Grand Press Photo 2017 – czy warto?

1080 720 FotoPropaganda

Spytacie dlaczego ten wpis zilustrowany jest zdjęciem trzepaka? Odpowiedź jest prosta. To jeden z nielicznych już symboli, sterczących jeszcze gdzieniegdzie na niektórych osiedlach, czegoś co przeminęło. Co się już nie wróci. Nikt już nie trzepie zimą dywanów na śniegu, a chmara dzieciaków nie przesiaduje po szkole pod trzepakiem wisząc za kolana głowami w dół. Tak samo umknęła nam fotografia, którą znamy z gazet papierowych. Zniknęła. I widocznym tego efektem jest rodzaj uprawianej obecnie fotografii „prasowej”.

Nie zapałałem miłością do zdjęć z bzwbk. Spodziewałem się już wówczas, że na GPP wiele zdjęć się powtórzy. Jest to zresztą poważny problem obecnie w Polsce, że te dwa konkursy są obok siebie. Uważam, że jeden powinien zostać zlikwidowany. Zdjęcia są te same, a dublowanie w odstępie miesiąca wyników konkursów o ten sam w sumie tytuł – fotografia prasowa – jest bezcelowe. Na to nakłada się dodatkowo słaba jakość fotografii reporterskiej w Polsce i mamy powtarzalne wyniki, tych samych autorów i te samą lubianą przez jury stylistykę.

Wracając do tegorocznych wyników GPP. Obiecałem sobie po bzwbk, że już nie będę pisał o reporterce w Polsce, bo sami fotografowie stwierdzili, że się na niej nie znam i oni są boscy. Są najlepsi na świecie, a dowodem na to mają być właśnie te przyznawane im nagrody. Cóż. Widzę to jednak inaczej. Boskość naszych fotografów prasowych ogranicza się niestety coraz częściej do banalnie ułożonych i obrobioncyh suwakami obrazów BW, które nijak, za ciężką cholerę nie układają mi się zupełnie w narracje reporterską. Wydaje mi się, że znalazłem źródło tego stanu. Otóż, już nikt nie czyta reportaży, bo ich nikt nie publikuje. Reportaż, jako nurt w dziennikarstwie przeżywa ciężkie chwile, przegrywa z clickbait. Niesamowite, ale tak się właśnie stało. Obecna fotografia prasowa to nic innego, a wręcz doskonała tożsamość z:

clickbaite (n.) – long sentences that create a logic gap between the promised content and an emotional appeal to the reader.

Dokładnie tym jest obecna fotografia prasowa i reporterska w Polsce. Staje się jedynie zajawką czegoś, co w swej obietnicy powinno się spełnić, gdy wchodzę weń. W ową tajemnicę pierwszego kadru, początku układanki, która ma mnie, widza, poprowadzić przez wypracowaną mozołem sytuację, w której brał udział fotograf. Tymczasem, to oszustwo. W zdecydowanej większości wypadków, nie otrzymuję od fotografów tego, co oni uważają, że mi dali! Czemu?

Dewaluacja wartości fotografii.

Oczywiście, sami wiecie doskonale, że jest to wynikiem całkowitego przenicowania sposobu odbioru fotografii obecnie. Pisałem o tym wiele razy i nie będę się powtarzać. Odbiór i konsumpcja fotografii uległa radykalnej zmianie i nic nie wróci czasów analogów czy zdjęć skanowanych z dziesiątek filmów przywiezionych z reportażu, na którym fotograf spędził miesiąc i nikt nie wiedział jaki efekt przywiezie. To se ne wrati. Dokładnie z tego samego powodu, który zmienił odbiorców, fotografowie też się zmienili. Dopasowali się, bo przecież to jest ich praca! Szewc nie będzie szył chodaków, gdy wokół lato i sami biegacze na ulicach. Zaczyna sprowadzać z Chin adidasy. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że szewc nie szyjąc butów, traci zawodowy profesjonalizm i już nawet nie odchodzi od wprawy w szyciu, ale zapomina swojego rzemiosła. Tego, z którego wyrósł i na którym pokolenia się wychowały. Tak samo dzieje się z reporterami. Nie jest ona (fotografia) tworzona, ale niejako importowana zewsząd. Fotograf staje się więc importerem fotografii, z tą różnicą, że sam ją również eksportuje. W latach 90 pojawiły się takie fajne nazwy firm: „Import/export Janetex lub „Zenex – import/export”. Mam wrażenie, że niestety takich Zenexów w fotografii mamy coraz więcej. Wszyscy jesteśmy wszak fotografami. Eksportując fotografię nie dbamy o rzemiosło, staramy się zaspokoić ów clickbait, który z kolei napędza click rate, jakże popularny CTR reklamowy. I tutaj się koło zamyka.

