Jak rodzi się fotograf?

Jak rodzi się fotograf? 800 535 FotoPropaganda

Teraz jest już chyba trochę inaczej niż to bywało onegdaj. Słowo onegdaj wydaje się być strasznie starodawne, ale w sumie patrząc na szybkość rozwoju fotografii i zmiany zachodzące w całym tym zjawisku, rzeczy sprzed 10-20 lat to są już “onegdaj”.

Jak zaczynaliście z fotografią? Jak zainteresowałeś się fotografią? Takie pytania padają często podczas spotkań z obecnymi laureatami różnych konkursów czy podczas webinarów, które sami Ci nagrodzeni prowadzą dla adeptów sztuki. I w cudowny sposób zaszokowały mnie ostatnio usłyszane odpowiedzi. One nie brzmiały już tak, jak to zazwyczaj się słyszało: “mój tata miał aparat Smienę” lub “mój dziadek zostawił takiego manualnego Pentaxa więc wziąłem go do ręki i zrobiłem pierwsze zdjęcie” ani też “łyknąłem bakcyla fotografii, gdy w domowej łazience po raz pierwszy w kuwecie ujrzałem własnoręcznie wywołany obraz pozytywowy”. Czasy takich początków z fotografią już minęły.

Najnowszy rys historyczny jest inny. “Zacząłem fotografować wraz z pierwszym smartfonem, bo aplikacja dawała mi możliwość od razu korekcji fotografii po jej zrobieniu” lub “nie umiem wskazać początku fotografii, bo fotografia towarzyszyła mi od dziecka w postaci zdjęć rodziców na telefonie i w moim pierwszym smartfonie w podstawówce”.

Coś się zmieniło!

Nie oceniam, nie wartościuje. Jednak dostrzegam całkowicie inne podejście do medium fotograficznego obecnych laureatów konkursów profesjonalnej fotografii. To już nie jest dla nich zjawisko fizyczno-techniczne, zahaczające o misterium powstawania obrazu z niczego. To jest dla nich tak naturalne, jak jedzenie, oddychanie, czy używania social mediów. Oni po prostu UŻYWAJĄ fotografii jak używa się sztućców. Nie muszą jej stwarzać – oni ją mają. Pod ręką. Od urodzenia.

Ja trochę inaczej zdobywałem fotografię dla siebie. Klasycznie dziadkowo, “smienowo”, “druhowo”, ciemniowo. Absolutnie nie czyni mnie to ani trochę lepszym, czy bardziej zaawansowanym od nowego pokolenia. Ale na pewno innym! Jestem mniej odważny, bo musiałem okiełznać fotografię na kilku poziomach: technika, filozofia, chemia. Musiałem ją zgłębiać i DOCIERAĆ do niej często po wybojach czasu, braku informacji i małej ilości znajomych fotografów. Czym bowiem było wówczas poznanie 2-3, czy nawet 10 fotografów w Gdańsku, z czego tylko 3 to zawodowcy, w obliczu profilu jednego z młodych, znanych i lubianych polskich twórców, który ma 10.000 obserwujących na Insta? :) z czego 20% to inni fotografowie. Czym było przeczytanie książki “Fotografowanie nie jest trudne” Jerzego Płażewskiego celem zrozumienia zależności 3 królów: czas, przysłona, ISO w fotografii w porównaniu do milionów filmów instruktażowych o każdej dziedzinie fotografii obecnie dostępnych za darmo! Nie ma co porównywać.

A jednak to wszystko składa się trochę na inne odbieranie fotografii. Dla mnie początki były bazą. Totalną. Nie umiałbym zajmować się amatorsko fotografią bez tego wszystkiego. I chyba tym bardziej podziwiam współczesną młodzież, która w absolutnie nieporównywalnych czasach nadal fotografię stara się oswoić pod siebie. Pomimo zalewu i powodzi fotograficznych obrazów każdej minuty tworzonych online. Uważam, że obecnie jest to nieporównywalnie trudniejsze! Kuriozalne stwierdzenie? Przecież zazwyczaj słyszy się, że teraz zaczynać przygodę z fotografią jest o wiele prościej. Szybciej, taniej, dostępniej, łatwiej się pokazać, łatwiej odnaleźć kierunki, bo wszystko jest jasne i dostępne.

Mam jednak wrażenie, że obecnie narodziny fotografa to męka. Olbrzymia męka istnienia wszystkiego wokół mnie. Męka wyboru, męka nadmiaru. Współczuję! Gdy ja sięgałem całkowicie nieświadomie po zdjęcia uliczne lub jakże wówczas dla mnie twórczo nowatorski portret uliczny, on już dawno był na świecie, ale ja nie znałem go. Odkrywałem go samodzielnie. Stawiałem kroki jak niemowlę. Robiłem dozwolone i POTRZEBNE błędy sam. Nikt mnie nie korygował: “Ale to już było!” Tym bardziej podziwiam obecnie zaczynających. Za upór. Za pomysłowość, za wytrwałość.

