Wywiad z samym sobą

900 200 FotoPropaganda
– No i…?

Co no i..?

– No masz zrobić wywiad z samym sobą!

Idiotyczny pomysł. Taki trochę z rodzaju: co było pierwsze…

– Gadanie. To proste, bo przecież znasz z góry odpowiedź na każde pytanie…

To byłoby zbyt proste i łatwe, bo nikt nie zna odpowiedzi na każde pytanie, zadane nawet samemu sobie. Nie kpij.
Gdyby w swojej głowie udzielić sobie odpowiedzi na wszystkie znaki zapytania, to pozostałoby jedynie strzelić sobie w ten przepełniony prawdami życiowymi łeb. Ale na szczęście tak nie jest.

– Czyli twierdzisz, że jak cię zapytam o coś, to szczerze odpowiesz zgodnie z sumieniem i nie będzie miało znaczenia, że sam się o to pytasz?

Próbuj.

– Dobra. Ile masz lat?

… no nie… dużo za dużo i w sumie to mało, jak na policzony przez amerykańskich uczonych średni wiek człowieka w XXI wieku.

– … a konkretnie?

Trzydzieści cztery… i dwa miesiące

– Wyglądasz na więcej. Tak tylko mówię, przypominając sobie siebie z dzisiejszego ranka przed lustrem. Dałbym Ci ze czterdzieści.

Bo chory jestem akurat i niewyspany. Dzieciaki, wiesz…

– Taaak, wiem… też to mam. Tylko, że przecież to nie jest jedyna przyczyna. Może Ty masz jakieś troski poza rodzinne?

A Ty nie masz. Każdy ma. Mam troski egzystencjalne. Codziennie. Każde mycie zębów to jakaś pieprzona trauma, bo muszę spojrzeć w oczy sobie i zapytać, co dalej. co dalej z dniem, co dalej z pracą, co dalej z samochodem (zawieszenie mi szwankuje – Francuz!), co dalej z fotografią, co dalej z życiem całym tym zasranym.

– Groteskowe te wynurzenia.

Sam chciałeś.

– Myślisz, że czytelników interesuje to, co robisz przed lustrem rano?

To Ty zadajesz pytania więc skup się.

– Fotografia.

Też mi temat… Może od razu spytasz czym fotografuje i dlaczego cyfra „sucks”?!

– Nie spytam. Rzuciłem temat, ale widzę, że wolisz się wygłupiać.

Słuchaj. Nie da się zdefiniować czegoś, co jest bezgraniczne.

– Fotografia jest bezgraniczna?

Dla mnie jak najbardziej. Nie mam rozgraniczenia: teraz pracuje, a teraz fotografuje. Ja fotografuje całym umysłem, każdą chwilą. Już gdzieś mówiłem, że ja widzę klatkami, kadrami. Tak jak Justyna Kowalczyk biegnie machinalnie licząc tempo, tak ja co milisekunda fotografuje. To jest nierozerwalne. Mój umysł działa na zasadzie migawki. Mógłbym dopowiedzieć, że moje oczy to przysłona, ale to chyba byłoby banalne – nie uważasz?

– Tak.  Żenujące nawet.

No więc wytniesz to… Fotografia po prostu jest. Jak ręka jest. Jak oczy są. Gdyby zabrakło Ci ręki. Jakbyś się czuł w pierwszych chwilach gdyby to do ciebie dotarło? Strach? Przerażenie? Ból?
Tak właśnie odczuwam fotografię. Napompowana ta idea, ale cóż… staram się cie zaspokoić.

– Tak pompatycznie bardzo. Prostszymi słowami nie umiesz? Tylko nie wciskaj za chwile tych banałów o duszy w aparacie i zaklętych sreberkach na negatywie wyłapywanych przez drobinki fotonów, bo się porzygam…

Słuchaj! To ma być ode mnie czy od ciebie tekst? Jeśli ode mnie, to pozwól, że ubiorę w ładne ciuszki, to co dla mnie istotne, a nie będę pod publikę robił z siebie tabloida. Jest jak napisałem i tyle. Nie pasuje ci, to zrób wywiad z kimś innym.

– Bez nerwów.

Spokojny jestem, ale pytasz o kwestie najważniejsze więc ci odpowiadam.

– Po co blog?

Jezus, ale namolny jesteś. Bo lubię gadać i pisać, bo może to druga ważna sprawa dla mnie, bo mam wolny czas, bo lubię pochlebstwa… cholera wie. Zastanawiałem się kiedyś po co fotografuje. Czy byłbym w stanie fotografować do szuflady. I wiesz co… ja nie rozumiem ludzi, którzy robią zdjęcia i ich nie pokazują. Obojętnie w jakiej formie – nawet w intranecie. Ja to robię, bo chcę je pokazać. Ja piszę, bo chcę być czytanym. Robienie czegoś dla sztuki, tak po prostu bez poczucia, że warto zostać ocenionym, że warto wyjść do ludzi z własnym „ja” – jest idiotyczne. Każdy z nas jest próżny. Jedni w sposób zaraźliwie tandetny, inni z klasą. Nie mylić z klasą próżniaczą :)

Czyli Ty jesteś w swojej ocenie (i wychodzi też, że i mojej) „z klasą?

Jeśli uważasz inaczej, to musimy zgłosić się na leczenie paranoi i rozdwojenia jaźni… :)

Wróćmy do bloga… zapowiadałeś, że coś zmienisz, że magazyn, że coś innego, a już słyszę głosy, że tak naprawdę marudzisz i wciskasz ludziom ten sam produkt z inna wstążką? To jak to jest?