Ale dość biadolenia. Do meritum, Czy jest tak źle, że należy sobie zadać pytanie, jak w tytule tego posta? Czy GPP cokolwiek pokazał innego, czy inne jury odebrało prace tych samych fotografów inaczej? Mnóstwo pytań, a ja odpowiem zaledwie na część. Wyszedłem z założenia, że należy się złapać światełka w tunelu. Wyłapać tych, którzy w tym całym szumie, nadal mają coś do powiedzenia obrazem. Oczywiście, prawdziwa fotografia reportażowa odbywa się i istnieje poza tymi konkursami. Zdecydowanie poza nimi. Są one bowiem przeżytkiem, ale niestety siłą rzeczy niejako przywłaszczają sobie prawo wskazywania kierunków. A to błąd! Niemniej, pośród tych nagrodzonych prac są dobre, ba! nawet świetne. Stoją tuż obok tych niejakich. A więc łapmy światełko.

Wyniki.

Zacznijmy oczywiście od grand prix. Zdjęcie wprawiło mnie w konsternacje. Wielką. Znam takich, co zaraz napiszą, że to już sukces zdjęcia, że ‚konsternuje’. Dla mnie to jednak nie jest twórcza konsternacja, nazwałbym ją raczej zażenowaną konsternacją. Załóżmy, że wynik GPP trafia do edytora NYT, The Globe czy New Yorkera, czy historycznego już Life. Pokazuje mu się to zdjęcie i…? No właśnie i co? Usiądzie z wrażenia? Złapie się za głowę i postawi to zdjęcie obok fotografii pracujących dla Life: Parksa, Eugene Smith lub Dorothea Lange? Uśmiech mi się pojawia na ustach, bo złośliwe to zestawienie, ale w pełni oddaje słabość tegorocznego zwycięskiego zdjęcia. Ono jest martwe w warstwie narracji. Udowadnianie mi na siłę wyjaśnieniami jury, że mam tam dostrzec rolę kobiety we współczesnym świecie!? Tautologia. Czyli jakbym tam postawił psa przewodnika i siedzącego przy stole ociemniałego, to mam rolę psa w historii? Drastyczne to zestawienie, ale chcę po prostu napisać, że obecność na zdjęciu osoby, przedmiotu nie czyni zeń dobrej fotografii tylko dzięki wyjaśnieniom fotografa. Niestety, to tak nie działa. To zdjęcie się absolutnie nie broni jako zdjęcie pojedyncze, najlepsze wykonane przez krajowych fotoreporterów w ciągu minionych 365 dni. Słabo.

Druga nagroda w kategorii Wydarzenia. Zdjęcie symbol. Tak świetne w warstwie obrazu, że nie ma nawet co dyskutować. To jest perełka. Malarska. Wymowna. Czysto i esencja pracy reportera. Jeden kadr = historia. Jeden kadr = opis wydarzenia. Jeden kadr = brak konieczności zastanawiania się. Jako wydarzeniówka, to jest to najlepsze zdjęcie jakie widziałem w tym roku. Zestawiając je z pierwszą nagrodą w tej kategorii, mamy przepaść. Zwróćcie uwagę, na światło i klimat. Okazuje się, że można zbudować estetyczny obraz nawet z ulicznej akcji (nagroda druga), a złe światło i brak pomysłu pozostawia nam jedynie rejestracje i dokumentacje wydarzenia, jak w przypadku pierwszej nagrody. Stąd moje kolejne zdziwienie nad decyzjami jury, które wydaje się być w tym wypadku pozbawione wyczucia i składnia się ku zwykłej dokumentacji. Szkoda. O zdjęciu Maciej już pisałem przy bzwbk, tutaj jednak z reportażu wyjęto jeden kadr i mam wrażenie, że to gra lepiej niż cała opowieść Macieja, która mnie nie przekonała.

