Jak zagubić markę – góra Fuji

1080 720 FotoPropaganda

Nazwa koncernu Fuji zapewne wzięła swój początek od nazwy najwyższej góry w Japonii, będącej jednocześnie czynnym wulkanem o tej samej nazwie. Koncern istniejący od 1934 roku zawsze była dla mnie synonimem jakości, trwałości, a rozwój materiałów światłoczułych – głównej gałęzi ich działalności przez wiele lat – po prostu budował moje fotografowanie.

Tym milej mi jest, gdy od kilku lat obserwuje umiejętne wpasowanie się, już Fujifilm, w nisze na rynku. Zdobycie klientów w segmencie świadomych i ambitnych fotografów było trudne, dzięki inwestycji w technologie bezlusterkowe – udało się. Naprawdę zainwestowali w R&D i wygenerowali aparaty o wysokim standardzie.

Całości pozytywnego wizerunku marki w ostatnim 5-, 10-leciu na pewno dopełniała świadoma i konsekwentna strategia marketingowa. Pisałem już o fenomenie i skuteczności takiego działania, na przykładzie tzw. trendseterów lub współczesnym językiem social media mówiąc – influencerów. Odsyłam do tego wpisu, a tutaj jedynie przypomnę, że podstawą tej strategii jest mit unikalności i wyjątkowości sprzętu Fuji. W połączeniu z dobra jakością (obiektywnie dobrą) oraz ogólnym trendem na używanie rzeczy wyjątkowych, niecodziennych i dedykowanych wąskiej grupie odbiorców (przykład Apple i budowa „społeczności znaku jabłka”), dało to efekt silnej i dobrze wypozycjonowanej marki aparatów fotograficznych.

Do pełni szczęścia brakuje tej firmie tylko jednego – wyższej sprzedaży. Oczywiście, nie może to być produkt dla mas, a przynajmniej nie ta cześć segmentu aparatów spod znaku X – czyli półka profi. One muszą pozostać w pewnym sensie ekskluzywne. Stąd też ich ceny, zaporowe jak na nasze warunki i naprawdę wysokie.
Tutaj małą dygresja… Fuji w Polsce sprzedaje bardzo mało aparatów z najwyższej półki… barierą jest wspomniana cena, ale nigdy nie zrozumiem tej kompletnie dla mnie nietrafnej polityki „cashback”. Obecnie, pośród nawet grona moich najbliższych znajomych nie umiem znaleźć nikogo, kto kupiłby aparat Fuji w cenie sklepowej. Wszyscy kupili go albo z cashback, na który od razu czekają, od moment ogłoszenia sprzedaży aparatu, albo kupili używki. Te z kolei tracą na wartości z szybkością kolejki górskiej jadącej w dół.
Polityka cashback jest oczywiście skalkulowana globalnie i Fuji doskonale wie, że odsetek osób kupujących po cenach detalicznych w sklepie i tak zrekompensuje im cashback, który w samej swojej istocie i tak jest zyskowny. Przecież nikt nie sprzedaje po kosztach.

Straszliwie rozwlekły ten wstęp… tak to był wstęp. Samo meritum teraz…:)

Musiałem jednak nakreślić tło, bo to o czym chcę napisać jest takim klasycznym przykładem, jak łatwo, szybko i prosto jest zniszczyć wizerunek marki budowany zgodnie z powyższą filozofią. A chodzi o zjawisko „roadshow”.
Czym jest roadshow nie każdy musi wiedzieć, bo to słowo zostało zaadoptowane do wielu różnych dziedzin gospodarki i ekonomii i wszystkie branże mające styczność ze sprzedażą swoich usług bądź produktów realizują w jakimś stopniu te zjawisko. W klasycznym ujęciu produktowym roadshow to nic innego jak „objazd z produktem”. Oczywiście zazwyczaj opakowane jest to serią prostych marketingowych zabiegów jak: konkurs towarzyszący, impreza plenerowa czy social mediowe zabawy online. Świetnym przykładem rozmachu w fotograficznych roadshow jest Nikon. Naprawdę robią to z przytupem. Nie wnikam w efektywność mierzoną ilością sprzedanego modelu objętego roadshow, ale tak to powinno wyglądać.

