Będzie inny koniec świata

1080 720 FotoPropaganda

Byłem na wystawie  „Innego końca świata nie będzie” w Galerii Fotografii w Gdańsku.

– Poproszę jeden bilet.
– Dwa złote…- pani znana mi od lat spokojnie kasuje.
„Coś mało?” – pomyślałem, ale widać kultura w nowej Polsce jest coraz tańsza. Za kilka chwil wszystko miało się jednak wyjaśnić. Najpierw jednak dwa cytaty z kuratorskiego wstępu do wystawy.

„Hanna Śliwińska (jedna z dwóch autorek) w wyborze kadrów kieruje się intuicją. Nie jest buntowniczką, ale nie do końca godzi się z nieuchronnym schyłkiem. Traktuje egzystencje jako przerwę w nieistnieniu”.

I może od razu drugi:

„Zuzanna Szarek {…} Jest dokumentalistką szarej rzeczywistości, chce upamiętnić tzw. przeciętność, pozorne „nic”. Ma wtedy wrażenie, że nie ulega iluzjom świata, nie popada w zachwyt ani rozpacz. Ta stoicka postawa jest więc sumą zysków i strat.”

Przeczytałem to jeszcze w windzie, bo galeria jest na półpiętrze pod dachem Zielonej Bramy i akurat dwa pietra windą wystarczyły. Chwila wahania, czy od razu nadusić znowu parter, czy jednak zobaczyć te „sumę zysków i strat” w „przerwie w nieistnieniu”. Wybrałem racjonalnie, skoro dałem dwa złote, to wejdę. I wchodzę. I… wychodzę. Zwiedzanie trwało dokładnie 4 minuty i 34 sekundy. I mam jedną zasadniczą konstatację, która powtarzam od lat. Papier zniesie wszystko, wszystko można napisać o zdjęciach, można stosować niezliczoną ilość słów, które używają tylko kuratorzy (jest ponoć jakiś onlinowy automat do pisania takich tekstów?), ale jak się nie ma co pokazać, to niestety nawet goła dupa (jest na fotografii jednej goła dupa!) nie uratuje braku realnego pomysłu na wystawę. Po tysiąckroć wolę oglądać banalne portret ludzi z ulicy czy nawet obrazki zachodzącego słońca niż te kompletnie wyssane z palca, całkowicie teoretycznie dumania o tym, co to niby te fotografie mi pokazują.

Bo cóż pokazały autorki? Świat jaki nas otacza? No fajnie i co? Kilka widoczków, które zrobiły podczas podróży, bo odnajduje tutaj raczej zlepek fotografii powstałych podczas obecności pań w jakiś tam miejscach, które absolutnie nic nie łączy. Nie ma tutaj żadnej nici, po której można by starać się odnaleźć te kuratorskie uzasadnienie. Nie widzę (zapewne nie umiem dostrzec?) w tych przypadkowych kadrach żadnej konsekwencji w warstwie czysto formalnej: kompozycji, światła, użycie człowieka, użycie elementu. „Byleco”, to wszystko.

I wszystko byłoby w temacie powiedziane, gdyby nie znamienny fakt. Otóż, pośród całości wystawy są zdjęcia bardzo celne. Łapiące realność i wypełniające moje zapotrzebowanie na pokazanie czegoś unikalnie złapanego, ale istotnego, prawdziwego i trwającego (przykładem: zdjęcie pary na desce). Nie mają one jednak kompletnie nic wspólnego z tym całym opisem kuratorskim. I właśnie te pojedyncze (dwa, trzy) kadry na całej wystawie są doskonałą ilustracją do wiersza Czesława Miłosza o tym samym tytule, co wystawa, który stał się zaczynem całości projektu. Tylko one oddają pełnię sensu tego wiersza. Cały projekt kompletnie się zagubił, a właściwie autorki się zagubiły wychodząc z błędnego założenia, że wystarczy pokazać nic. Zinterpretowały to nic, jako „byleco”. Miłosz nie miał na myśli „byleczego”. Miał na myśli konkretne byty. Konkretne obrazy. Sam je słowem namalował. Projekt autorek Szarek i Śliwińskiej to całkowicie nieudany projekt.

Powyższe zdjęcie nie pochodzi w wystawy. Zrobiłem je idąc sobie sopocką ulicą z rok temu. Czym różni się od zdjęć na wystawie? Niczym. Jest o niczym. O „byleczym”. Ale nie ma do niego dodanego całego tego memlania kuratorskiego. Poszukajcie u siebie takich fotek i zróbcie sobie wystawę w Galerii w Gdańsku. Niestety, ostatnie wystawy są coraz słabsze :(:(

5 komentarzy
  • Łukasz

    Odnośnie tych cytatów. Czytam dużo wywiadów ze znanymi i mniej znanymi fotografami. Każdy w nich wypowiada się, o swoich zdjęciach o fotografii, zdaniami jak powyższe. Ich mowa jest natchniona, uduchowiona, pełna uwag o których nigdy bym nie pomyślał oglądając zdjęcia danego fotografa. Ok, mogą tak mówić, mają do tego prawo (nawet może tak czują). Ale najbardziej brakuje mi takiej zwykłej szczerej odpowiedzi na pytanie: „Dlaczego fotografujesz? – Bo lubię.” Tak jak ja lubię oglądać zdjęcia tego fotografa. Bo też lubię.

  • M.

    Zaglądam regularnie na ten blog….podziwiam fotografie i …słowa… nie zawsze znajduję swoje, aby okreslić moje odczucia, kiedy oglądam tu mądre zdjęcia…ale właśnie może tak ma być…może nienazwanie nieopowiedzenie i niewyrażenie powoduje, że oglądam , a nie myślę jakim gładkim słowem opisać to co widzę i doceniam. A nawiązując do wystaw o niczym…takie prace znikają szybko z sal wystawowych i pamięci, bo fotografować trzeba PO COŚ…i jak to się dzieje, to fotografia jest prawdziwa.
    Pozdrawiam!

  • Piryt

    Nic dodać, nic ująć. Niestety. Komentarz Łukasza też celny.
    W baaaaardzo dawnych czasach był u mnie na wystawie nawet Henri Cartier-Bresson. Potem było jeszcze kilka ciekawych wystaw, a potem niestety do dziś NIC lub PRAWIE NIC.
    A raczej coś tam czasem nawet jest, ale takie między 2 a 3 zł. Natomiast filozofia słowna na najwyższym poziomie :-)

Skomentuj

Twój email nie będzie widoczny.