Życie codzienne i 1. nagrodę zgarnął ten sam autor, który dostał nagrodę w bzwbk i jest etatowym zbieraczem nagród. A ja po raz enty powiem, że nie zgadzam się z tymi decyzjami. Nic nie ma w tych fotografiach, a sam Tomek poszukuje i mocno gmatwa się w estetyce i tematach. Naprawdę nie rozumiem, co widzą jurorzy w tych pracach, te pokemony nadal tak działają na jury? Dla mnie absolutnie nieprzekonująca nagroda. Widać nie rozumiem rodzaju twórczości autora i mocy jego zdjęć oddziałujących na kolejne jury. O 2. i 3. miejscu nie napiszę. Absolutnie nie leżą takie fotografie w kręgu moich zainteresowań. Zwykłe fotki. relacje rzemieślniczej roboty reporterów, którą wykonują codziennie. Nagradzać? Hmmm?

W tym miejscu wypada się na chwile zatrzymać i zadać sobie pytanie, czym kierują się sami fotografowie zgłaszając zdjęcia do konkursów? Jeśli jest to zasada: „eeee, wyślę, co mi tam”, a nuż się uda lub zasada: „widziałem rok temu, że wygrało podobne” – to nie ma naprawdę sensu wysyłać prac. Uwierzcie mi. Takie podejście do konkursu przede wszystkim jest zgubne i niszczy sam konkurs. Aby pretendować do miana najlepszego fotografa z najlepszym zdjęciem, naprawdę warto bardzo, ale to bardzo krytycznie spojrzeć na swoje prace. Porównać z największymi konkursami i fotografami na świecie i jak uznam, że moje zdjęcie ma choć 50% wartości najlepszych – wówczas wysłać. Ja mam wrażenie, oparte na niewiedzy, bom nie widział zgłoszonych prac, że 80% nadesłanych zdjęć to właśnie takie: „eee tam, wyślę….”. Szkoda. Tutaj kuleje trochę to, co opisałem na początku. Estetyka się zagubiła. Ludzie nie wiedzą już sami co jest dobre i wartościowe.

I moja ulubiona i przyznam, że najciekawsza zawsze w takich konkursach kategoria – Ludzie. No i trafiamy na zdjęcie, które ja nagrodziłbym grand prix. Z czystym sumieniem. Za wyczucie, za klimat, za kompozycje… jednym słowem za całokształt. Ale, co najważniejsze, za treść! Zdjęcie Łukasza Gdaka dzieci niewidomych! Że banalne powiecie!? Żem sentymentalny wypomnicie!? Niech wam będzie, ale to jest dla mnie esencja zdjęcia prasowego, reporterskiego – reportażu. Wcale nie musi być on bowiem złożony z 12 czy 15 fotografii. Ta jedna klatka mi opowiada wszystko. Gdy zobaczyłem ją pierwszy raz, moje pierwsze skojarzenie to gra „muzyczne krzesło”, w którą bawiłem się w przedszkolu, gdy musisz znaleźć wolne miejsce chodząc w rytm muzyki wokół ustawionych krzeseł. Byłem przekonany, że to właśnie o to chodziło. Czym dłużej patrzę na ten kadr, tym bardziej jestem przekonany, że osoby siedzące tutaj mają 100-kroć więcej w sobie treści niż nagrodzone grand prix zdjęcie Bedyńskiej. Tutaj nic nie trzeba tłumaczyć. Tutaj wszystko jest! Zamknięte w klatkę 35mm. Reportaż. Gratuluję Łukasz!

Następne zdjęcie i następny autor prawie zamyka listę podobających mi się prac. Damian Lemański z „Tygodnika Kętrzyńskiego” rozbił bank swoją serią o Romach na osiedlu Lunik IX. Nagrodzony jest też drugi kadr. Jestem pod wielkim wrażeniem prac reporterskich i nie tylko reporterskich tego autora. Przeglądnąłem portfolio i z satysfakcją odnotowuję, że jury w tym miejscu wpisało się w moją estetykę. Te dwa nagrodzone pojedyncze kadry są spójne, domknięte i choć temat wydaje się być samograjem (?), to jednak wymagał pewnej nostalgii w stworzeniu finalnych kadrów. To są mocne kompozycje, zdecydowane, określone konkretnie. Zdjęcie z maską to taki klasyk, że aż się wylewa z ramek. Cieszy mnie, że dostrzeżono prace Damiana, który ma naprawdę bogate folio i widać, że nie mamy do czynienia z przypadkowymi zdjęciami, to są wypracowane materiały. Fajnie.