Tym bardziej z tym większym zażenowaniem uczestniczyłem w czymś, co miało być roadshow aparatu X-T2 przygotowanym przez firmę Fuji. Tak amatorsko, tak żenująco i tak nieprofesjonalnie przygotowanego spotkania z własnymi potencjalnymi i obecnymi klientami w życiu nie widziałem. Roadshow w Gdańsku powinien być pokazywany na warsztatach z porażek lub FuckUp Nights na całym świecie.

Krótko i po kolei.

Miejsce

O ile rozumiem wybranie okolic Maneżu we Wrzeszczu jako miejsca obecnie bardzo trendy, hipsta coś tam… o tyle założenie, że każdy wie, gdzie jest pomieszczenie, w którym odbywa się roadshow wielkiego koncernu z 80-letnią tradycją było i zawsze jest błędne. To się nazywa w marketingu „doświadczenie marki” i etap pierwszego kontaktu klienta z marką to własnie fakt, że ja szukam i nie wiem gdzie jest ten wielki roadshow wielkiego Fuji. Naprawdę nie można flag postawić przed wejściem? Leżaków rozstawić? Jakkolwiek skierować kogoś, kto nie zna miejsca w dobre drzwi – ja wszedłem obok… ludzie!

Styl

Więc jak już dojrzałem w zacienionym rogu kamienicy drzwi z rollupem postawionym tak, że go nie widać z 3 stron świata do pomieszczenia, w którym rzeczony roadswho ma się odbywać to zdębiałem. I uprzedzam, nie mam nic do właścicieli tego miejsca, bo przy okazji dowiedziałem się, że to foto-przestrzeń jest jakaś, to jak na roadshow wątpliwe miejsce. Ciemno, ponuro dość… bardziej pod spotkanie z dziewczyną i potrzymanie za kolano się nadaje, niż na promocję najnowocześniejszego, najsuperaśniejszego aparatu. Zero czegokolwiek, co dawałoby znak, że jetem już teraz, po przekroczeniu progu, w objęciach Fuji! Wielkiego koncernu Fuji, który to koncern kocha i docenia swojego klienta, który już za moment ma wydać prawie 8.000zł za aparat! Tymczasem.. dupa! Nic. Wszedłem jak do prywatnego mieszkania, a nawet nie to, bo klimatu mieszkania to tam nie było. Czyli na dzień dobry – mamy Cię w nosie i nawet lampy ci nie zapalimy kliencie.

Dbaj o siebie

Drugi element, który mnie zmroził to zaprzeczenie jakiejkolwiek dbałości o własną markę i sprzęt tej marki. Na środku dostrzegam stół drewniany w opcji „blisko natury”, a na nim walnięte, jak wysypane z wora obiektywy i aparaty Fuji. Leżą, ba! – walają się między paskami aparatów a wciśniętymi w róg stołu (ledwo się zmieściły) katalogi Fuji. Podrzucam pomysł – stojak na ulotki! Wszystko na kupie. Pootwierane, bez dekli często. Nikt tego nie pilnuje, nie poprawi, nie zamknie. Widok rozpaczliwy. Wala się jak w kartonach stare obiektywy sprzedawane na Jarmarku Dominikańskim. Byle były. Sprzęt wart kilkadziesiąt tysięcy. Myślę, że pokazanie iż firma szanuje własny sprzęt jest ważna szczególnie dla ludzi, którzy dbają o sprzęt i mają z nim pewną metafizyczną więź. Więź dokładnie odpowiadającą strategii marki – że Fuji to coś więcej niż mechanizm i elektronika, że Fuji ma duszę, że sprzęt tej marki to cała opowieść dla często zakochanego użytkownika. Tymczasem, samo Fuji mówi nam: mam głęboko w nosie własny sprzęt. A dokładnie to mamy go tam, gdzie nawet cień góry Fuji nie dochodzi!

