Grand Press bez prestiżu

G

Każda magiczna sztuczka składa się z trzech faz. Pierwsza faza to obietnica. Magik pokazuje wam coś zwyczajnego – talię kart, ptaka albo człowieka. Pokazuje wam przedmiot, prosi byście go sprawdzili, aby się przekonać czy jest prawdziwy. Tak. Zwyczajny, normalny. Ale oczywiście prawdopodobnie wcale taki nie jest. 

The Prestige, Christopher Nolan

Kolejna edycja branżowego konkursu fotografii prasowej za nami. Ogłoszono wyniki Grand Press Photo 2021. Zwyciężył i odebrał nagrodę za zdjęcie roku Adam Lach z Napo Images. Udokumentowane protesty po orzeczeniu “trybunału” magister Przyłębskiej były zresztą, jak się widzę, jednym z 3 głównych wydarzeniowych wątków konkursu. Poza zdjęciami protestujących tłumów, dwa pozostałe tematy to pandemia oraz tzw. marsz niepodległości.

fot. Adam Lach, Napo Images, Zdjęcie Roku

Przeglądnąłem i spokojnie popatrzyłem na tegoroczne wyboru jury. Nie mogę powiedzieć, abym czekał jakoś wybitnie na wyniki tego konkursu, bo od lat mam wrażenie, że poziom tzw. branży jest coraz mniej mnie przekonywający (eufemizm spory). Tak jest i w tym roku. Absolutnie nic mnie nie zaskoczyło, że nie wspomnę o zachwycie. To są przeciętne fotografie. Wszystkie w sumie nagrodzone pojedyncze fotografie i reportaże (?) są sztampowe, nie odkrywają przede mną nic nowego, nie niszczą mojego światopoglądu i nie sprawiają, że zaciskam kurczowo dłonie na myszce skrolując wyniki. Ot, kolejna galeria fotografii, które ktoś uznał za lepsze od tych na Instagramie.

Konkurs jest przeznaczony dla zawodowych fotografów. W regulaminie jest szeroko opisane, kto zdaniem jury jest zawodowcem. Ale jakiż to ma sens w obecnych czasach? Nie ma już redakcji zatrudniających fotografów (może kilku się etatowców ostało), są za to rzesze tzw. freelancerów, którym absolutnie nic nie ujmuję, ale to chyba jest także jeden z powodów poziomu konkursu.

Szukam w fotografii czegoś, co zburzy mój prymitywny i często złośliwy świat komentatora fotograficznego. Coś, co przestraszy mnie i pokaże coś innego, inaczej. W tym roku widzę kalki kalek przez kalkę. Te same ujęcia, te same kadry, te same nawet tematy, które w kilku wersjach już ktoś dawno zrobił. Np. kategoria portret i zdjęcie zwycięskie… odciśnięta maska na twarzy pielęgniarki. Nie ujmuje nic tematowi, ale takich zdjęć w miesiąc po pandemii ukazało się miliony w o wiele lepszych wersjach. Cóż tu nagradzać? Chyba sam fakt, że w Polsce też kilka osób zrobiło takie portrety. Drugie miejsce w mojej ulubionej kategorii też mnie niestety nie przekonuję. Sam fakt tragicznego i traumatycznego wydarzenia z życia bohaterki nie jest uzasadnieniem dla wykonania portretu… coś w nim musi być w warstwie formy, wyrazu, pomysłu… w nim niczego takiego nie odnajduję. Szkoda.

Kolejna faza to zwrot. Magik sprawia, że coś zwyczajnego staje się czymś niezwykłym. Wtedy węszycie podstęp, ale i tak go nie odkryjecie. Oczywiście dlatego, że nie patrzycie jak należy. Wcale nie chcecie wiedzieć. Chcecie dać się nabrać. Ale jeszcze nie będziecie klaskać. Nie wystarczy sprawić, że coś zniknie. Trzeba sprawić, że to powróci. 

The Prestige, Christopher Nolan

Drugie miejsce w Wydarzeniach to jest chyba najlepsza “wizytówka” tego grand passe w tym roku. Nie wiem za bardzo, co kieruje jury, ale na pewno nie to samo, co by kierowałoby mną. Pewnie dlatego, ja komentuję tylko wyniki na swoim blogu, a oni zasiadają w jury. Nie wiem czy w zalewie doskonałych zdjęć z protestów, które widziałem już w czasie ich trwania na wielu kontach na Instagramie ktoś by się na takim zatrzymał? Ja nie. Wiele lepszych zdjęć publikowali amatorzy na swoich Insta. Tutaj mamy uhonorowanie efektu pracy zawodowca… cóż… w dodatku z mojego Gdańska.