Kategoria, która mnie kiedyś mocno frapowała to Sport. Tutaj nie będę oryginalny. Nic mi się nie podoba, poza zdjęciem Arkadiusza Gola. Jest inne. Jest jakieś. Jest mieszające w głowie i zawiera kontekst, który w zdjęciach sportowych często umyka w gąszczu technikaliów. Szybkość migawki, mała głębia, ogniskowa powyżej 300mm – wydaje się być dla wielu fotografów wystarczającym sposobem wykonania fotografii sportowej. Zapewne to też się liczy, ale bardziej chyba w stricte branżowych konkursach. Tymczasem, mamy tutaj pewien pomysł. Zamysł. Wraz z realizacją, mówi mi to więcej o sporcie niż setki fotek lecącego nad tyczką skoczka lub biegnącego po raz setny na sto metrów Bolta :) Zresztą, w bzwbk było to fajne zdjęcie z Bońkiem. Też niedocenione. Wówczas, jury bzwbk chyba się przestraszyło. Tym większe ukłony dla GPP, że dali pierwszą nagrodę.

W kategorii Środowisko – absolutny brak pomysłu na jakiekolwiek zdjęcie. Szkoda. Mam wrażenie,że jest to temat całkowicie zaniechany przez fotoreporterów. Odkąd nie nagradzani są już paralotniarze, nic nowego, równie świeżego się nie pojawiło. W Kulturze jestem tak straszliwie rozczarowany, że mam wrażenie iż nic się w Polsce w tym zakresie nie dzieje. Bo cóż to za nagrody za to akwarium, przecież to jest powtarzanie ogranych kadrów. Zdjęcia z imprezy japońskiej… yyy no fajnie, ale o czym mu tutaj rozmawiamy? Albo robimy reportaż, albo zaczynamy odpływać w krainę, której na imię „art” i wówczas hulaj dusza! Znajmy umiar. Silenie się na koncept artystyczny w wypadku fotografii reporterskiej zawsze kończy się w galerii, a nie w gazecie. A nawet jeśli, to ma tę wadę, że staje się elitarny, wyzbyty zasad i tak autorski, że niewielu odbiorców potrafi sobie poradzić z odczytaniem przesłania. O ile jakieś jest!?

Portret. No właśnie. Gdyby to zdjęcie matki z synem dostało tylko nagrodę tutaj, nie miałbym uwag, nie czepiałbym się. Ot, prosty portret. Naturalny. Bym zaakceptował. Jednak przypisanie mu mocy by stać się najlepszym zdjęciem prasowym w Polsce… :( Sorry. Dużo bardziej, w kontekście tego, czym jest portret prasowy, zazwyczaj towarzyszący wywiadowi lub reportażowi pisanemu, odpowiada mi zdjęcie Adama Stępnia. Zawsze podziwiałem portrecistów prasowych za to, że wymaga się od nich nie tylko zdjęcia postaci, ale oddania w portrecie całego kontekstu w jakim będą przedstawieni. W tym konkretnym przypadku, mamy klasyczne zestawienie utożsamianego z instytucją człowieka, którego fotograf wepchnął w codzienną scenę. Zabieg o tyle prosty, co zawsze skuteczny. To tak, jakby Obamę zapędzić do kuchni w T-shirt z patelnią. Zawsze będzie super :). To jest jednak prawdziwy portret prasowy. Czemu tylko 3. nagroda? Nie wiem, zapytajcie jury co jest lepszego w zdjęciu matki z synem. Poza portretem pozowanym, prasa uwielbia portrety towarzyszące fotoreportażom. Jako osobny kadr w zestawie reporterskim, zawsze pojawia się portret bohatera. O tym za chwilę.

