Portret ma się dobrze – LensCulture Portrait

1000 700 FotoPropaganda

A photograph is a secret about a secret. The more it tells you the less you know.
– Diane Arbus

Długo nosiłem się z napisaniem tego posta. Problemem był efekt, jaki wywarły na mnie te zdjęcia gdy kilka tygodni temu wpadł mi newsletter LensCulture do skrzynki. Jakoś tak było, że pojawiły się wyniki tuż przed naszymi lokalnymi wynikami bzwbk chyba lub jakoś zaraz po.  W każdym razie przyznaję, że zebranie się do napisania kilku słów wymagało sporo sił. Dlaczego? Bo jest to rzecz, która mi cudownie udowadnia, że portret fotograficzny przeżywa istny renesans. Nie wiem czego to jest skutkiem? Czy tylko dostępności do aparatów, a co za tym idzie do poszukiwań form wyrazu, które często o pozostawały niezaspokojone również z powodu braku sprzętu. Czy może także z powodu tego, że ludzie coraz bardziej szukają drugiego człowieka i chcą osobiście, bezpośrednio z nim obcować. W każdym razie efekt jest taki, że od większości prac w tym konkursie oczu nie mogę oderwać.

Poczynając od pracy zwycięskiej Toma Vani ze Stanów, który w cudownie naturalny i swobodny (również w warstwie kompozycji) sposób opowiedział o chwili. W sumie jak sam stwierdza to nie jest opowiadanie, nawet nie jest to esej, który Tom lubił zawsze robić. To zlepek pewnych chwil. Momentów. Teraz. Taka jest chwila. Chwila życia. Jednak w jego obiektywie, to naprawdę urasta do rangi pojedynczych dzieł fotograficznych. Piękne są te tak cudownie czyste kadry. Bez zbędnego zadęcia. Bez technikaliów, o których nawet nie myślimy. Naprawdę gapię się od tygodni na te serię.

Photography takes an instant out of time, altering life by holding it still.”
– Dorothea Lange

Dalej jest tylko lepiej. Drugie miejsce w kategorii „single” zdobyła Linelle Deunk. Ta urodzona w Niemczech Holenderka sprawia, że klasyczny temat tak już mocno eksploatowany samotności pokazuje kolejną odsłonę. Historię projektu możecie przeczytać TUTAJ, ale do mnie mówi obraz. Czasami mam chęć nie czytać, co kryje się pod kolejnym kadrem, bo one akurat w wypadku Linelle suną przez świadomość.

Być może poddaje się łatwej i chwytliwej regionalnej zależności – bieda, nędza, brak wody, Czarny Ląd = Europejczyk wzruszony. Możliwe, ale zwracam Waszą uwage na portfolio autorki i inne jej prace. Dodatkowo, już poza samą tematyką, którą podejmuje Lionell…. obraz! Ja cię sunę! Obraz! Jak ona komponuje te kadry. Jak buduje napięcie między ramkami klatki. Coś niesamowitego. Jestem zachwycony tym, że w dobie bylejakości i olewactwa wszystkiego, świat idący na wyścigi na fejsie, kto pierwszy, kto lepszy – musi zawstydzić się przy takich zdjęciach. Musi! Oczywiście, że jest to niezdrowa podnieta, ale przyznam się Wam, że im więcej klasyki i prostoty znajduję w wyborach różnych jury, tym bardziej podnieca mnie świadomość, że nadal można zachwycić widza czymś tak wydawałoby się prostym. A jednak… ta prostota, ten przekaż dotyczący w sumie tak ważnych spraw (samotność, brak wody, nędza) można nadal pokazać w sposób arcy wymowny. Pięknie Pani Lionell ! Pięknie!

Kopiowanie ideału to wyścig z samym sobą. Ze swoją ambicją, ze swoimi pragnieniami. Ze swoimi wyzwaniami. Czy zdjęcie poniżej coś Wam przypomina? Nie do końca. Do zobaczcie całą serię na stronie autorki Carolina Sanchez-Monge Escardo. Zapewne po kliknięciu w TEN link wszystko stanie się oczywiste. Tak, Carolina po prostu zna Sally Mann. Każdy z nas ją zna. Każdy zna jej portrety. Czy to znaczy, że nie można próbować swojej wersji? Oczywiście, że można i należy. Dodając swój piksel do wszystkiego można stworzyć coś równie dobrego. Zawsze obarczone to będzie odniesieniem do mistrza. Jednak przecież trochę to na tym polega. Kalkujemy. Kopiujemy. Tyle w tym naszego, co uda się nam dorzucić swoje trzy piksele.

Czy Carolinie się udało?

Ja nie mam nić przeciwko werdyktowi. Trzecie miejsce za to zdjęcie w pełni zasłużenie. Znam w lokalnego podwórka nawet lepsze wersje, ale przecież to kwestia jedynie estetyki.

fot. Carolina Sánchez-Monge Escardó, http://carolinasanchez-monge.com/

Portrety w seriach to już tylko dopełnienie całości tego konkursu. Nawet nie widzę potrzeby opisywania poszczególnych nagrodzonych fotografów, bo uważam, że to doskonały przykład dopracowanych pomysłów i zrealizowanych projektów. Jak wiadomo z tym jest najciężej w fotografii projektowej. Zrobienie nie raz pojedynczego portretu jest o dziwo łatwiejsze niż poprowadzenie jakiejś sprawnie zbudowanej narracji poprzez cykl portretów. Tak, aby temat stał się jak lukrowany cukierek słodki, ale też jak ciągutek złączony w jedną całość. Daesung Lee robi to doskonale.

Macie jakieś skojarzenia? Ależ oczywiście,że to „Karczeby” Adama Pańczuka :)

fot. Daesung Lee, http://www.indiphoto.net/

Nie będę już więcej pisał, bo to musicie po prostu sami przejść. Zapraszam i polecam jak najbardziej gorąco.

2 komentarze
  • Damian

    Świetne portrety, dzięki za zwrócenie uwagi.Tom Vani zajmuje się również fotografią uliczną i stąd chyba ta „prostota” jego portretów. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy.

  • Natalia

    Świetnie. W ogólnym zalewie informacji fotograficznej i /lub fotografii (choć, przyznaję, do tego zalewu swoje 3 grosze też dokładam) dobrze jest móc się na chwilę zatrzymać, przeanalizować i podelektować. Dziękuję i czekam na więcej.

Komentowanie zamknięte.