Bohater

To też elementarna część strategii w marketingu. Bohater jest ważny, najważniejszy dla marki często. Bohater buduje relacje. Często personifikowany utożsamia nasze cechy z cechami marki. Tutaj występować miał wprost – w roli aparatu. Niestety… nie było go! Bohatera zabrakło, bo ja go nie widziałem. Byłem tam ok. 30 minut. Nie stwierdziłem obecności Fuji X-T2. Żadnej. Ponoć była jedna puszka, ale gdzie i kto ją trzymał w danym momencie, nie mam pojęcia. Jeśli to prawda, że na roadshow w Gdańsku Fuji dostarczyło jeden egzemplarz tego aparatu, to nie mam słów… wstyd!

Ekspert

Często pełni rolę ważniejszą niż bohater. Ekspert uwiarygadnia markę. Podpowiada. Jeśli jest to ekspert spoza samej firmy, tym lepiej, ale obecność nawet eksperta z Fuji byłaby fajna. Nie stwierdziłem obecności nikogo z Fuji na gdańskim roadshow. Nikogo. Był wprawdzie młody człowiek w szarej koszulce, który coś tłumaczył komuś o aparatach i funkcjach, ale nie mam pojęcia kto to był i czy był z Fuji?! Może gdyby, marketingowcy z Fuji zastosowali taki starcy patent i dali mu koszulkę z logo firmy – byłoby mi łatwiej. Ale tak stare triki widać nie są stosowane w Fuji, bo po co. Każdy wie, że szara koszulka i dżinsy to człowiek z Fuji :) JA stwierdziłem, że to jeden z oglądaczy podniecony możliwością dotknięcia szkła za 5000zł.
Kompletna amatorka. Chciałem się spytać , gdzie jest ten aparat reklamowany, ale nieśmiałym będąc nie wiedziałem nawet z kim gadać. Elementarz marketingu, a jednak przerasta Fujifilm Polska. Żenujące.

To by było na tyle.

Nie kupię aparatu Fuji, bo Fuji skutecznie mi to uniemożliwia poprzez promocję w stylu „gdańskiego roadshow”. Jeśli można skuteczniej zniechęcić klienta do kupna produktu niż robi to Fuji, to proszę o wskazówkę – chętnie to przeżyję porównam inne firmy. Tymczasem, firma, której nazwa wywodzi się z pięknej góry-wulkanu jak na razie szoruje po dnie w warstwie marketingu bezpośredniego i podejścia do klienta żywego – nie tego online. Akurat pozycjonowanie marki i budowanie brandu w onlajnie jest obecnie banalnie proste, ale już jak się ma klienta przed oczami – zasłona bełkotu socialowego opada. Jak widać w wypadku Fuji – całkowita nagość. Roadshow w Gdańsku to antyreklama tej marki. Przykra sprawa.

Na koniec mam jeszcze przykrą konstatacje w kwestii tych influencerów, z których ochoczo korzysta Fuji. Istnieje cienka granica między reklamą a recenzją. Generalnie od lat brniemy w kierunku, że to jest to samo. To wynika z polityki koncernów, które nie znają ceny nie do zapłacenia za opinie blogera, którego śledzi >10.000 osób. I tak jak przywoływałem i chwaliłem sposób pozycjonowania marki jako takiej przez Fuji, o tyle sami recenzenci niestety bywają „przekręceni”. Często wcale nie przez kasę, bo duża grupa z nich nie otrzymuje wynagrodzenia, ale ew. gratisy i upusty w innej formie, oni po prostu przekręcają się w swoim uwielbieniu dla marki. Znowu powołam się na klasyczny przykład Apple. Rozmowa z gikami po tamtej stronie barykady ma dokładnie taki sam sens, jak rozmowa z politykiem PiS o „zamachu smoleńskim”. Czyli nie ma rozmowy.

Niestety zdecydowana większość znanych mi recenzentów i blogerów, i vlogerów Fuji odpłynęła właśnie w tym stylu. Przejrzałem ostatnio większość kanałów i niestety oni już nie zauważają minusów sprzętu Fuji. Może inaczej… oni zachwalają rzeczy, które albo nie są wcale tak cudowne jak opisuje to ulotka firmy, albo omijają problemy.

Z tym większą radością przeczytałem nasz krajowy wpis dotyczący Fuji X-pro2 napisany po długich bojach przez Epicure (Łukasz Sarwiński) z forum FujiKlub: epicure.pl. Jest to w mojej opinii najlepszy w Internecie, rzetelny i pozbawiony niezdrowej podniety opis możliwości i „cudowności” tego aparatu. Poparty wieloletnim doświadczeniem autora i napisany doskonałym stylem. Polecam Wam koniecznie, jeśli chcecie wydać na te puszkę niespełna 8000zł.