Reportaż. Pierwsze zdjęcia Mariusza Janiszewskiego zobaczyłem jakiś rok temu? Były to kolorowe prace pokazujące klatkę schodową w jakimś odległym kraju, który dla nas zawsze wydaje się egzotyczny. Sam fakt zdjęć stamtąd, wykonanych przez rodaka wzbudza zainteresowanie. Przyglądnąłem się jednak bardziej tym pracom i wiedziałem, że mam do czynienia z kimś, kto myśli za kamerą. Od tego czasu, staram się śledzić prace Mariusza. Z tym większa przyjemnością odnotowuje aż dwie nagrody dla niego w Wydarzenia i Ludzie (dwa 1. miejsca). Niestety nie mogę tego zlinkować, bo strona gpp jest tak skonstruowana, że nie da się podać linku do subpage z reportażami. I teraz tak, o ile pierwszy reportaż z Filipin mówi do mnie i poukładany jest dość czytelnie, o tyle drugi set (ten kolorowy) sprawa mi problem. Po kolei. Czarno-biały materiał jest domknięty, ma wszystko co powinien mieć. Ma detal, ma przedmiot, ma okolice, ma bohatera negatywnego i ofiary. Czy mnie przekonuje? Staram się wyzbyć z głowy efektu egzotyki. Poszukać, co by mi to dało, gdyby to były zdjęcia z mojej dzielnicy. I przyznam, że czegoś mi brakuje. Widzę bowiem bardziej dokumentacje (zwłoki na ulicy, broń) niż same zjawisko. Zawsze olbrzymim wyzwaniem jest pokazanie czegoś nie wprost. Raczej poprzez wymyśloną narrację, która w efekcie doprowadza mnie do wniosków. W reportażu Mariusza mam konkrety. Ale czy to jest wada? Przecież tam tak jest. Mariusz to pokazuje. Wszystko się zgadza. Zabrakło mi jedynie tego momentu, który towarzyszy innym projektom Mariusza. Gderam trochę, by znaleźć jakiś minus, bo ten materiał jest po prostu świetny i daleko wystaje poza realizowane przez rodzimych fotografów materiały.

Drugi natomiast zestaw absolutnie mnie nie przekonał. Taki materiał można zrobić w Polsce, nie trzeba dodawać tej otoczki egzotyki, ale ponieważ Mariusz obraca się akurat w tamtych rejonach więc rozumiem, że zrobił to, co tam było. W samych obrazach nie potrafię już tutaj doszukać się czegoś poza fachowe rzemiosło reporterskie. Nagroda w pełni zasłużona, choć po piętach depcze mu imiennik Mariusz Śmiejek ze zdjęciami z Belfastu. I przyznam, że ten  materiał jest dla mnie odkrywczy pod względem tematu. Jednak to, co uczynił autor z obróbką tych zdjęć woła o pomstę do nieba. Nie wiem skąd ten nachalny manieryzm w obróbce fotografii czarno-białej. Uważam, że zakazane powinny być presety w tego typu realizacjach, bo zniszczona została praca nad kadrem. Wygląda to jak czarno-biały HDR :( Po co! Tak fajny i dobrze opracowany materiał. A ten portret w materiale, powinien wygrać w kategorii Portret. Bez dwóch zdań.

Projekty dokumentalne. Nie ma o czym pisać. Kompletnie nietrafione realizacje. Przykro to pisać, bo włożone w nie dużo czasu, ale ilość czasu nie przekłada się w żadnym z nagrodzonych projektów na efekt końcowy. Poza tym, to jest straszliwie rozwlekłe wszystko. Za długie. Przegadane. Nieskładne. Nie po raz pierwszy okazuje się, że samo znalezienie odpowiedniego tematu jest wyzwaniem. Przed realizacją. W wypadku tych tematów, jakoś nic mi oczu nie otworzyło.

W tym miejscu skończę. Nie wiem za bardzo czy znajdziecie w tym materiale odpowiedź na tytułowe pytanie. Zresztą, nie chodzi o to, bym ją Wam wskazywał. Sami możecie ocenić kondycję fotografii prasowej, o ile uznacie, że wyniki konkursów bzwbk i gpp są reprezentatywne dla społeczności fotoreporterów w Polsce. Z tym środowiskiem nie łączą mnie żadne bliskie więzi, no może poza nielicznymi „wyjątkami”, tym łatwiej jest mi pisać co myślę. Trzymajcie się fotografii dokumentalnej, reporterskiej i wszystkich odmian tego nurtu, bo to jest jedyna prawdziwa fotografia, jak powiedział kiedyś Tomek Maryks (ukłony!) i co zapamiętałem bardzo dobrze.

