Stroppa paski

1080 720 FotoPropaganda

Firma Stroppa spytała mnie, czy nie chciałbym ocenić ich pasków fotograficznych. A ponieważ od dłuższego czasu wyżywam się na różnego rodzaju paskach do moich aparatów, zapytałem tylko, czy wiedzą o co proszą. Odparli, że lubią szczere opinie. No to proszę. Oto kilka moich wrażeń z dość krótkiego używania ich paska w wersji Stroppa Duo i końcowa „ocena Iczka”. Dla porządku dodam, jak czynię to przy każdym teście, że wszystkie rzeczy, których ocenę zamieszczam na FotoPropaganda są sprzętem, który sam używam, sam za niego zapłaciłem i sam go zazwyczaj sprzedałem, bo się mnie sprzęt jakoś nie trzyma – poza drobnymi wyjątkami. W tym wypadku, umowa była jasna, po przetestowaniu odsyłam sprzęt lub płacę pełną cenę, o ile mi się spodoba. O tym poniżej…

Na początek kilka zdjęć, bo pasek Duo jak żaden inny spasował się z moim Nikonem F3. Śmiem nawet twierdzić, że projektant mojego aparatu – Giorgetto Giugiaro (ten sam, który projektował Alfa Romeo, Aston Martin czy Ferrari) chyba specjalnie wkomponował ten pionowy czerwony pasek w uchwyt nowej serii Nikonów, aby kilkadziesiąt lat później Stroppa mogła czerwony akcent metki dopasować do aparatu. Zresztą, równie dobrze wygląda to z serią Leica M. Na jednym z portali przeczytałem, że metka Stroppa jest zbyt nachalna i może przeszkadzać. Ejże… nie dość, że metka jest superasta, to ja zawsze wspieram ręczną, rzemieślniczą robotę i tym bardziej należy markę promować poprzez takie znaczące akcenty. Ważne jest jednak, aby metka nie przygniotła swoimi cechami samego paska. Czy tak jest?

Wersja Duo sprawia wizualne wrażenie najgrubszego z trzech dostępnych rodzajów pasków na stronie producenta. Jest to efekt zastosowania „miękkiego” materiału, który jest bardzo przyjemy w dotyku i wygląda bardzo atrakcyjnie w porównaniu do swoich „czysto linowych” odpowiedników. Tutaj należy wspomnieć, że moda na paski linowe trwa już dobrych kilka lat i Stroppa nie jest jedynym krajowym producentem. Poza naszymi granicami, paski linowe są bardzo popularne wśród wszelkiej maści tradycjonalistów analogowych oraz użytkowników marek Fuji i Leica. Przyznać trzeba, że linówki pasują do bezlusterkowców idealnie. Stare aparaty analogowe 35mm też doskonale konweniują z tą stylistyką.

Sam pasek wykonany jest bardzo dobrze. Nie ma tutaj miejsca na jakieś niedoróbki. Szwy trzymają mocno, są świetnie wykończone, a sama lina i użyty materiał wydaje się być bardzo dobrej jakości.

Konstrukcja i sposób wykonania mocowania jest identyczny jak we wszystkich innych paskach tego typu. Lina jest wykończona na końcach skórzanymi tunelami zszytymi ręcznie, kółkiem metalowym oraz skórzaną podkładką pod kółko, zapobiegająca ocieraniu się metalu o korpus aparatu. I tutaj przechodzimy do moich konkretnych spostrzeżeń i uwag.

  1. Skórka, która chroni aparat przed tymi otarciami jest za delikatna moim zdaniem. Czego dowodem niech będzie fakt, że naderwałem jedną z nich po 3 minutach mocowania się z kółkiem, o czym za chwilę. Naprawdę sugerowałbym zastosowanie trochę mocniejszego materiału, ale z drugiej strony nie może on być grubszy, bo…
  2. Kółko. I szlag mnie trafił! Jestem facetem, który nie grał nigdy klasycznie na gitarze i paznokcie, tak u lewej, jak i prawej dłoni, mam długości standardowej. Nie dwu-centymetrowe szpony.  Zresztą, nawet gdybym miał paznokcie jak sprinterka Gail Devers, to jeszcze bardziej by mnie szlag trafił, bo te kółka są za mocne. Nie byłem w stanie przez 10 minut założyć jednego nawet. Musiałem użyć pilnika aby rozchylić kółko i wcisnąć je między ucho Nikona F3 (jest ono nisko osadzone, to fakt) a te skórkę ochronną. Przyznam, że dwa razy cisnąłem tym i poszedłem po kawę. W końcu się udało.
  3. Wykończenia skórzane są dla mnie trochę za długie. Czy też za wysokie, jak kto woli. Po prostu one sterczą z aparatu i mi osobiście z lekka utrudniają trzymanie sprzętu. Po jakimś czasie przyzwyczaiłem się do nich i po prostu zmieniłem chwyt aparatu. Nie było to jakoś wybitnie męczące, ale na początku trzeba to ogarnąć. Mam wrażenie, że z mniejszym aparatem niż F3 może to być uciążliwe, bo taki mój Olympus 35RD jest po prostu za mały.
  4. Wykończenia skórzane jako pogłębienie uchwytu. Wada dla jednych jest zaletą dla drugich. Otóż każdy, kto używa tych pasków, może wywinąć na oczku te końcówki w taki sposób, aby znalazły się one POD dłonią trzymającą aparat (nie jak standardowo między palcem wskazującym a kciukiem) i wówczas zyskać dodatkowe oparcie dla dłoni, trochę na kształt dodatkowego gripa. To nawet nieźle zadziałało z F3, który jest krótki bez motoru i profil gripa jest płytki.