Trzecie miejsce pojedyncze w Wydarzeniach mnie zatrzymało. I to chyba jest najlepsze zdjęcie w konkursie. Dobrze złapane, dobrze zrobione, inne. Daje do wyobraźni. Jest o wiele, wiele lepsze niż zdjęcie Adama, które wygrało.

fot. Przemysław Błaszkiewicz, 3 m-ce Wydarzenia

Fotoreportaże tegoroczne to obraz cierpienia twórczego i niespełnienia. Nie wiem jakie treści i jak buduje się współczesną narrację obrazową, ale zdecydowanie ta do mnie nie przemawia. W żadnym z nagrodzonych materiałów nie widzę, żadnego opowiadania. Kadry jak z warsztatów fotograficznych, brakuje polotu, odwagi w złamaniu sztampy. Skoro pokazuję szpital, to musi być łóżko, jak pokazuję marsz i zadymę to musi być… dym – tautologia.

W “Życie Codzienne” kilka zmarnowanych szans. Ten materiał Magdaleny Woch o pustych teatrach w Krakowie ma olbrzymi potencjał. Jakoś jednak nie ma w nim konsekwencji w kadrowaniu, ułożenie mnie nie przekonuje. Naprawdę fajny temat, ale wymaga sporej dawki umiejętnego budowania kadru… zabrakło tego.

Tak samo rozczarowuje materiał o kolarzach. Bez historii. Jakby ktoś kogoś zmusił do zrobienia tego tematu. Trochę mam przed oczami zawodowca, co idzie jak po swoje. Zrobi, będzie fachowo, ale nie ma tym odrobiny zaskoczenia, świeżości. Do bólu poprawne, do bólu nijakie.

Tomografia konia, to dla mnie jedynie i wyłącznie ciekawostka. Zastanawiam się czy byłbym w stanie z tego sam coś wycisnąć i jak bym podszedł do, bądź co bądź, nietypowego i rzadkiego tematu. Nie wiem.

Jeśli ktoś w Warszawie nie był na Bemowie na osiedlu Przyjaźń to polecam… surrealistyczne doznanie. Ja byłem. Mam niedosyt olbrzymi. Nawet ja, przechodząc tam kilka razy widziałem sceny doskonale opisujące ten dziwny fragment wielkiego miasta, a tutaj jakby trochę na łatwiznę poszła autorka Małgorzata Adamczyk. Chciałbym zobaczyć głębsze wejście w ten dziwaczny świat. Trochę więcej szerszych planów, trochę bardziej pokazać te odrealnione domki, jak z bajki. A tutaj od razu “z buciorami” do wnętrza i nie mam szans zrozumieć, co to jest za miejsce. A jest niesamowite. Tego tutaj nie widać! Kilka takich samych fotografii bałaganu w izbach nie załatwia tematu. Jakby sfotografować biedaka na ulicy i chcieć zrobić z tego manifest o nędzy na świecie.

Projekty dokumentalne… naprawdę nie ma, co pisać. Absolutnie nieprzekonujące. Słabe, po prostu słabe. Oba.

No i to chyba tyle. Domknę ten wpis trzecią częścią cytatu z filmu “The Prestige” Christophera Nolana z 2006 roku. Dla mnie Grand Press nie tylko nie ma prestiżu, brakuje mu już także 1 i 2 fazy.

Dlatego istnieje trzecia faza. To najtrudniejszy fragment – prestiż.

The Prestige, Christopher Nolan
autor: iczek

piotr biegaj, iczek

Z fotografią żyję, budzę się i zasypiam by znowu się obudzić. Fotografia ciekawi mnie, złości mnie i zdumiewa pomimo upływu lat i ujęć. Ten blog, to cześć moich zmagań z fotografią zamknięta nie tylko w zdjęcia, ale też teksty. Zapraszam!

Znajdź mnie:

Newsletter

Wybrane posty w Twojej skrzynce. Żadnych reklam!