Jaki festiwal, takie portrety

821 821 FotoPropaganda

Chyba trudniej o lepszy przykład coraz to ostatnimi czasy słabszej kondycji fotografii portretowej w Polsce, niż przytoczony poniżej wpis na fejbogu z Festiwalu Filmów Fabularnych w Gdyni. Oto nazwana „niezwykłym projektem fotograficznym” rzecz. Trudno mi nawet napisać, że to portrety. Pooglądajcie sobie.

Nie wiem w czym objawia się owa niezwykłość tego „projektu fotograficznego”, ale na pewno nie jest to nic nadzwyczajnego. Ba! Powiem więcej, to jest bardzo słabe. Pod każdym względem.

O pomyśle to nawet tutaj mowy nie ma, bo nie ma żadnego pomysłu. Ani ładu, ani składu w tych ujęciach. O świetle to przepraszam, ale chyba początkujący adept fotografii wymyśliłby coś bardziej adekwatnego do tematyki. A tu po prostu nawalanka z góry, z dołu, z blendą. Ech… żal na to patrzeć.

A przypominam Wam, że mówimy tutaj o jednym z największych festiwali filmowych w Polsce, gdzie pod ręką fotograf ma wszystkie najwspanialsze tuzy polskiego aktorstwa z przekrojem od 40-50 lat! i zostanie po nich „portret biznesowy”. Boże, jak dobrze, że to przetrwa tylko kilak dni w sieci.

W czym leży problem z takimi pseudo sesjami. Czy naprawdę chodzi tylko o to, że jak jest znana twarz, to nic nie trzeba robić? Otóż nie! Wtedy trzeba robić o wiele więcej… samograja są fajne tylko w bulwarówkach. Tutaj nic samo nie zagra. Tutaj trzeba się trochę kurde balans namęczyć, by nie OBRAZIĆ tych ludzi! Są mili, mają to w zadaniach swoich więc przychodzą, patrzą na fotografa, są mili, uśmiechają się i …. dostają w zamian coś takiego. Tak to może zrobić prawie każdy byle fotograf w punkcie foto. Oj, żeby nie lepiej!

Pewnie wielu z Was takie porównanie oburzy, ale postarajmy się zestawić ze sobą te dwie sesje, dwa podejścia, dwa budżety, dwa wyniki finalne. To na górze, tak zmasakrowane przeze mnie i to na dole.

Oto portrety wykonane przez Marka Seligera podczas tegorocznych Oskarów. Już słyszę te ironiczne uśmiechy… ale porównał, mega Hollywood do Gdyni. Mega budżet do „po taniości”. Ale czy na pewno nie mamy co porównać?

Czy od Marka Seligera wymagano więcej niż od autora z Gdyni? Nie. Wymagano dokładnie tego samego.

Miał uwiecznić gwiazdy kina w szybki i sprawny sposób, na zapleczu największego kołchozu imprezowego jakim pewnie jest gala Oskarowa. W bałaganie, mając kilka metrów kwadratowych. Zrobić zdjęcia tak jak przyszli. Zaaranżować przestrzeń, dobrać światło. Cyknąć pewnie kilka naście, kilkadziesiąt klatek. Kilka minut.

Powiecie, że miał więcej czasu, możliwości, kasy. Że same stroje bohaterów kosztowały więcej niż budżet PISF przez ostatnie 10 lat :) Czy aby na pewno to zadecydowało o wyniku? Ale cóż takiego zrobił Mark Seliger…? Postawił po prostu scenografię. Zakładam, że koszt był znikomy. Zresztą, tutaj ona. Trzy ściany i trochę farby. Przypomnę Wam, że festiwal w Gdyni odbywa się w Teatrze Muzycznym – nowoczesnej scenie!! Pełnej wszystkiego, co może użyć i wykorzystać fotograf. Właściwie lepszego zaplecza technicznego nie ma. A jednak, tematem zdjęć w Gdyni jest – białą (szara) nierówno oświetlona ściana! Tymczasem wystarczyło zrobić tak:

Our set going up for this year's #vfoscarparty #oscars2015 @vanityfair

Film zamieszczony przez użytkownika Mark Seliger (@markseliger)

Czepiam się? Marudzę? Jęczę? Tylko czemu nie wolno mi niby tego robić. Przecież takie rzeczy nie powinny się zdarzać. W Polsce jest naprawdę kilkoro świetnych portrecistów. Czy szkoda na nich pieniędzy? Czy to jest problem? Że fotograf porządny, zarobić chce porządnie?

Nie wiem kto wynajął tego fotografa i jaki jest dobór do takich funkcji w czasie festiwalu, ale efekty są fatalne. Zarówno dla wizerunku festiwalu, jak i dla samych bohaterów. Chociaż czasami zastanawiam się, czy oni w ogóle o to dbają…?

9 komentarzy
  • K

    „Niezwykła” sesja z festiwalu w Gdynii – szkoda słów. Ale ta amerykańska sesja to ma być pozytywny przykład? Przecież to infantylna beznadzieja adresowana do widza w wieku góra 12 lat… Tyle że stroje rzeczywiście barwne.

  • Jarek

    Jak dla mnie obie sesje tak samo słabe, pierwsza zero oryginalności, ale takie są standardy w polskiej fotografii komercyjnej – ma być ostro, kontrastowo i ładnie, a że to jest kompletnie sztampowe i nieoryginalne, to już klient ma głęboko tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę.. Druga sesja to też komercyjny szit pod publiczkę, autor nieco bardziej się wysilił, ale pamiętam, że jak jakiś portal o „fotografii” (a w zasadzie farma kliknięć w reklamy) wrzucił te zdjęcia z podpisem „zobacz niesamowitą sesję gwiazd” to byłem tak samo zażenowany jak ty, zobaczywszy sesję numer jeden – typowa fotografia reklamowa modna za wielką wodą.

  • Iczek

    Zwykle chamstwo Marcin. Szkoda ze czesto nie chce sie do sądu z tym isc. Trzeba byc dupkiem zeby tak skopiowac zdjecie. Wyslij to do redakcji press.

  • Zbigniew

    Odnośnie komentarza Jarka:
    nie, nie są to „obie tak samo słabe” sesje. Może faktycznie zdjęcia „amerykańskie” dalej nie grzeszą specjalną oryginalnością, zgoda. Może nie są „artystyczne”. Ale można podsumować to tak: o ile zdjęcia z Hollywood to solidne fotograficzne rzemiosło – a to też się liczy – to zdjęcia z Gdyni są zwyczajną amatorszczyzną (w złym tego słowa znaczeniu).

  • kasta

    Nie znam się na fotografii, subiektywnym okiem zjadacza chleba powiedziałabym, że:
    góra to nieudana próba z cyklu : ,,miało być naturalnie, a wyszło fatalnie,,
    oskarowy dół: : ,,było bogato i wyszło tak……. To ,,

Komentowanie zamknięte.