fotopropaganda blog o dobrej fotografii

Grand Press Photo 2024

Czy potrzebujemy jeszcze jakichkolwiek konkursów fotografii prasowej? Jaki sens ma nagradzanie zdjęć, których już prawie nikt nie ogląda, a już na pewno nie pamięta ich po minucie.
Czy fotografia prasowa, newsowa ma nadal sens?

Kto ogląda i gdzie ogląda zdjęcia prasowe? Czy kategoria “zdjęcie prasowe” w ogóle ma rację bytu w 2024 roku? Niby z czym powiązać zdjęcie prasowe? Z publikacją w prasie? Ale czym jest prasa obecnie? Zaczynam zadawać te pytania sam sobie i nie umiem na nie odpowiedzieć. Czy publikacja zdjęć z masakry w Kramatorsku w Ukrainie na Instagramie autora jest już zdjęciem prasowym? A może zdjęcie musi zostać kupione przez agencje i odsprzedana konkretnej stronie internetowej?

Zacznijmy od tego, że ja nie mam zielonego pojęcia, co dzisiaj oznacza kategoria “fotografia prasowa”. Nie wiem też czym jest fotografia prezentowana na tegorocznym Grand Press Photo 2024. Jeszcze 10-15 lat temu bym wiedział, bo czytałem gazety. Kupowałem papierowe gazety codzienne i magazyny. Od lat tego nie robię. Nie pamiętam już zapachu farby drukarskiej, nie mam brudnych palców od wertowania dziennika. Nic. Zastąpiłem to, jak większośc z nas, lawiną zdjęć przesuwanych palcem na ekranie smartfona. I wcale nie robię tego na stronach agencyjnych czy prasowych wydawnictw – robię to na prywatnych kontach fotografów lub poprzez śledzone konta znajomych, którzy z kolei szerują fotki gdzieś z sieci. Zdjęcia te najczęściej nie mają żadnego kontekstu tekstowego, jak w wypadku Instagrama, gdzie opisów już nikt nie czyta i są najczęściej podane w formacie mikro. Facebook pozwala chociaż na jakąś, często karykaturalną, dyskusję pod postem, ale i to jest obecnie ograniczone do wklejania idiotycznych emotek lub gifów z kciukiem w górę. Szybko kliknięte bez zapoznania się z tłem i palce już scrolluje kolejne virale z gotowania makaronu lub sikania z dachu wieżowca pod wiatr. Tak teraz konsumujemy fotografię… gdzieś w przerwie między jednym scrollem a drugim, między reklamą wazektomii a filmikiem z rozpakowywania nowego modelu Hasselblada wartości 7000 usd.

Czy to wszystko ujmuje tym zdjęciom ich jakości lub fotografom ich zaangażowania?
Nie, nie ujmuje.
Czy to wszystko obniża wartość poznawczą, jaką od zawsze daje nam fotografia prasowa?
Nie, nie obniża.
Czy takie odbieranie fotografii sprawia, że ma ona mniejsze znaczenie?
Tak, dokładnie to się dzieje!

Pamiętam moje zaciekłe dyskusje o wynikach konkursów BZWBK czy GPP z różnymi kolegami sprzed 8-10 lat i dalej. Pamiętam te rozkminy nad każdym esejem i każdym pojedynczym strzałem. Pamiętam też, że fotografie nagradzane lat temu 20 lub 30 zmieniały świat. Naprawdę zmieniały. Dzisiaj fotografia prasowa, newsowa nie ma praktycznie żadnego znaczenia. Niczego nie zmienia. Jej wartość dla odbiorcy jest sprowadzona do kolejnego scrolla i pół sekundowego zatrzymania się na obrazku. Cholernie mi przykro z tego powodu. I nie winię tutaj jedynie odbiorców, bardziej chyba winię samych fotografów i środowiska związane z fotografią prasową. Sami Wy nie jesteście już zainteresowani promowaniem fotografii. Sami daliście się wpędzić w instagramy, fejsy i inne pseudo wyścigi na najszybciej dostarczone zdjęcie. Zabijacie fotografię prasową idąc zgodnie w jednym szeregu z tymi, którzy dają nam te platformy. Większość fotografów nie posiada już nawet własnych stron www – bo to jest passe, bo nikt tam nie zagląda, bo nie można tam dać… lajka! Tak, dla lajków większośc z Was dałaby się pokroić. Jak każdy z nas. Tym się stała po części fotografia “prasowa”. A i tak Wasze zdjęcia kończą jako obrazki szerokości 5cm na wyświetlaczu telefonu.