Jest jak widzisz. Może po prostu potrzebowałem zmiany wstążki. Wiesz, że forma najczęściej maskuje brak treści, może tak jest i teraz? Sam nie wiem. Ostygłem trochę i wyjaśniłem, że nie wszystko udaje się zrobić zgodnie z założeniami. Teraz przyjąłem taką formę, ona mnie porządkuje. Poza tym, cały czas dojrzewam. Może coś znowu zmienię, może ewoluować będę. Na razie masz nową paczuszkę, bierzesz jak jest lub nie.

Co fotografujesz teraz?

O rany!

Co o rany?! Pytam o ponoć najważniejszą rzecz w Twoim życiu… więc nie rób głupiej miny.

Dobra, dobra… fotografuje co popadnie. Czy to dobra odpowiedź?

Idiotyczna!

… robię portrety. Staram się bardzo zamykać swoje prace, nawet w krótkich cyklach w jakieś granice. Jeśli robię dwa zdjęcia, to też ma to być jakiś cykl. Coś przemyślanego. Układam projekt na kartce nawet, dla jasności i dla pamiętania co robię. To pomaga. Prowadzę zapiski pomysłów, dzisiaj nie wiem jak mogłem się bez tego obejść. Czuję, że następne Twoje pytanie będzie z rodzaju: co spowodowała tę zmianę…?

Ciekawe skąd się domyślasz?:)

… spotkałem się z kilkoma osobami, którzy mnie nie znali zupełnie. Popatrzeli na moje prace całkowicie bez kontekstu bloga, mnie, mojej osoby. Ot, po 5 minutach rozmowy spojrzeli na to, co przyniosłem. Ciekawe doświadczenie. Skupiliśmy się na chwilę na tym, co zrobiłem. Fajnie. Kilka naprawdę wartościowych uwag i nawet jeśli one kołatały się z tyłu mojej głowy, to tak naprawdę jedynie wyartykułowane konkretnie do mnie – pojawiły się przed oczami. To chyba był pewien przełom, pewne odkrycie rzeczy banalnych. Kiszenie się trochę w tym zamkniętym i anonimowym środowisku sieci mnie „uniewrażliwiło”. Bez urazy do sieciowych znajomości… po prostu potrzebny jest dystans.
Trochę przypomina to moje boje z kolodionem. Po pierwszych udanych próbach, zrobiłem sobie przerwę… długą… 2-3 miesiące… i wczoraj poszedłem sam do atelier. Na spokojnie rozlałem kolodion, bez pospiechu, bez ciśnienia. Wyszło cudnie. Wspaniałe doznanie. Czyste takie. I poczułem znowu, że perspektywa pomaga. Nie tylko w takich wypadkach, ale zawsze, warto mieć czas. Ale jak to zrobić.. ?:)

Nareszcie coś ciekawego w tej rozmowie. A portret. Na boku na razie?

Ależ skąd. Pracuje. Może mniej pokazuje, ale robi się. Trwają pewne tematy. Staram się ogarniać efekt finalny. Często odpuszczam po pierwszych dwóch portretach, tak było w wypadku muzyków. Zacząłem od wysokiego C i potem było już tylko gorzej. Na parę lat zostawiam ten temat. Musi odleżeć swoje.

Dobra kończmy to, bo nudą wieje, zaraz zaczniesz znowu o duszy gadać.

Jak chcesz…

9 komentarzy
  • blik

    Szanowny Iczku, mam nadzieję, że Cię nie urażę, a w każdym razie nie w negatywnym, czy niekonstruktywnym tego słowa znaczeniu. Odnoszę wrażenie, że zamiast iść swoją drogą, którą ja i myślę, że nie tylko ja lubiłem, czytałem i wychwalałem poszedłeś gdzieś jakby równolegle. Czy tylko mnie się wydaje, że nowa forma bardzo przypomina zawsze-kwadrat? I nie mówię tu o opisie Twojej Szacownej Osoby pisanym w lekko zawszekwadratowym stylu;) Bardzo ceniłem sobie czytając Twojego bloga dystans i przestrzeń która w/na nim panowała. Trochę tu tego brakuje… jakby czegoś zabrakło. Iczka? Ale to tylko moje przemyślenia a ja się nie znam ;) Zawsze możesz zrobić ankietę komu bardziej odpowiadał poprzedni blog. Trzymam kciuki i pozdrawiam. Piotr
    P.S. zawsze-kwadrat też bardzo lubię… żeby nie było, że nie :)

  • iczek

    No nie… :)
    Wyzywać mnie od zawszekwadratu, który handluje skuterami i reklamuje programy graficzne…

    Uch :):)

    Cóż… zmiany niosą ze sobą konieczność przekonywania innych do swoich pomysłów. Sam nie cierpię, jak ulubione miejsca w sieci zmieniają swoje szaty, ramówki, układy, grafiki, czasami zasady istnienia.

    Mam nadzieję, że jest to trochę tak jak patrzeć przez kalejdoskop – każdy znajdzie swoje kawałki szkiełka…

    A mnie tutaj pełno, w każdym zakamarku magazynu :):)

  • blik

    Wiecie, my tu w Krakowie konserwatywni jesteśmy i zmian nie lubimy ;) A tak troszkę poważniej, to myślę, że Wasze blogi – magazyny fajnie się uzupełniają. Trochę formą, trochę osobowościami. Wiem, że zmiany są nieuniknione i potrzebne. Może po prostu patrząc przez kalejdoskop zastanawiam się czy kiedyś nie był… obiektywem.

Komentowanie zamknięte.