Akuszerką dzisiejszej fotografii jest instagram, twitter i facebook.
Dla mnie był to powiększalnik Krokus i rolka Fomy.

Trzymam kciuki za przyszłe pokolenia. Będzie coraz trudniej!

6 komentarzy
  • A.Mason

    Mnie ten rozwój fotografii bardzo cieszy, bo młodzież zamiast kombinować, żeby zrobić poprawnie naświetlone zdjęcie, zajmuje się tym, co fotografia ma zawierać. Fotografowie analogowi zbyt często zapominają, żeby w kadrach zawrzeć jakieś treści, i również za często wmawiają ludziom, że błedy przy fotografowaniu analogami mają jakąś wartość artystyczną ;)

  • bob

    Bzdury A.Mason piszesz. Błędy przy fotografowaniu powstają zarówno w fotografii analogowej, jak i tej cyfrowej, czy to z aparatu czy z telefonu. Co więcej, z tych czasem “błędów” rodzi się czasem wartość artystyczna zdjęcia. I na koniec, teza jakoby ludzie fotografujący analogowo zapominali o treści zdjęcia, będąc zajęci technikaliami jest po prostu absurdalna i świadczy jedynie o tym, że nie masz pojęcia o czym piszesz. I tyle. Na koniec dodam, że sam fotografuję cyfrowo.

  • Piotr

    Onegdaj to dzień o dwie doby poprzedzający dzień dzisiejszy czyli przedwczoraj. Kropka.
    Słownik PWN 1979.

  • A.Mason

    @Bob – zanim zaczniesz bredzić o tym, że piszę bzdury, może najpierw przeczytaj uważniej mój wpis, najlepiej ze zrozumieniem.

  • Tom

    Myślę, że technika z której się korzysta nie ma większego znaczenia. Zdjęcia przemyślane i z treścią powstają we wszystkich obecnie nam dostępnych technikach. To czy ktoś woli robić zdjęcia telefonem, bezlusterkowcem, lustrzanką cyfrową lub analogową czy w końcu średnim lub wielkim formatem, nie ma większego znaczenia. To po prostu kwestia upodobań, preferencji i tego co się dalej chce robić z tym zdjęciem (są ludzie którzy lubią siedzieć w ciemni i chyba nic w tym złego nie ma).
    Poza tym przejście z analoga na cyfrę, taką czy inną, jest stosunkowo łatwe, gorzej w drugą stronę. Dlatego mimo wszystko współczuję trochę młodzieży, że będąc już utytułowanym twórcą internetowym, gdy najdzie ich chęć na przejście, dla zabawy, na fotografię analogową, a dzieje się tak nie rzadko, czeka ich cała ta nauka o której Iczku wspominałeś. Bo mając duże zasięgi gdy zaczną pokazywać swoje błędy i wpadki, a przy analogu nie da się tego przeskoczyć, to bardzo dużo ludzi to zobaczy. Zobaczy coś, czego po czasie woleliby nie pokazywać, ale ze względu na sposób funkcjonowania mediów społecznościowych, by nie zniknąć, będą musieli to robić.

  • A.Mason

    @Tom – myślę, że trudność przejścia z analoga na cyfrę jest związana głównie ze zrozumieniem zależności czasu/przesłony/ISO. Jeśli ktoś pracując na cyfrze, ma świadomość tych zależności, przejście na analog nie jest jakoś specjalnie skomplikowane. Nawet wywoływanie nie jest jakoś trudne, bo wystarczy robić wszystko zgodnie z prostym przepisem. W dodatku to, o czym pisze Iczek, wiedza na temat fotografowania analogami jest dziś na wyciągnięcie myszki.

    Tak naprawdę jedyne miejsce, gdzie zaczynają się “schody” to sytuacja, kiedy chcemy robić wszystko samemu (odbitki). Dopóki robienie na analogu sprowadza się do zrobienia zdjęcia, wywołania go i skanowania, nawet kadrowanie nie jest problemem i wystarczy kadrować odrobinę szerzej przy robieniu zdjęcia, a potem przycinać w programie graficznym.

    Co do tego, czy fotografowanie analogami uczy uważniejszego kadrowania, mam wątpliwości od dawna. Robiąc zdjęcia cyfrówką, od razu widzi się efekt. Można więc poprawić ustawione parametry, ostrość, czy zmienić kadr. Pstrykając ileś ujęć danego elementu można potem analizować i porównywać kadry. Widzi się różnice i ocenia, co było lepsze. Analogi ograniczają tą naukę, bo przez koszty i liczbę klatek, co prawda bardziej myśli się nad kadrowaniem, ale z drugiej strony ogranicza to chęć do eksperymentów. Co z tego, że po wywołaniu zdjęcia analogowego będę widział, że mogłem je inaczej doświetlić, wybrać inny kadr? Czy rzeczywiście lepiej zapamiętam taką naukę niż gdybym od razu widział efekt swoich działań?

Skomentuj

Twój email nie będzie widoczny.