Skopar + CCD

1080 719 FotoPropaganda

Słuchajcie, nie będę udawał, że testuje szkła, bo się na tym nie znam. Poza tym, są miejsca w sieci, gdzie sztukę porównań obiektywów opanowana do perfekcji i jeszcze dalej.

Moje opinie o obiektywach, które było m dane używać zawsze dotyczyły jednej podstawowej kwestii, w dodatku opartej wyłącznie o moje wrażenia – na obrazowaniu. Cokolwiek nie znaczy to przedziwne słowo, to lubię je używać. Obejmuje bowiem wszystko co mam przed oczami, gdy wykonałem zdjęcie danym obiektywem. Nie chodzi wyłącznie o ostrość, bokeh czy kontrast… chodzi o sumę tych wszystkich cech i właściwości, które sprawiają, że obraz z tego konkretnego szkła mi leży.

Wielu z Was w 5 minut wyjaśniło by mi zaraz, że obecnie i onegdaj także, wizualny efekt tego, co mam przed nosem na monitorze zależy od szkła tylko w jakimś procencie. I to wszystko racja. Ja rozumiem, że zdjęcie z Summiluxa 50/1,4 inaczej będzie wyglądało na odbitce barytowej 40×50 w dodatku w zależności od zastosowanego filmu (ziarno, wołacze, duperele itd…), a inaczej z matrycy CCD na monitorze bez kalibracji.

Ja wszystkie te uwagi rozumiem i docierają one do mnie, ale na końcu ja po prostu patrzę na obrazek i on mi pcha się pod mózgoczaszkę lub się nie pcha. I w tym momencie zmierzam do sedna, a mianowicie do zestawienia obiektywu Skopar 35/2.5 PII i mojej matrycy CCD w Leica M9. No po prostu mam wrażenie, że te dwa byty, oba w sumie nieduże :), są stworzone dla siebie. Obrazek wychodzący z tego obiektywu jest niemiłosiernie przyjazny. Pal sześć cenę, która jest także miłosiernie przyjazna w obliczy kultowego brata ze stajni Leica – Cron 35/2. To szkło wyrzuca mnie z butów. Jeśli naprawdę ktoś mi powie, że używając fejsa jako x-miliardowej „hali wystawowej” XXI wieku potrzebuje i dostrzegę (!) różnice między low-budget Skoparem a high-end-cool-hipsta-mega Cronem – to sorry, nie uwierzę! Gdzieś tam jeszcze jest przede mną na pewno inny koń z tej stajni: Zeiss 35/2 ZM, ale to za moment. Trudno go kupić w Polsce.

Jak wspomniałem, nie jestem testerem. Nie mam nawet tych szkieł do testowania, ale są tacy, co mają i zawsze możecie sobie to sprawdzić. Chociażby tutaj: Steven Huff – 35mm comp.

Być może w wypadku Skopara znaczenia ma też matryca CCD. Chcę napisać, że po latach używania matrycy CMOS, powrót do „estetyki obrazu” generowanego przez CCD jest ujmujący. Kompletnie coś innego. Dość powiedzieć, że po raz pierwszy od wielu lat, nie edytuje plików DNG z Leica, ale pracuje na JPGach, a właściwie nie pracuję… przycinam je jedynie. Wow…

Nie spodziewajcie się tez teraz, że nastąpi tutaj wysyp rewelacyjnych zdjęć z tego szkła. Nie nastąpi, bo jakość odbioru fotek nie idzie w parze zazwyczaj z ich merytoryczną zawartością kreacyjną :) Mądre zdanie choć bez sensu :)

W każdym razie, chciałem tylko potwierdzić, że cena nie ma znaczenia większego. Zazwyczaj. Znaczy… w przypadku butów ma! Nie kupujcie w CCC butów za 69zł, bo to gówno jest. Kupcie raz, a dobrze. Ale w przypadku obiektywów… nie istnieje zasada… biednego nie stać na tanie. Tutaj panuje jakaś bliżej nieznana mi zasada fizyczna… konstrukcja szkła nie ma odniesienie do jego ceny.

? Oj, chyba przesadziłem :)

1 komentarz
  • Łukasz

    „Dość powiedzieć, że po raz pierwszy od wielu lat, nie edytuje plików DNG z Leica, ale pracuje na JPGach, a właściwie nie pracuję… przycinam je jedynie. Wow…”

    Nie jesteś sam. Mam tak również odkąd zacząłem robić zdjęcia Fuji X-E2 – pal sześć wielkość matrycy i wykonanie aparatu w stosunku do M9 – ale jakość zdjęć jakie daje ta matryca plus obiektywy Fuji jest nie do pobicia. Aparat mam od grudnia 2014 i od tego czasu ani razu nie obrabiałem plików RAW. Owszem, zapis mam ustawiony na RAW+JPG ale to dlatego, że w samym aparacie mam możliwość edycji plików poprzez zmianę np. z koloru na czarno-białe. To takie koło ratunkowe jakbym coś zapomniał ustawić itd. Jakość JPG które daje ten aparat jest tak dobra, że nawet po lekkiej edycji (kontrast, jasność itp.) można jeszcze wycisnąć jeszcze coś ze zdjęcia.
    Pewnie też tak masz, że robiąc zdjęcia w JPG inaczej podchodzi się do samego procesu robienia zdjęć. Przypomina to trochę robienie na analogu, gdzie też jak ustawiłeś aparat, to taki miałeś efekt i nic więcej nie dało się zrobić (szczególnie na slajdach). Dość powiedzieć, że na JotPegaGach zrobiłem tym aparatem kilka różnych sesji a także komunię i ślub! Wiem, że to brzmi jak fotograficzne samobójstwo, ale jak wspomniałem wcześniej, jakość zdjęć była tak duża, że sama edycja była dość szybka (w 80% wystarczyło delikatne rozjaśnienie/przyciemnienie lub przycięcie). Pozdrawiam.

Komentowanie zamknięte.