Nie pamiętam kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia Marka Lochera. Było to wiele lat temu, ale spowodowały, że tak “ograny” temat jak górnictwo i to co wokół górnictwa zacząłem postrzegać oczami Marka.
Fotografie Lochera nie krzyczą do nas. Nie atakują nas niecodzienną chwilą złapaną w stylu Bressona. Nie imitują tak spranej już stylistyki street, nie chcą udawać tego, czym nie są. Nie silą się na udawanie nowoczesnych trendów młodej fotograficznej fali (czytaj: byle co, byle inaczej) i nie starają się mnie przekonać, że aspiracją fotografa jest nagroda w National Geographic, czy innym Word Press Photo.
Czym więc są fotografie Śląska osadzonego w tradycji wydobycia węgla? Jak fotografuje Marek Locher i czemu postanowił wydać album: “KWK Wieczorek – historia utrwalona”?

Nie chciałbym, aby ten krótki wpis był tylko o tym albumie, bo ja uważam, że Marek już dawno powinien wydać zupełnie inny album, całkowicie inaczej zredagowany i w innej formie wydawniczej. Samo przeglądanie strony www autora sprawia, że ogrom zasobów fotograficznych przygniata: https://mareklocher.myportfolio.com/archiwum – to jest kopalnia dokumentalna, która już dzisiaj jest jedną z największych historycznych wartości jaką Marek wnosi do dziedzictwa nie tylko regionu, ale świata. Brzmi patetycznie? I dobrze, bo niewielu z nas, amatorów fotografii zbliży się kiedykolwiek do takiego poziomu fotograficznej archiwizacji teraźniejszości dla przyszłości. Sam album o kopalni “Wieczorek” jest pewnego rodzaju bardzo rozbudowanym epitafium – tak to odbieram. Nie tylko dla samego miejsca, ale przede wszystkim dla ludzi i ich historii. Nie jest to klasyczny album ze zdjęciami i podpisami, ale próba zapisania historii miejsca, próba pokazania fragmentów tego zjawiska jakim jest kopalnia węgla kamiennego. Dlatego obok prawdziwych perełek dokumentalnych czy portretowych, mamy tutaj mnóstwo “zdjęć opowiadaczy”, które muszą się znaleźć w tak rozbudowanej opowieści, aby zrozumieć choć częściowo złożoność zjawiska. Dzięki takim albumom, zakończona w kwietniu 2018 roku, ponad 190-letnia historia kopalni (została ona zamknięta) przetrwa dalej pokazując jej ostatnie lata, zmiany i próby ratowania tego, co zostało. Szanuję tę pracę. Format i sposób wydania tej książki nie jest może moim ulubionym, ale jej wartość wygrywa.




Wróćmy jednak do Marka Lochera, bo zależy mi, abyście dostrzegli to, co mi się wydaje, że w obecnych czasach całkowicie jest pomijane i ginie w social mediowych brudach i syfie generowanym w miliardach wersji.
Gdy zerkniecie na taki materiał jak “Ludzie z szybu” lub “Człowiek i Maszyna” to poza przeniesieniem się w świat całkowicie obcy ludziom spoza regionu śląskiego, chcemy zadawać kolejne pytania o to co dalej. Co się stało, gdzie to jest teraz, czy Ci ludzie mają inną pracę? Co stało się z budynkami? I to jest olbrzymia wartość zdjęć Marka… wywołują nie tylko chwilowy zachwyt nad czymś nieznanym, ale prowokują do pytań o to, co będzie dalej. Można powiedzieć, że…
Locher zatrzymując przeszłość w teraźniejszości, zadaje fotografią pytania o przyszłość.
Dokument w polskiej fotografii już dawno przeszedł całkowita transformację. Prace Marka przypominają mi zdjęcia Macieja Kosycarza z mojego Gdańska. Nie są to chwytliwe widoczki, ale dobrze wypracowane, rzetelnie wykonane fotografie dokumentujące. J`ak mi tego brakuje w obecnej fotografii! Dobrze wykonany dokument, nie naciskający na mnie bym krzyczał, ale raczej bym kontemplował – takie są właśnie zdjęcia Marka z jego Śląska i ja to kupuję. Szczególnie, że autor nie ogranicza się wyłącznie do przeszłości i dokumentuje też region jakim jest teraz. Nadal robi to z tym charakterystycznym dystansem do bycia krzykliwym, raczej zastanawia się nad każdym kadrem i cyzeluje treść, by nie odwrócić naszej uwagi prostymi zabiegami od zawartości kadru.
Książka-album o Wujku to zapis kilku ostatnich lat kopalni i podsumowanie wytrwałości fotografa – takie rzeczy powinny się ukazywać i chwała Stowarzyszeniu Fabryka Inicjatyw Lokalnych za przygotowanie wraz z Markiem tego wydawnictwa.