Czym więc jest obecnie konkurs GPP? Jakie ma znaczenie i czy nagrody przyznane w tym roku cokolwiek zmieniają? Dla nas, dla bohaterów zdjęć, dla autorów?

Nie wiedziałem nawet, że odbył się ten konkurs w tym roku. Mignęła mi kilka tygodni po ogłoszeniu wyników jakaś wzmianka na profilu kolegi. Zapewne nie jestem w grupie znajomych, która żyje tym konkursem skierowanym do profesjonalistów, bo jest on skierowany do zawodowych fotografów. No i tutaj pytanie – jest coś takiego jak zawodowy fotograf jeszcze? Słyszy się od lat, że nie da się żyć z robienia zdjęć, a już z prasowej fotografii to w ogóle. Większość redakcji pozbyła się wszystkich etatów dla fotografów już dawno temu. Pozostali tylko zatrudnieni na zlecenie lub B2B, bo taniej. Podziwiam więc tych, co jeszcze mogą żyć w fotografowania wydarzeń i newsów. Naprawdę!

Ale zdjęcia są przede wszystkim dla odbiorców, dla ludzi, dla czytelnika. Czy te zdjęcia dotarły do ludzi, czytelników gdy były publikowane? Cóż… zapisy regulaminów też ewoluowały… kiedyś zdjęcie musiało być opublikowane w prasie, by mogło brać udział w konkursie, a teraz czytam: ” (…) oceniane będą zdjęcia zawodowych fotografów wykonane między 1 kwietnia 2023 roku a 31 marca 2024 roku – z zamiarem publikacji w mediach (…)“. Znak czasów, rozumiem to. No więc 90% zdjęć, które oglądacie na stronie GPP nigdy nie było zapewne publikowane w prasie, może wrzucili je autorzy na swoje profile w social media, w najlepszym wypadku trafiły na jakąś podstronę www w ramach jakiejś gazety. Przy żadnym opisie nie ma informacji, gdzie dane zdjęcie lub reportaż został opublikowane. Nie w jakiej redakcji lub dla jakiej agencji pracuje autor, ale w jakiej prasie opublikowano dane zdjęcie i kiedy. Jak widać nie ma to żadnego znaczenia, liczy się… zamiar publikacji ;) A przecież przy okazji takiego konkursu można by wypromować tych, którzy te zdjęcia pokazują, dać kilka linków do publikowanych materiałów, może z tekstem? Nie, nie warto.

No więc co pokazano w tym roku jako najlepsze zdjęcia prasowe?

Wygrał Wojtek Grzędziński i chyba nie ma wątpliwości, że całkowicie zasłużenie. Jego zdjęcia z Ukrainy są poruszające i wpisują się całkowicie w zakres znanego nam pojęcia fotografii prasowej, newsowej. Nie mam wglądu w autorów odrzuconych, ale patrząc po nagrodach pozostałych, to konkurencji Wojtek nie ma żadnej (z całym należnym szacunkiem dla uczestników to piszę). Zdjęcie roku jest pełne, skończone, mówiące bez słów, estetyczne, wręcz książkowo idealne i to tylko może trochę budzić mój niedosyt. Wojtek jest profesjonalistą. Konkurs jest dla profesjonalistów więc wszystko się zgadza. Coś jednak mi ucieka w tym zdjęciu… czuję, zaglądając przez ramię osoby na pierwszym planie, że fotografia jest wykonana rzemieślniczo idealnie. Czuję prace fotografa z kadrowaniem i ustawieniem się do zdjęcia. Czuję, że kontroluje on w pełni to, co robi. A ja szukałbym trochę braku kontroli, która wszak musi wynikać z okoliczności. Nie mam pojęcia co tam musiało się dziać podczas i po wybuchu. Żadnego. Ale jako odbiorca zdjęcia, piszę tylko o obrazie… i tylko to analizuję. Brawo Wojtek. Dobre zdjęcie. Tyle.
Wojtek dostał też 2. nagrodę w kategorii People za portret całkiem wymowny i mocny bardzo. Jaka szkoda, że prezentacja tego zdjęcia na stronie organizatora jest tak fatalna i tak mu ujmuje. Także w kat. Climate zdobył 2 miejsce. Wojtek wreszcie został fotografem XX-lecia. Jednym słowem… zgarnął prawie wszystko. Pełna dominacja… aż trochę wygląda to na brak konkurencji całkowity.

