Mam na ciebie smak

150 150 FotoPropaganda

Wrócił mi smak na fotografię.

Ostatnimi czasy jakiś taki wyjałowiony byłem mocno z chęci wpisywania się w panujące mody fotograficzne; w te wszystkie krzaki wypalone błyskiem lampy, w te zredukowane do jasnego zarysu cienia na ścianie portrety, te wydumane projekty, w który sens odnajduje jedynie kurator-kolega fotografa, bo nawet on sam nie potrafi powiedzieć logicznie o co mu chodziło w całym projekcie.

Wszystko to sprawia, sprawiało (sic!), że nie miałem w ogóle chęci łapać za aparat i lądować fiszki do kaset. Ostatnio spytała mnie koleżanka, dlaczego nie zrobię wystawy. Przecież tyle gadam o wystawach i w końcu coś zrobiłem przez te lata. I wrócił do mnie ten temat, bo zapomniałem o nim wiele lat temu. Czemu nie zrobić wystawy? Moja odpowiedź jest w sumie nadal taka sama. Nie zrobię wystawy, bo kompletnie nie czuję, abym jako fotograf miał jakikolwiek materiał spójny, zwięzły, określony, zdefiniowany, który mógłbym pokazać na wystawie. I nie chodzi tutaj o żadną fałszywą skromność.

– No, ale przecież sam piszesz, że poziom tych większości wystaw jest żenujący i że ludzie wystawiają fotki kwiatków, pszczółek, widoczków z wakacji i nie mają z tym żadnego problemu. Więc skoro uważasz, że Twoja fotografia aspiruje to trochę wyższych ocen, to może po prostu przestań pie#@$#…… ? – spytała rezolutnie rozmówczyni ma (wyjaśniam, że nie użyła słowa, którym ubarwiłem Jej wypowiedź na końcu zdania!).

Logiczne w sumie pytanie i wynikowe wręcz. Skoro tak źle oceniam fotografię innych, a swoją stawiam ambicjonalnie chociaż wyżej, to do cholery, czemu mam jakiekolwiek obawy przed wystawą? Dać się ocenić to w sumie nie taka straszna sprawa. I tak publikuje swoje zdjęcia w sieci, zamyśliłem się. Ostatnio w ogóle rozmawianie z samym sobą wychodzi mi najlepiej ?! :)

Jednak nie przemogę się. Nie widzę sensu pokazywania swoich prac na wernisażu, spotkaniu autorskim, bo mam wrażenie, że to wszystko się jakoś straszliwie przejadło. Może forma ma znaczenie i powinienem poszukać jakiegoś niesamowitego miejsca, przestrzeni, sali, pałacu.. ?:) [wart Pac pałaca].

Nie zmienia to wszystko, całe te dywagacje, faktu, że cynamonowy smak herbaty czuję w ustach wraz z zapachem świeżo otwartego pudełka negatywów kolorowych i szelestem w ciemnej łazience wyciąganych fiszek z kaset. Może więc nowe cykl 30 portretów w roku 2013 będzie nowym otwarciem?? Chciałbym. Tymczasem, fotografia mi ponownie smakuje.

„Jednak mam na Ciebie smak, cały świat za jedno – tak” –  cytując słowa Lady Pank :)

 

...

A Wy widzicie sens w robieniu wystaw, wernisaży w kawiarniach, klubach itd…?

Czy Wam to pomaga, czy chodzi wyłącznie o czystej krwi łaknienie akceptacji Waszej pasji, Waszych twórczych wyrzygań się?

 

9 komentarzy
  • K

    Sens? Wystaw tak, wernisaży nie. Na wystawy przychodzą ludzie spragnieni fotografii, na wernisaż – darmowego wina…

  • barabarasz

    Wyrzygań się? Znaczy po tym tanim winie wernisażowym? Artysta z takim podejściem powinien pozostać w blogosferze albo ponapinać się na wieczorku literackim.

  • iczek

    K: no ale czy to nie jest tak, ze wernisaz (poza tym winem) sluzy przede wszystkim mozliwosci rozmowy z autorem? Pewnego osobistego kontaktu. Szansa jest to na wyjasnienie zamierzen, celu, idei.
    Sama wystawa w Polsce to w sumie chyba pomysl malo przyciagajacy ludzi. Ja mysle, ze obecnie powinno sie robic wernisaz i finisaz w jednej imprezie. Nie wiem jakie sa statystyki odwiedzin np takiej Gdanskeij galerii miejskiej gdy jest wystawa fotografii ale bardzo rzadko widze aby wystawe wiszącą miesiac odwiedzaly tlumy po wernisazu:)

