Hałas ciszy

1080 478 FotoPropaganda

Oksymorony w fotografii to codzienność. Staramy się bowiem pokazać często rzeczy wzajemnie ze sobą sprzeczne. Czyż nie jest tak, że komponując zdjęcia macie w kadrze elementy wzajemnie sprzeczne, które musicie skadrować tak, aby całość tworzyła jakiś logiczny ciąg wizualny. Jeszcze w dodatku pragniecie, by był on na tyle zrozumiały, aby każdy odbiorca Waszej pracy chwycił w lot przekaz ukryty za godzinami, czasami dniami kadrowania i obrabiania fotografii. Staje się to esencją fotografii – łączenie wzajemnych sprzeczności. W jeden kadr. Idealny. I wcale wewnętrznie niesprzeczny.

Spójrzcie na to zdjęcie. Czyż ono nie jest idealnie sprzeczne? Woda nie jest rzeczą kojarzoną z stanem constans. Wręcz odwrotnie, zmienia się bezustannie. Jest niepowtarzalna i zatrzymanie biegu wody jest niemożliwe. A jednak, na tym zdjęciu woda jest sprzecznością samą w sobie. Nadal jest, ale prosty zabieg zamienia jej znaczenie na fotografii. Wasza wyobraźnia sprawia, że woda staje się elementem sprzecznym swej naturze. Niezmienne natomiast pozostają pale. One tkwią, tak jak tkwiły. W tej samej pozycji, bez względu na czas, przysłonę czy użyty filtr. To tylko przykład, ale przecież „nieruchome biegnące sarny” to też element, który tak łatwo jest osiągnąć w fotografii.

Fotografia daje nam fenomenalną możliwość, by zawartość Waszego kadru stała się oksymoronem.

Wszystko zależy wyłącznie od umiejętności wyszukania i połączenia elementów kompozycyjnych w sposób, który nie zburzy istoty rzeczy, zachowa charakterystyczne cechy fotografowanych przedmiotów, ale jednocześnie zmieni ich właściwości w chwili wykonywania zdjęcia. Tak wiem… trochę to filozoficzne. Ale fotografując na długich czasach zyskałem cholernie dużo czasu na zastanawianie się co ja do cholery chcę pokazać! :)

Kliknij fotografię, aby powiększyć. Canon 6d, 17-40/4, Hitech 0.9 Hard Grad, Hitech Big Stopper

Tytułowy Hałas Ciszy nie powstał na fotografii. Powstał w trakcie jej tworzenia. Zawsze zastanawiam się, czy plaża nie mogłaby być jeszcze nieco dłuższa. Gdy rano jestem na niej i nie widzę żywej duszy, pragnę by stan ten zachował się jak najdłużej. Niestety on trwa bardzo krótko. I tym razem, po 15 minutach sam na sam z wodą i palami, w oddali zamajaczyła kolumna sylwetek. Tak – kolumna! Zbliżały się leniwie, acz miarowo. Najpierw pomyślałem – wycieczka szkolna. Niemniej, z każdym metrem moje przerażenie rosło. To była wycieczka, ale nie szkolna. Grupa ok. 30 pań w uśrednionym wieku 70+ uprawiało pod wodzą młodego trenera nordic-walking. I każda, literalnie każda, zatrzymała się na chwilę i zagaiła. – A co pan tam widzi? – A co pana przyciągnęło? –  A mogę rzucić okiem?
W sumie przesympatyczne, ale… jednak cenię samotność. Do tego, połowa przeszła przed obiektywem w czasie naświetlania, druga połowa za. Pomimo, ze nogi statywu stały prawie w wodzie. Czad. Oczywiście filtr szary 10 przysłon załatwił temat i nic się nie zarejestrowało, ale co sobie panie nahałasowały w ciszy to… moje :)

Komentowanie zamknięte.