Dobra, idźmy dalej…. kategoria Single (może mi ktoś wyjaśnić po jaką cholerę te kategorie nazywają się po angielsku!?). Tutaj zawsze spodziewam się uderzenia, jak bejsbolem. Czegoś mocnego, zdecydowanego, jak sztych rapierem. Tymczasem otrzymuje bzyknięcie komara. Raczej takie przyjacielskie poklepanie po plecach lub co najwyżej prztyczek w ucho. Tak bowiem odbieram większośc zdjęć pojedynczych. Muzycy w górach – fotka jak z wesela, rolnik, kilka scenek rodzajowych i… lis. W tym wszystkim zaplątany, świetny portret Anny Hernik, który robi robotę. Szkoda po raz kolejny, że forma prezentacji zabija wszystko, co jest w tych zdjęciach. Ania zrobiła świetne zdjęcie, chwytające, wzruszające, dobrze złapane i klasycznie skomponowane. Marzy mi się reportaż z tego domu, jej domu, bo fotografia ta, jak rozumiem z materiałów w internetach, przedstawia jej męża, Jana.

I to wszystko… nie wiem, jak opisywać inne zdjęcia, bo po prostu nie widzę za wiele do pisania. Po prostu w większości są dla mnie mało poznawcze. Nie oceniając samych fotografów, to zwyczajnie nie zatrzymuje mnie.

Serie Current News wygrywa Wojtek Grzędziński zdjęciami z Kramatorska, z których pochodzi zdjęcie roku. Tutaj powiele to, co napisałem. To jest czysta, klasyczna, rzemieślniczo dobra praca fotografa prasowego, reportera. Jest tam, gdzie ma i chciał być, zrobił dobry materiał. Pokazał sytuację, skomponował wszystko, jak pan bóg przykazał.

Małgorzata Smieszek z Pix.house wybrała się na huculszczyznę i zrobiła klasyczny dokument o życiu rodziny wplątanej w wojnę. Widzę tutaj boleśnie klasyczne kadry (chociażby ten klasyk – dwie osoby przy stole), które jakoś nie wpuszczają mnie w głąb tej historii. Nie jestem w środku, nie podchodzę bliżej. Wszystko jakby z daleka, z kilku metrów. Niby blisko, a jednak za szybą. I trochę kuleje tutaj strona kompozycyjna, warto cyzelować kadry do ostatniego milimetra. Trochę brak mi tego tutaj. Miała czas autorka, mogła to dopracować.

Seria Damiana Lemańskiego z wysypiska mam wrażenie, że jest mi znana od wielu już lat w innych wydaniach. Widziałem te zdjęcia już dziesiątki razy. Nie wnoszą one nic w moje obszary poznawcze. Znam temat, jest oklepany, dla europejczyka może był atrakcyjny 30 lat temu, ale dzisiaj? Trudno czepiać się samych zdjęć, bo w sumie takie klasyczne, niemniej nie zatrzymał mnie wcale.

Wracamy do Wojtka i jego motyw klimatu mnie nie bierze. To taka estetyka fotografii, w serii z jeziorem Świętajno, że nie kupuje tego i nigdy nie kupowałem. Mieszanka nowych trendów, flesza, reflektorów samochodu i nieostrości. Kiedyś ktoś mi powiedział jak fotograf nie ma pomysłu, to robi… art. I tak odbieram ten materiał… poszukiwanie czegoś innego przez fotografa reportażystę. Nie przekonuje mnie to.