  • Milosz W

    Problem jest chyba zbyt zlozony, zeby tak odpowiedziec w paru zdaniach, ale costam napisze:
    Po 1 – wystawy w PL sa rzeczywiscie w duzej mierze slabe, co m.in. zniecheca odbiorcow do ich odwiedzania. Natomiast za zachodnimi granicami jest duzo wieksza roznorodnosc w tym temacie, ale to tak naprawde temat do dyskusji przy wodce, a nie cos, co mozna strescic w paru slowach.
    Po 2 – wernisaz sluzyc powinien rzeczywiscie rozmowie z autorem prac, ktore to prace mozna od razu kupic. A wino powinno pomagac w rozmowach :) A, ze u nas troche sie to wszystko wypaczylo – zarowno w kwestii rozmow, picia wina, jak i ew. zakupow – to tez temat dluzsza rozmowe.
    Po 3 – kwestie komercyjne – zeby dobrze pokazac swoje prace, trzeba sporo zainwestowac, a to sie raczej w naszych realiach nie zwraca – zatem jest jak jest ;)
    Po 4 – pokazywanie zdjec w klubach itp. nie ma sensu, bo nie ma tam warunkow do prezentacji zdjec.
    Po 5 – jak sie nie bedzie pokazywac dobrej fotografii na wystawach, to bedzie jeszcze gorzej, wiec moze trzeba sie wziac w garsc? Wydaje mi sie, ze ludzie nie chodza tu na wystawy, bo z gruntu mysla, ze nie zobacza niczego dobrego… takie przyzwyczajenie ;)

  • iczek

    Ad. Po 2 – z tymi rozmowami to jest zawsze problem. Odkryłem jednak ostatnio, że to jest problem nie tyle autora, co widza. Ludzie przychodza i klepią autora różą po plecach. Spotkanie ma zazwyczaj charakter towarzyski, bo na wernisazu w 90% pojawia sie rodzina i znajomi, którzy złego słowa nie powiedzą. A jak sie pojawi „czarna owca”, ktora zada jakes pytanie dyskusyjne, to jest wielka obraza i szmer przechodzi po krzesłach. Regualrnie robię za taką owcę wieć wiem co mówie :)
    A szkoda, bo miejsca na dyskusję zostawia się tez coraz mniej na taich spotkaniach. Jakby komuś się scanariusze pomyliły i chce tylko zebrać oklaski i pouśmiechac się do rodziny spod rzutnika :)

  • Raf

    Wiesz co Iczek, cos mi to cale pisanie o braku spojnosci materialu, sensu przekazywania prac na wenisazu itd pachnie cykorem przed wystawieniem sie dla realnej publicznosci a nie wirtualno-internetowej. Wyczuwam wachania i obawy z prostego cyklu, czy jestem wystarczjaca dobry, kto przyjdzie, co powiedza, czy faktycznie przydzie ktos poza rodzina a i najwazniejsze czy beda czarne owce. Zeby sie nie sprawdzilo, Kto mieczem wojuje ten od miecza ginie.
    Ps
    Wstalem dzisiaj lewa noga z lozka, moco nie wyspany.

  • jorge.martinez

    Żeby na wernisażu była dyskusja, musi być moderator tej dyskusji, bo zazwyczaj autorzy, ani publiczność poprowadzić takiego spotkania nie potrafią.

    Zresztą oficjalność wernisaży nie pozwala na na zajęcie wygodnych pozycji i wymianę myśli, podobnie jak krzątanina podczas oglądania prac.

    Toteż nie do końca jestem pewien, czy należy oczekiwać, by oficjalny wernisaż przeistoczył się w intymne spotkanie autorskie.

  • Milosz W

    Jorge dobrze pisze.
    Poza tym, z tymi dyskusjami to tez chyba troche nie tak. Nie wydaje mi sie, zeby akurat wernisaz byl dobrym miejscem na prowadzenie rozmow w stylu co kto spieprzyl, albo dlaczego wystawa jest do bani… Po co isc na wystawe, ktora Ci sie z gruntu nie podoba? Po co wytykac autorowi bledy przy potencjalnych kupujacych? Trzebaby sobie odpowiedziec na pytanie po co jest wogole wystawa, kto za to placi i dlaczego?
    Co innego pogadac z autorem po to, zeby go poznac, nawiazac kontakt, albo lepiej zrozumiec. Na tym mi przykladowo zalezy, kiedy odwiedzam interesujace mnie wernisaze. A te malo interesujace, to albo nie odwiedzam wogole, albo nie podejmuje rozmowy, bo i po co.

Komentowanie zamknięte.