Tutaj muszę wyjaśnić, że ja generalnie jestem zwolennikiem miękkich, zwisających pasków. Czego bym nie próbował i jakich cudów bym nie kupił, to w moim przypadku najbardziej poręczne są paski systemowe. Tak było z Canon, tak było też z Leica M9, której oryginalny pasek uważam za jeden z najlepszych jaki używałem. Moim najlepszym paskiem był i pozostał przez wiele lat klasyczny DOMKE, pisałem o tym tutaj. Miękki, lekki. Filozofia i technologia wykonania pasków linowych jest całkowicie inna i od razu można założyć, że miłośnicy miękkości się nie przekonają. Szczególnie mam na myśli tutaj te skórzane wykończenia, które są po prostu z natury rzeczy sztywne. Chociaż bez wykończeń tez można zrobić za sztywny pasek, vide poniższe przykłady.

Mam dwa inne paski konkurencji i porównałem je ze Stroppa, pomimo że nie są one linowe. Myślę tutaj o japońskim Artisan&Artist oraz krajowym Eupidure. Ten pierwszy jest zdecydowanie cieńszy, lżejszy i przeznaczony do lżejszych zazwyczaj aparatów niż Nikon F3, który swoje waży. Aczkolwiek widziałem takich, co ciężki SLRy nosili na Artisanach i byli zadowoleni. Artisan jest klasykiem i oddaję mu renomę naprawdę dobrego produktu. Ten drugi zaś, od polskiego producenta, jest niestety tak sztywny, że używanie go i przykładanie aparatu do oka powoduje, że fotograf wokół głowy ma dwie aureole z paska. Niestety Eupidere kompletnie mi nie podszedł. Umieściłbym Stroppe zaraz za Artisanem pod względem wykonania i użytkowania. Oczywiście wśród pasków, które ja używam.

Wracając do Stroppy. Samo używanie i noszenie paska na ramieniu czy szyki jest dokładnie takie jak powinno być. Tak więc, po stoczonym boju z kółeczkami (producencie – zmień je!) dalsze użytkowanie było przyjemnością. Nic się nie wrzyna, nic nie ciśnie, nie rozciąga się. Zazwyczaj dbam o sprzęt więc nie znajdziecie u mnie testów z żywym płomieniem, czy zatapianiem sprzętu. Pasek mam na tyle krótko, że nawet nie wsiąkł w niego mój pot, więc o ewentualnych problemach z plamami ciężko mi napisać :). Lina jako taka jest dość sztywna, ale też w miarę elastyczna. Osobiście nie mam z tym problemów, chociaż ciut cieńsze wykonanie też by mnie zadowoliło.

Podsumowując:

Pasek Stroppa Duo jest klasykiem już chyba, bo jego wygląd jest faktycznie unikalny i rzuca się w oczy każdemu. Wykonanie paska jest bardzo dobre i użyto naprawdę materiałów dobrej jakości. Moje uwagi ograniczają się do metalowych kółek, które akurat dla mnie są nie do przejścia. Za ciasne i sprawiły mi wiele problemów przy zakładaniu na oczka. Skórka ochronna mogłaby być trwalsza, moja naddarła się delikatnie podczas nieudolnej próby założenia. Ponieważ jednak nie znalazłem nigdzie w sieci negatywnych opinii o tym elemencie, zakładam że to wypadek przy pracy. Krótkie użytkowanie paska pozwala mi wystawić ocenę 4 w mojej całkowicie subiektywnej skali ocen iczka.

2 komentarze

Komentowanie zamknięte.