12 komentarzy
  • Łukasz

    Jak czytałem powyższy wpis, to zrobiło mi się smutno. Naprawdę smutno. Nie trudno nie zgodzić się z Tobą, ale pozostaje wewnętrzny smutek, że współczesna fotografia prasowa, polska jest tak słaba. Nie wywołuje żadnych emocji i nie mówi nic o współczesnej Polsce i jej obywatelach. Piszę o Polsce, ponieważ uważam, że ten konkurs powinien promować, to co się dziej tutaj na miejscu, przemiany które, odbywają się praktycznie na naszych oczach. A tu nic nie ma. Żadnego zdjęcia „ikony” które, mógłbym pokazać dzieciom za 10 lat i które zrozumieją od razu bez szukania po google lub wikipedi czego dotyczy, jaki jest kontekst zdjęcia i najważniejsze – po co zostało zrobione. Zarzut nie dotyczy tylko GPP 2017 ale ogólnie polskiej fotografii prasowej.

    P.S. Jeszcze jedna uwaga: większość zdjęć bez opisu byłaby nie zrozumiała. To też uważam za wadę współczesnej fotografii, że bez elaboratu zdjęcie nie istnieje.

  • iczek

    @Łukasz. Z przykrością i narastającą irytacją na samych fotoreporterów, zgadzam się z Twoją konstatacją. Szalenie mi z tego powodu przykro :(
    Jest coraz gorzej.
    Jakby ilość i dostępność sprzętu i technik działa odwrotnie proporcjonalnie na pomysłowość fotografów.
    Mam wrażenie, że gdyby dać reporterom aparat DRUH to wysililiby sie na lepsze zdjęcia.

  • Łukasz

    @Iczek. Na pocieszenie napiszę, że blog jak Twój czy inne traktujące o fotografii, potrafią przywrócić wiarę w dobrą fotografię. Szkoda, że fotografowie (nie wszyscy oczywiście) nie rozumieją, że zdjęcia również mają wpływ na nasz rozwój kulturalny i emocjonalny.
    Jeszcze jedno, gdyby na jakimś festiwalu filmowym poziom filmów konkursowych był tak słaby (jak w powyższych konkursach), to zaraz podniosłaby się dyskusja o kondycji kina i jego
    poziomie. Może nie byłaby to dyskusja ogólnonarodowa ale zostałaby zauważona w głównych mediach i byłoby o tym głośno. Z fotografią jest inaczej – tak jakby nie istniała.

    P.S. I tak jak co roku kupię miesięcznik „Press” poświęcony konkursowi GPP :-)

  • Piryt

    Dzisiejsza TV daje nam znakomitą jakość obrazu. Jesteśmy wręcz zasypywani różnymi reportażami filmowymi, wizualnie atrakcyjniejszymi od statycznych reportaży fotograficznych. Dostajemy też codziennie potężną dawkę wiedzy, rzetelnej lub wręcz kłamliwej. To wszystko powoduje coraz większy przesyt, wręcz niechęć. Czy w porównaniu z tym wszystkim co do nas dociera, fotoreportaż posiada jakieś cechy szczególnie atrakcyjne, przyciągające ludzi? Śmiem wątpić. Moim zdaniem staje się on powoli atrakcją dla garstki koneserów.

  • iczek

    @Piryt – moim zdaniem ma jedną unikalną cechę. Daje pole do wyobrażeń. Zbudowania sobie wewnętrznej narracji. Materiał video sam w sobie jest narracją. Ktoś coś mówi, coś robi. Proces trwa. Jako osoba oglądająca jesteś JEDYNIE odbiorcą. Fotografia sprawia, że zatrzymane obrazy dają ci pole do INTERPRETACJI. Tak bym to czytał.

