fotopropaganda blog o dobrej fotografii

Czas zabił fotografię

W filmie Interstellar nawet sam reżyser Christopher Nolan zagubił się w rozumieniu czasu. Fabuła filmu nie jest wytłumaczalna logicznie, a pozostaje jedynie wizją czasu Nolana, która zabija i rodzi. Tak samo mam z fotografią… czas ją zabija.

W mojej podstawówce na gdańskiej Żabiance, w roku 1987 pan od historii założył kółko fotograficzne. Zorganizował trzy powiększalniki, suszarki, pomieszczenie koło szatni basenowych (tak, moja szkoła miałą basen!) i zaprosił chętnych. Byłem pierwszy. Miałem Smienę, a zaraz potem wycyganionego od wujasa, co jeździł za granicę, ZENITa 12XP. To było coś!
Robiłem zdjęcia wszystkiego i wszędzie. Jako “ten, co umie”, robiłem zdjęcia na szkolnych apelach i wieszałem w gablotach po fatalnym ich wysuszeniu na suszarkach materiałowych Libella. Jak te szuszarki mnie wnerwiały… ile materiały zmarnowałem, bo się przykleiła odbitka, wrrr.

Czas nie miał dla mnie znaczenia. Miałem naście lat i przez następne 20-25 lat mojego życia, fotografia w sumie była cały czas taka sama. Zmieniały się technologie, dodawano coraz to lepsze AFy, zwiększano prędkość klatek na sekundę itp., ale aparat miał obsługiwać czas, obiektyw dbał o przysłonę, a ja decydowałem o sposobie naświetlenia przez pryzmat czułości zapakowanego filmu. Trzy rzeczy, które sterują fotografią: czas, przysłona, czułość.
Wszystko trzymało się kupy. Uprawiałem fotografię. Brzmi strasznie, ale dokładnie tak to odbieram teraz. Nie byłem i nie jestem artystą, nie mam takich zapędów. Po prostu “uprawiałem hobby fotografię”. Czas był względny, bo wszystko było takie samo przez dziesiątki lat, jak wtedy w szatni szkolnej koło basenu, w ciemni pana Adama w szkole podstawowej nr 93 na gdańskiej Żabiance. A potem przyszła era cyfryzacji i social mediów. I okazało się, że nic już nie jest takie samo.

Powiecie: czas zabił lokomotywy parowe. Jasne. Czas codziennie kogoś zabija, bo czas jest absolutnie bezwzględny dla istot, maszyn, idei. Szczególnie te ostatnie są silnie falsyfikowane przez czas. Idee i pomysły na to czym ma być fotografia nie zmieniały się przez ponad 150 lat… aż do teraz. Za zawsze chodziło w sumie o to, co pięknie nazwała Susan Sontag:
All photographs are memento mori. To take a photograph is to participate in another person’s (or thing’s) mortality, vulnerability, mutability. Precisely by slicing out this moment and freezing it, all photographs testify to time’s relentless melt.”
[Wszystkie fotografie są memento mori. Zrobienie zdjęcia oznacza uczestniczenie w czyjejś (lub czegoś) śmiertelności, wrażliwości, zmienności. Właśnie poprzez wycięcie i zamrożenie tego momentu, wszystkie fotografie świadczą o nieubłaganym upływie czasu.]
Okazało się jednak, że ta definicja nie pasuje do samej natury fotografii, jako medium. Nie możemy jej dzisiaj zastosować

Dzisiaj, w fotografii nie chodzi już o zatrzymywanie czegokolwiek na fotografii, ale o stwarzanie nieprawdy!

Współczesna fotografia jest oszustwem większym niż jej twórcy mogliby sobie w najgorszych snach wyśnić. Fotografia podąża drogą do całkowitej zagłady, która wyznaczana jest przez koncerny zajmujące się zakłamywaniem “prawdy” złapanej miedzy prostokątne ramki kadru. Pierwszym krokiem ku tej zagładzie była masowa cyfryzacja post procesu obróbki zdjęcia, kamieniem milowym zaś, wymyślenie i wdrożenie sposobu tworzenia cyfrowego obrazu juz w samym aparacie – matryca cyfrowa. Dalej, to już z górki… kolejne iteracje sposobów manipulacji obrazem, doskonałość technologii generatywnych itd, itp…

Zastanawiam się, jak byśmy dzisiaj określili fotografię? Czy nadal jest to coś, co istaniało, jak to pięknie opisał Roland Barthes: “The name of Photography’s noeme will therefore be: ‘That-has-been.” Barthes twierdzi, że esencją (noemem) fotografii nie jest to, co przedstawia, ale fakt, że to, co widzimy, rzeczywiście istniało w pewnym momencie w przeszłości. No i jak my mamy to zweryfikować? Ja przestałem odróżniać “realne zdjęcie” od cyfrowo przetworzonego jakieś 5 lat temu. Nie mam szans, przegrałem z technologią, jak lokomotywa parowa przegrała z ropą i potem z elektrycznością.

Ale chyba najlepszym przykładem, jak bardzo inaczej myślimy o idei fotografii i jak bardzo jest ona zdeterminowana technologią jest zdanie wypowiedziane przez Andy Warhola: “The best thing about a picture is that it never changes, even when the people in it do.” [Najlepszą rzeczą w zdjęciu jest to, że nigdy się nie zmienia, nawet jeśli zmieniają się ludzie na nim.].
Nie ma już w tym zdaniu prawdy w roku 2026. Rzeczy nie pozostają takimi, jak je sfotografowaliśmy. Mam wrażenie, że akt fotografii staje się jedynie przyczynkiem , początkiem do dalszego kreowania treści samego zdjęcia. Czas zabił znaną mi fotografię. Nie mam zaufania do tego, co widzę na zdjęciu. To nie jest już prawda.

Czy Wy też tak macie…?

Skomentuj

fotopropaganda blog o dobrej fotografii