Tylko fotografia?

150 150 FotoPropaganda

Wielu z nas narzeka, że zdjęcia nasze i nasze prace, w które sami wierzymy nie trafiają nigdzie i nikt się nimi nie interesuje. Bolejemy nad rynkiem sztuki w Polsce, nad marnym losem artystów i pseudo-artystów, którzy z szybkością D3s generują kolejne pliki i zapychają swoje katy wspaniałymi dziełami fotograficznymi. Te nigdy nie wychodzą poza ekran monitora.

Jest tez grupa artystów, którzy wola obrazić się na wszystkich: kuratorów, organizatorów festiwali, krytyków, ale nie ruszą dupska i nie zrobią kroku w ich kierunku. Często bowiem czekamy aż nas ktoś z tego Internetowego szamba wyciągnie. Czasami się zdarza tak, że faktycznie ruch jest z drugiej strony, ale zazwyczaj to jednak my – fotografowie – powinniśmy wykonać pierwszy krok. Przecież już wszyscy wiemy, że nie tylko umiejętności i nasza fotografia decyduje o tym, czy nas się dostrzeże. Mamy z tym problem w Polsce. Mamy zakodowana w genetycznym układzie scalonym taka małą informację, że ja Polak jestem kiepski i lepiej się nie wychylać. Zaściankowość sączy się do naszego mózgu jak adrenalina podczas sprawdzania biletów w tramwaju. Żałosne.

A tymczasem, czasem wystarczy wykonać niewielką pracę, by nasze fotografie, a właściwie to jak je zaprezentujemy zaciekawiły kogoś. Oto kilka przykładów:

Nijaki Noah Webb, fotograf, wymyślił sobie taka oto promocję swoich zdjęć:

 

Proste prawda. Niewielkie środki, estetyczne i z pomysłem.

Duet Raina+Wilson od razu uderzyli w nowoczesność i wiat cyfrowy i wygenerowali takie oto matriały promocyjne swoich zdjeć:

Banalne do bólu, ale czy czasami nie stateczniejsze niż rzucone na stół odbitki na barycie? :) A na dodatek wysłać to można w małej kopercie bez obawy, że się pogniecie :) Ja wiem, wiem… nie ma to jak dotyk barytu !:) Tia….

Jeśli ma się trochę więcej czasu i pieniędzy można iść w stronę „klasycznego” folio w nieklasycznym ujęciu. Zacznijmy od wykorzystania starego pomysły winnego. Clark Vandergrift skończył swój cykl pt. „Tree People” i zastanawiał się jak go sprzedać. Najprostsze skojarzenia są czasami najbardziej estetyczne:

A przecież wielu z nas ma w domu puste skrzyneczki po winie, które zona kupiła na imieniny :)

Jeśli natomiast, poza skrzynkami mamy w domu np. jeszcze wiertarkę, to możemy zaszaleć tak, jak uczynił to Chris Crisman i ręcznie wykonać swoje folio:

Czyż to nie piękne…? I w dodatku zrobiliśmy to sami :)

Jednak nic tak nie przemawia do potencjalnego kupca lub wydawcy, jak zwrócicie się do niego osobiście. Z jakimś osobistym przekazem, tak aby odczuł, że to folio wysłaliście specjalnie do niego, a nie do setki innych osób. Dobrym sposobem jest metoda (skąd inąd swojaka) Josh’a Kochanka. Pod płaszczykiem prywatności, można naprawdę pieknie się skomercjalizować :)

Nie będę ukrywał, że też trochę zaszalałem ostatnio i zdecydowałem się zbudować własne zasoby promo :)

Zacząłem od porządnej, unikalnej i rzadko spotykanej u nas nadal wizytówki w technice letter press. Wszystkim ją polecam! Powoli idę dalej, a efektem końcowym ma być spójne, przemyślane i wyjątkowe portfolio. Warto. Może lepiej wydać 2000zł na coś takiego niż kolejny aparat… :)

wizytówka letter press

6 komentarzy
  • Sevillian

    Daleko nie szukać. W zeszłym miesiącu w galerii Czułość w Warszawie była ciekawa (podobno pierwsza w Polsce) wystawa ‚publikuj się sam’. „Ruszyła” mnie tam szczególnie ekspozycja ‚Tata’ wykonana w drewnie, podobna trochę do ww Chrisa Crismana. Zdjęcia połączone z nomen-omen migawkowymi wspomnieniami nt taty stolarza (stąd forma ekspozycji). Nazwiska autorki niestety nie pamiętam.
    A już ze światowych wynalazków to największe wrażenie zrobił na mnie w tym roku jeden z ostatnich projektów mojego ulubieńca Aleca Sotha ‚Broken Manual’. 300 ręcznie wykonanych egzemplarzy „albumu”, na dodatek ciekawego projektu (niebezpośrednio dokumentującego ludzi żyjących poza cywilizacją) ze świetnymi zdjęciami. 800 dolców sztuka. Polecam zresztą „przejrzenie” tutaj: vimeo.com/14759277

  • kasia

    Self-publishing staje się coraz popularniejszy, mówiono o tym na krakowskim Miesiącu, w Jarosławiu na festiwalu młodej fotografii jeden z nagrodzonych – Michał Dąbrowski do wystawy dołączył własnoręcznie złożony zeszyt zawierający fotografie.
    PS. Szykowne te wizytówki :)

Komentowanie zamknięte.