Kasia Stek z materiałem z Nigerii. Temat istotny, ważny. Pokazany brutalnie wprost, bo może tak trzeba. Trochę brakuje mi tutaj przestrzeni w tym zestawie. Kadry są ciasne, nie mam oddechu pomiędzy kolejnymi mocnymi, fizycznymi ujęciami. Narracja raczej ograniczona wymogami konkursu, bo jakoś mi tutaj się to nie układa w opowieść. Trochę takie wrzucenie 8 pojedynczych kadrów. Edycyjnie chyba do poprawki.

Documentary project to chyba mają być takie długofalowe projekty? Nie za bardzo kumam tej kategorii, ale autorzy na pewno mógli wrzucić tutaj dużo więcej zdjęć i paradoksalnie to zabija oba wyróżnione projekty. Absolutnie zbędna połowa zdjęć w każdym z nich. Tego się nie da oglądać spójnie z zaciekawieniem. Macieja Grzybowskiego wyprawa do świata bezdomności jakoś mnie tam nie przenosi. Powtarzane kadry, bardzo poplątana narracja, o ile w ogóle jakaś jest… no niestety jestem na nie. Z kolei prace Amadeusza Świerka z osiedla Zakaczawie wydają się trochę bardziej ciekawe. Nadal za dużo tego jak dla mnie. Kadry naprawdę dobre mieszają się z całkowicie zbędnymi w tym secie, tematy poszczególnych ujęć wydają się trochę przypadkowe (bo była okazja) i nadal brak mi wątku, nici, po której mam się poruszać.

I chyba na tym skończę…. rozpisałem się. Nie wiem czy ktoś w sieci napisał coś o tym konkursie, bo sprawdziłem i widziałem jedynie przebitki wyników. Po jednym dniu, wszystko zniknęło. Życzyłbym sobie, aby te konkursy, o ile w ogóle jest sens je robić, budziły więcej emocji. Na jednym z profili osób zajmujących się fotografią, wyczytałem, że ten konkurs to święto fotografii prasowej – yyyyy no chyba jednak nie. Zupełnie tak tego nie odbieram. Powiedziałbym wręcz, że ten konkurs pokazuje słabość i dość średni poziom naszej fotografii prasowej. Nie chcę być brutalny, ale jeśli za rok mamy ponownie zobaczyć ten konkurs, to może warto zastanowić się czego to ma być promocja. Fotografii prasowej, fotografii reportażowej, zawodowców, czy półamatorów… itd..


Oczywiście, jak zawsze organizatorzy nie ustrzegli się jakiś wpadek i po prostu nieprzemyślanych decyzji. Jedną z nich opisał Adam Lach na swoim profilu na FB, a dotyczy nowej kategorii (plebiscytu) Zdjęcie XX-lecia. Zapoznajcie się sami z opinią Adama, sami oceńcie czy jego rozżalenie jest uzasadnione.

Druga sprawa, może dla części bardziej prozaiczna, ale dla mnie fundamentalna to estetyka i dbałość o prezentacje zdjęć laureatów, a dokładnie brak obu tych cech! Od samego początku, organizatorzy mają olbrzymi problem ze zrozumieniem, że prezentacja zdjęć jest fundamentem ich promocji. A podejście na zasadzie “byle było” obraża laureatów i pokazuje brak dbałości i poszanowania ich pracy. Strona internetowa konkursu to jest jakiś ponury żart w 2024 roku. Za 30 dolców można kupić gotową skórkę, która będzie spełniała wszystkie standardy nowoczesnej platformy, tymczasem dostajemy jakiś szkolny projekcik www, na którym wywala się menu, zdjęcia są na telefonie zakryte w 1/3 przez napisy, a zdjęcie zwycięskie ma rozmiar… 525 px (!!) i nie da się go w żaden sposób powiększyć! Szczególnie to idiotyczne, że w regulaminie jest wymóg nadesłania zdjęcia in. 3000 px :) O dziwo, pozostałe zdjęcia w galeriach mają już po 1200 px po powiększeniu. Jak autorzy mogą to przełknąć, to ja nie wiem… :(