Powyższe zdjęcie nie zostały wykonane sprzętem marki Fuji.

5 komentarzy
  • Łukasz

    Uff, już się bałem, że wylejesz pomyje na aparaty Fuji, ale dotyczy to strony marketingowej. Na szczęście ja używam i robię zdjęcia Fuji X-E2 a marketing zostawiłem… marketingowcom. Fuji wybrałem świadomie ponieważ szukałem aparatu małego, z matrycą APS jako minimum, z wymiennymi obiektywami, WIZJEREM i oczywiście z bardzo dobrą jakością obrazu. To wszystko znalazłem w Fuji. Oczywiście po zapoznaniu się z nim jestem świadomy błędów i wad tego modelu ale trzeba poznać swój aparat, nauczyć się go obsługiwać, wiedzieć na co można sobie pozwolić a na co nie i robić zdjęcia. Tyle i tylko tyle. O wadach można napisać przy każdym sprzęcie dowolnej firmy. Ale chyba nie o to chodzi. Jeśli ktoś kupuje aparat o którym wie, że nie spełni jego oczekiwań i później marudzi, to ciężki z niego frajer (sorry).
    Druga sprawa, to co robi marketing Fuji. Ja w ogóle nie wchodzę na strony Fuji, szczególnie FB, bo bym zwariował. Również opisy „ambasadorów”, którzy potrafią wypisywać takie głupoty, że człowiek zastanawia się czy Fuji jako firma nie robi sobie seppuku.
    Fuji jest taką samą firmą jak każda inna, problem z nią jest taki, że marketing ma na poziomie sprzedawców garnków, cudownych pościeli i innych głupot :)

  • akustyk

    mam podobne wrazenie co do internetowych ewangelistow marki – coraz trudniej doszukac sie tam krytycznosci a coraz wiecej achow i ochow w stylu recenzentow fappla.

    natomiast co do aparatow takowych spod znaku tej wielkiej gory… jakies 2,5 roku temu sprawilem sobie XE1, skuszony faktem, ze jest to maly korpus na wymienna optyke, do ktorego istnieje cos takiego jak maly ale naprawde uczciwy optycznie zoom standardowy. cos co kolektywnie ssie w innych systemach APS-C – albo wymaga sprzedazy nerki (drogi Zeissie). z przyczyn obiektywnych chodzilo mi nie raz po glowie odsprzedanie tego… ale nie udalo sie. wrecz dokupilem 35/2. tym sie po prostu bardzo fajnie zdjecia robi i wyniki tego fajnegorobienia sa tez bardzo fajne.

    z tym ze szczesliwie jestem ten typ, ktory najchetniej po prostu foty robi a nie tylko kupuje sprzet. bo onanizm sprzetowy w przypadku Fiudzi to bardzo droga przyjemnosc… :(

    jesli tak chodzisz wokol tematu i sie zastanawiasz czy kupic sobie Fiudzi czy nie… polecam jednak sprobowac. tak, jest to troche ordynarnie ewangelizowane, ale mozesz sobie na probe zlozyc jakies uzywane XE1/XE2/Xpro1 i dolozyc 35/2 (albo nawet od kogos pozyczyc) i poprobowac. mozesz sie przyjemnie zdziwic

  • Maniek

    Takie ogólnie są u nas standardy pracy… nic szczególnego. Szef Regionalny dostał zadanie, a robotę wykonali chłopaki za 1300 na rękę. No i wyszło standardowo A nie daj Boże może chodziło o to, żeby zaoszczędzić tak z 70% budżetu otrzymanego na ten cel… taka premia do tych 1300-stu.
    A Fuji… nawet nie wie gdzie leży Polska.

  • Piotr

    W Częstochowie bardzo profesjonalnie. Pan Paweł Kosicki prezentował.
    Gościem był również Tomasz Lazar.
    Sprzętu starczyło dla wszystkich chętnych, można było sobie z nim pobiegać po mieście.

Komentowanie zamknięte.