działał wiecznie? Tak po prawdzie to zmienisz sprzęt i parę stówek przepadło. No to coś bliższe sercu. Photoshop – parę tysięcy ludzie płaca za licencję, a zmienią system operacyjny i już może nie działać. Nie ma twojej fizyczności, zapis zerojedynkowy, a na szczęście są ludzie, który uważają, że za oprogramowanie się płaci, ponieważ jest to taka sama praca jak naciśniecie spustu.

    Tak naprawdę jako fotografowie czujemy się wiecznie pokrzywdzeni, bo nas obdzierają z należnych pieniędzy, a my jak chcemy wypromować stronę to też szukamy jak to zrobić za darmo, bo przecież nie jest to fizyczne.

    Skończę, bo odbiegamy od tematu ;)

  • A.Mason

    Michale, miałem o tym napisać wcześniej, ale uprzedziłeś mnie. Także zastanawiałem się nad tematem programów. Jest w tym jednak kilka różnic, szczególnie jeśli mowa o programach na systemy mobilne. Wiele z nich, a przynajmniej te popularne są rozwijane i stale poprawiane (może apki-galerie też?). Prawdopodobieństwo, że program nie będzie działał po kolejnej aktualizacji systemu istnieje, ale nie jest duże. Nawet jeśli, to zwykle powstaje jakiś zamiennik o podobnych lub wręcz identycznych funkcjach.
    Natomiast do starych Windowsów można dokupić aktualizacje, więc pieniądze nie przepadają w całej kwocie. A Photoshopa nie używam, bo mam jego darmowy odpowiednik – GIMP, który działa na kilku platformach :)
    iOS też nie daje żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Wystarczy pogooglać trochę, żeby odnaleźć spiratowane wersje oprogramowania… Choć podobnie jak Ty, także nie rozumiem piracenia rzeczy, które kosztują naprawdę minimalne pieniądze.
    Moim zdaniem przed piractwem się chyba nie da obronić, a najsensowniejsze jest chyba ograniczanie tego precederu za pomocą innych narzędzi/form. Znak wodny, obniżenie ceny, promocje, itp. A przede wszystkim trzeba zmienić sposób myślenia, bo już jakiś czas temu udowodniono, że „zaklinaniem rzeczywistości” jest stawianie znaku równości pomiędzy ściągnięciem pirackiej wersji i utraconymi pieniędzmi.

  • Michał

    Myślę, że powoli będziemy się wszyscy uczyć. I tu nie tylko tu w Polsce. Książka elektroniczna nie rozwinie skrzydeł jeśli nie będzie się jej dało łatwo sprzedać lub wypożyczyć. Appki też muszą znaleźć swój złoty środek.

    A może tak naprawdę znalazły? Zależy kto jest adresatem. w przeciwieństwie do rodzimych ebooków appki są sprzedawane w gronie międzynarodowym. Podejrzewam, że ta cena dla pasjonata fotografii z Niemiec jest jak pierd… Zresztą tak jak mówiłem. Czym jest cena tej aplikacji przy cenie urządzenia. Na co Wam ten iPad jeśli nie do ściągania takich fajnych appek ;)

Komentowanie zamknięte.