1 komentarz

  • Najpierw od końca – rozdzielczość tych zdjęć to efekt błędu osoby wrzucającej materiały, bo strona jest oparta na WordPressie. Tam, gdzie tworzona jest galeria wielu zdjęć mamy miniaturki i po kliknięciu w linka odpala się duży rozmiar. Natomiast wszystkie zdjęcia umieszczane pojedynczo – prawdopodobnie ktoś wybrał opcję wstawienia w rozmiarze nazywanym przez WP “dużym”, bez dodania odnośnika do pliku multimedialnego.

    Zaś co do samej nagrody i jej znaczenia, to stała się ona niestety nagrodą branżową, która promocję ma tylko co najwyżej w statucie. Warto wziąć pod uwagę, że nagroda jest przyznawana zdjęciom, które… zostaną zgłoszone do konkursu. Nagroda jest przeznaczona dla fotografów zawodowych, zatrudnionych w redakcjach oraz freelancerów pracujących dla agencji i mediów, więc to też w jakiś sposób odcina część kandydatów, bo nie wystarczy zrobić jedno zdjęcie lub serię, które zostaną kupione. Do konkursu nie kwalifikowałby się więc ktoś, kto robiłby zlecenie np. dla organizatora jakiegoś wydarzenia (koncerty, itp.) lub instytucji (szpital, MON, itp.). Formalnie, to nie wiem jak oni chcą weryfikować zatrudnienie w przypadkach jednorazowych publikacji.

    Nie ma więc co oczekiwać “cudów” po Grand Press Photo, bo gazety ledwie zipią, fotografowie są zwalniani, a środowisko fotoreporterów jest ograniczone do bardzo małej ilości zawodowców, którzy pewnie w dodatku są indywidualistami, którzy nie mają potrzeby tworzenia jakiejś grupy.

    Zaś co do samych zdjęć i Twojej opinii o nich, to mam wrażenie, że diametralnie różnimy się w podstawowym rozumieniu fotografii prasowej, czy ściślej pisząc – w oczekiwaniach.

    Po pierwsze, jako odbiorcy jesteśmy “przebodźcowani”, wszystko już widzieliśmy, zarówno na zdjęciach jak i telewizji, czy… w filmach, a dodatkowo jesteśmy zasypywani codziennie obrazami. Pod kątem tematów, reporterskie zdjęcia nie są w stanie pokazać Ci czegoś nowego, czego nie widziałeś już w TV czy Internecie. Ba! W dodatku te foty muszą konkurować z tym, co widywałeś już przez dziesiątki lat!

    Spójrz dziś na zdjęcia Salgado tak, jakbyś patrzył na fotografie kogoś nieznanego, jakbyś je dziś pierwszy raz dziś zobaczył. Idę o zakład, że będziesz narzekał, że są zbyt perfekcyjne, perfekcyjnie skadrowane, że to nic odkrywczego, itp. ;-D

    Dwadzieścia lat temu fotografie zmieniały świat, bo… pokazywały nam rzeczy, o których nie wiedzieliśmy, nie spodziewaliśmy się ich, były dla nas nowe lub bardzo mocno wpływały na nasze emocje. A co takiego miałaby zmienić fotografia dziś? Wojna na Ukrainie to n-ty konflikt w przeciągu lat. To, co się dzieje na granicy z Białorusią – pod kątem wizualnym widzieliśmy już np. w Grecji. Itp. itd.

    Nawet fotografia ogólnie (nie tylko prasowa), ta “czysta”, nie będąca mieszaniną innych dziedzin, nawet w formie nie jest w stanie nas zaskoczyć, bo stanęliśmy przed murem, którego nie przebijemy jako fotografowie: wszystko już było!, a medium nas ogranicza przed wyjściem “poza ramy”, także technicznie.

fotopropaganda blog o dobrej fotografii