  • Piryt

    Może trochę inaczej…
    Pytanie podstawowe: do kogo adresowany jest fotoreportaż? Do tzw. szerokiej publiczności, czy jakiejś dość wąskiej elity fotograficznej?
    Ostatnio w jednym z tygodników ukazała się relacja z konkretnej akcji polskiej policji. Było tam też kilka zdjęć, które układały się w ciąg logiczny i chyba można je nazwać fotoreportażem.
    Będąc człowiekiem przeciętnym, czyli przedstawicielem tej szerokiej publiczności, odebrałem to co mi podano pozytywnie. Dostałem opis całego wydarzenia i szczegóły akcji na zdjęciach. Dostałem to czego oczekiwałem, bez konieczności budowania sobie „wewnętrznej narracji” . Fakty i ich interpretację, to było mi potrzebne. Obraz powiązany z treścią.
    Natomiast z punktu widzenia miłośnika fotografii, moja ocena może być inna.
    Po odrzuceniu tekstu dostaję ciąg obrazów, które pokazują jakieś bliżej nieokreślone, dramatyczne wydarzenie. Może to być w Polsce, Australii, gdziekolwiek. W tym przypadku mogę sobie interpretować, budować narrację itp. Analizować, czy te obrazy działają na mnie wystarczająco silnie, czy wręcz przeciwnie. Zupełnie inny odbiór. Podejrzewam, że tak reagują tylko nieliczni odbiorcy, dla większości większą atrakcją jest reportaż filmowy. Są oni faktycznie jedynie odbiorcą.
    Więc do kogo fotoreportaż jest adresowany: do wszystkich czy nielicznej garstki?
    Ze zdjęciami jest prościej. Mogą one być publikowane w prasie (np. różne magazyny geograficzne, turystyczne itp), w internecie, w TV, na plakatach. Kilka z tych znanych prac idzie na konkurs.
    Czasem odnoszę wrażenie, że fotoreportaże są dziś robione tylko na konkursy. Są znane jurorom i nielicznej publiczności. Ogół społeczeństwa nie ma o nich bladego pojęcia. Kiedyś, przy deficycie wiedzy o świecie, były jej ważnym źródłem. Dziś media tak się rozwinęły i sa na tak wysokim poziomie technicznym, że fotoreportaż jest raczej na ich marginesie.
    Analogią mogą tu być np. monety kolekcjonerskie, znane tylko numizmatykom, choć teoretycznie są one monetami obiegowymi.

  • iczek

    „Czasem odnoszę wrażenie, że fotoreportaże są dziś robione tylko na konkursy. ”

    Nawet nie wiesz jak celnie trafiles!:)

  • Piryt

    Czy można z tego wszystkiego wyciągnąć taki wniosek, że wszystko co jest mniej atrakcyjne musi kiedyś odejść w sposób zupełnie naturalny?
    Nie mamy na to żadnego wpływu, a ewentualna dalsza kontynuacja tego rodzaju fotografii może się odbywać już tylko w ramach rozrywki estetyczno-intelektualnej.

  • Kitajszczyk

    Twoja strona pozwala odzyskac wiarę, że ktos jeszcze broni wartosci w fotografii. Dobrze jest myslec inaczej, odnoszac sie do klasyki, odwrotnie niz ogół. Moim zdaniem istnieje pewnego rodzaju spisek. Wmawia się mi o niezwyklosci zdjec ktore nie maja zadnej tresci, sa calkowicie puste. Gdyby nie opis ktory dodatkowo na sile stara sie oklamac jak wspanialy kadr widze, autorem wyroznionych zdjec moglby bez problemu zostac praktycznie kazdy czlowiek majacy aparat. Nie w tym wypadku – ciagle te same nazwiska oraz ich „egzotyczne” projekty. Żygac chce sie na Lazara, Sputnik (to problem na osobny dlugi artykul). Zgadzam sie z opiniami j/w – zdjecia wysylane „aby bylo, a moze uda sie” oraz brak komentarza do obecnych zdarzen w Polsce.

    Lepiej przeciez pstryknac Azjate sprawdzajacego godzine podczas powrotu do domu i dolozyc ideologie, niz wniknac w wydarzenia w naszym kraju.

    Prosze zauwazyc, ze na zadnym z portali o fotografii nie ma komentarzy do konkursu. Udalo sie znalesc poparcie w komentarzach na O***, o dziwo portalu dla szarego obywatela ktory nie ma pojecie duzego o zdjeciach. Dlaczego?

    Podsumowujac -dno, dno, i jeszcze raz dno. A takze wstyd za chlam ktory tylko udaje wartosciowy produkt jakim kiedys byl (tak, bo juz dawno nie jest) reportaż

    Prawdziwa fotografia obroni sie sama i nigdy nie zginie nawet gdy zejdzie do podziemia :)

    Pozdrawiam i gratuluje kolejnego rzeczowego artykulu!

Komentowanie zamknięte.