Zorka zmorka

150 150 FotoPropaganda

Obejrzałem wystawę Zorki Project „Przeciętni”, która miała wernisaż wczoraj w Gdańsku w Galerii Fotografii na Grobla.

Tak sobie myślę, że dając tytuł wystawie powinno się wziąć pod uwagę jakich słów się użyje. Dla mnie machinalnie nasuwa się bowiem prosta analogia: przeciętne te „Przeciętne” portrety. Staram się być na bieżąco z pracami Zorki. Zaczęły od wysokiego C, potem wchłonęła je Agora w postaci Wysokich Obcasów i za pośrednictwem tej pseudo-feministycznej wkładki do GW promocja ruszyła. Pasowały do koncepcji idealnie: kobiety, dwie, fotografki, społeczne tematy…. idealnie do linii WO :)

Po arii przyszły raczej ciężkawe i komercyjne projekty dla Agory, co było widać w poziomie prac. Zdjęcia robione coraz bardziej na siłę, pod zapotrzebowanie gazety, całkowicie pozbawiły Zorkę wyczucia z pierwszych zdjęć. Jakby się dziewczyny męczyły z konkretnymi zleceniami…. Potem zrobiły kolejny krok do tej współczesnej stylistyki bylejakości zdjęć w warstwie warsztatu i światła… :( Wcześniejszy styl zastąpiły wszechogarniającym trendem” byle-jak-ważny-temat”. Było coraz gorzej.

W końcu przestałem się emocjonować działalnością Zorki. Dla mnie jakoś utraciły pazur.

No i teraz ci Przeciętni. Oj słabo ja to widzę.
Przeczytałem w recenzji, czy nawet może wypowiedź autorek, że to jest dokument. ?! Hmmm… nie za bardzo wiem co miały na myśli, bo w rozumieniu klasycznym ma to tyle wspólnego z dokumentem, co Avedon z LaChappelem. Oczywiście krytycy dodają zaraz przedrostek „współczesny” dokument i to ma załatwiać wszystko. Zamknąć ewentualne komentarze o niedopasowaniu środków do stylistyki. O braku pomysłu.

Jakiż to jest dokument, skoro zdjęcia są w najmniejszym nawet detalu stylizowane. Ci ludzie posadowieni w swych domach, stają się tak sztuczni, że aż jest mi ich żal. Zdjęcia stają się prześmiewcze, szydercze nawet. Jeśli to ma nam pokazać, że tacy właśnie jesteśmy, ci zwyczajni, to sorry – ja takich sztucznych i przestylizowanych „przeciętnych” nie znam. Moi znajomi są naturalni z natury, ale ich nikt nie sadza na jednym łóżku pod zdjęciem matki boskiej ostrobramskiej i nie wkłada matce dziecięcia do rąk, a synkowi maski na twarz…. Brrr to naprawdę strasznie banalne i prymitywne zabiegi w celu pokazania przeciętności… :)

W tych zdjęciach nie ma z naturalności nic.

– Ależ zapewne tak miało być – podpowiada mi wewnętrzne ja.

Jeśli tak miało być, to skąd ten temat, skąd próba wmówienia mi, że to jest przeciętność w Polsce :)? Proszę bardzo… dla przykładu. Czy Diana Arbus musiała silić się na stylizowanie swoich modeli? Ona ich wynajdowała po prostu i nie wciskała nam kitu, że oni są przeciętni czy nieprzeciętni. To było widać w zdjęciach! Szła, męczyła ich, ale kitu nam nie wciskała.

Do tego to nachalne światło, które ukradzione z estetyki blogowych światło-mordo-bijaczy, po prostu nigdy nie będzie do mnie przemawiać. Ani to ładne, ani to prawdziwe, ani to odkrywcze.

Tego typu projektów, które przedstawiają jakiś wysilony obraz „niby-prawdziwnych” ludzi to zmora ostatnich lat. Byli gracze komputerowi, byli narkomani, byli wszelacy inni… Teraz generalnie ktoś zajął się „average people”… ech.

Niestety staromaleńki  jestem. Nie łapię tego. Nie przemawia do mnie taka koncepcja. Z jednego powodu… to jest oszustwo dla mnie. Ci ludzie nie są tacy jak na zdjęciach. To ułuda.

Fotki możecie sobie wygooglać

15 komentarzy
  • jarek

    Pierwsze, automatyczne skojarzenie, Zofia Rydet – niemal ten sam temat, niemal identyczna technicznie realizacja, a a jak rozne efekty. Najwiekszy problem projektu zorki, to „kadrowanie z góry”.

  • yoonson

    ależ to kwintesencja polskiej fotografii (piszę tu o fotografii zauważonej, opisywanej i zapraszanej na salony), która dziwnym trafem zawsze musi być awangardowa przez duże A; ta zwyczajna, estetyczna, przemyślana i spokojna się nie liczy. ot, przymus „strumieni świadomości”, „fotografii progresywnej” i „jądra przekazu”…
    kiedy na ten przykład śledzę kolejne realizacje Fundacji Archeologia Fotografii – coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zdanie jakie napisałem wyżej jest niestety prawdą.
    niestety…

  • iczek

    Yoonson – niestety. Historia sztuki musi zatoczyć koło ponownie, aby stwierdzić, że dobrze wykonany portret, oświetlony i przemyślany w kompozycji jest coś wart. Lub dobrze wyszperane w społeczeństwie ciekawe twarze naturszczyków… W chwili obecnej, nie ma takie podejście żadnych szans z walniętymi lampami cykami blogowymi, które są już wszędzie: na kalendarzach, na boardach, na salonach galeryjnych. Zalew tandety podszytej często sosem ideologicznym… w dodatku mdławym :)
    Nawet fotografowie, którzy spokojnie mogą realizować swoje prace zwykłym aparatem z dodatkiem klasycznych form, łapią się w pułapkę nowoczesnych ujęć – vide casus Rafała Milacha i „IS-not” wykonanych przez niego iPhonem..:( Tylko nikt nie wie po co! ?:) Jakie ma to uzasadnienie u świadomego fotografa?

  • hubert

    @iczek:
    casus Rafała Milacha-może idzie po prostu o prostą zabawę fotografią i w fotografię? Czy wszystko musi mieć swoje uzasadnienie? Jak dla mnie dla przykładu Milach dobrym fotografem jest i tyle. Posiada warsztat, wrażliwość i światłoczułość, co nieustannie dowodzi. Aktualnie robi to, co mu się żywnie podoba. Nic nie musi udowadniać. Albo przyjmujesz jego punkt widzenia, albo nie:) Może to jest właśnie „uzasadnienie świadomego fotografa”?

    Podobnież Zorka. Dziewuchy z pewnością mają solidne podstawy warsztatowe. Pierwsze ich portrety z pewnością były ciekawsze i bardziej zaskakujące niż aktualne prace. Dziś może cierpią zwyczajnie na kryzys twórczości potęgowany ciśnieniem wystawienniczym? Ale w myśl zasady „Publish or perish” muszą coś robić:) I jak u Milacha – podobać każdemu się nie musi.

    A Wy chłopaki (iczek, yoonson) róbcie swoje…i także się wystawiajcie publicznie. Pod opinię, pod krytykę. Bo to najlepsza szkoła twórczości i warsztatu.

  • Zbyszek

    Iczku, mam wrazenie, ze bardzo swiadomie starasz sie byc kontrowersyjny. Rozumiem, ze nie lubisz takiego swiatla, ale nie ma ono nic wspolnego z estetyka blogowych pstrykaczy, przynajmniej ja widze wielka roznice. Co do tego czy to jest dokument, to czym rozni sie od Rydet czy Avedona? Mysle, ze we wszystkich projektach sens pracy jest taki sam, pokazanie zwyklych ludzi, a to ze na jednej fotografii dziecko ma maske, a matka karmi to juz szukanie dziury w calym. Avedon nie byl prawdziwy pokazujac pszczelarza „ubranego” w pszczoly lub dzieciaka z wezem?

  • aro

    Ja tam za chudy w uszach jestem, zeby krytykowac, aczkolwiek faktycznie, sztuczne mi to siakies takie wydaje.
    Zwlaszcza, jak zestawie to z widziana ostatnio na poznanskim rynku wystawa „Ostatni mieszkancy Starego Rynku”. Same zdjecia i kto je zrobil latwo sprawdzic, dodam, ze na wystawie kazda praca polaczona jest z wypowiedzia modelki/a o tym, jak to sie zyje w tym rozrywkowym centrum miasta zwyklym mieszkancom. Duzo bardziej to naturalne i duzo bardziej przekonuje.

  • Deoos

    Wydaje mi się, że właśnie współcześni „artyści” zbyt dosłownie starają się analizować to co już było. Jakby myśleli za zasadzie: Skoro Avedon był słynny i bogaty robiąc zdjęcia facetowi z pszczołami to przecież ja też tak potrafię.
    A niestety nie ma tak łatwo i jak to z reguły się okazuje, nie każdy tak potrafi. Granica czasem jest cienka i nie ma co się czepiać definicji. Tylko, że w przypadku Zorki my nawet nie zbliżamy się do tej granicy według mnie.
    Przecież z tych zdjęć aż wylewa się sztuczność tych ludzi. Może właśnie na tym polega sztuka, żeby rozebrać faceta, postawić go na białym tle, ubrać w pszczoły i żeby to wyglądało naturalnie.
    A zdjęcia Zorki… przecież Ci ludzie są we własnym domu, często otoczeni rodziną. Czy nie można by im zrobić zdjęć, które by aż tak nie raziły? Szczególnie, że to ma być dokument.

  • jarek

    Chodzi mi o zwykly szacunek do portretowanego. Obcy ludzie z aparatami w domu to krepujaca i niezreczna sytuacja, ktora wyzwala w ludziach poklady niepewnosci i skrepowanie, co znowu pokazuje ich w bardzo niekorzystny sposob, tak zwyczajnie po ludzku. Czy naprawde trzeba to tak az bardzo pokazywac? Dziecko z maska to slowo klucz, ale na innych zdjeciach to o wiele bardziej widac.

Komentowanie zamknięte.