Do źródła

1024 683 FotoPropaganda

Co jakiś czas zdarza się, że dochodzimy do wniosku iż pora na zmianę. A właściwie nie. Dochodzimy do wniosku, że zatrzymaliśmy się w miejscu. Że to, co robiliśmy (robimy) fotograficznie nie bawi już nas. Nie wzbudza dreszczyku na karku. Nie sprawia nam czystej, płynącej z ceremonii realizacji radochy. Fotografia z nami jest, ale jak dobry kompan, po prostu stała się elementem codzienności, „weekendowości”, ale już nie podniecenia.

To źle!

Jednym z lekarstw na te straszliwą chorobę przyzwyczajenia jest zmiana. „Zmiana pobudzająca”. Są różne rodzaje zmian pobudzających. U mnie działają zazwyczaj dwie podstawowe:

  1. zmiana sprzętu fotograficznego
  2. zmiana tematyki

Obie są bardzo zwodnicze i obie mają te samą właściwości, co narkotyki. Uzależniają przy częstym zastosowaniu. Oto bowiem, ja na ten przykład, od zarania przygody z fotografią wykorzystuję zmianę pobudzającą w formie wymiany sprzętu. Robię to często i namiętnie. Robię to z wyrachowaniem, ale także metodologicznie. Przeglądam testy. Sprawdzam fora. Oglądam praktycznie wszystkie filmy na youtube poświęcone danemu aparatowi czy obiektywowi (te dwa produktu bowiem są motorem). Wertuję portale aukcyjne, poszukuję kolegów, odzywam się do ludzi, z którymi nie rozmawiałem latami, tylko po to, by dowiedzieć się czy mieli już to czy nie. Jednym słowem, zanurzam się w ten całkowicie zatracający świat pragnienia posiadania. To mnie jednak także nakręca fotograficznie.

Kiedy już fizycznie (psychicznie!?) jestem zaspokojony, bo w końcu kupiłem com chciał, od razu rzucam się w drugi etap. Drugą zmianę. Nowy temat. I tutaj zaczynają się schody.

Z perspektywy moich doświadczeń zaryzykuję tezę, iż parałem się większością rodzajów fotografii. Odważnie?! Ano odważnie. Ale gdym tak sobie przypominał czegoż ja nie próbowałem fotografować, jakimi rodzajami aparatów i technik się posługiwałem, to wyjdzie z tego spora litania. Może więc, aby nie urazić kogoś, napiszę, że liznąłem większości gatunków. Niektóre gościły w mym fotograficznym światku dłużej, inne krótko. Jedne dawały mi satysfakcje, inne nawet mój wzbudzają śmiech :) Ale zawsze, odkąd zdałem sobie z tego sprawę, nowa tematyka napędzała mnie. Ponownie dawała radość pstrykania. Mam obecnie wrażenie, że jestem tuż przed kolejną zmianą pobudzającą. A może sam wymuszam te zmianę, bo od miesięcy aparatu w rekach nie miałem? Chyba coś w tym jest! Bezustanne wrażenie, że wszystko już widziałem, że wszystkie te streety, reportaże i humanistyczne bleblanie wychodzi mi po tych latach bokiem. Nie cieszy mnie fotografia, która niby jest najważniejsza – czyli ta zaangażowana w człowieka. Miałka zdaje się być w obliczu takich wydarzeń jak spadający samolot, bo pilot sobie kuku chce zrobić. Jakież ma znaczenie ta fotografia szczątków samolotu widywana od tygodnia w setkach wersji!? Żadnego.

I chyba właśnie dlatego, chce zmiany. Ktoś z Was powie – ucieczki. Chcę zmiany i powrotu do źródeł. Gdy zwykła fotografia zachodu słońca. Pszczoły makro. Słoneczników i sezonowych tulipanów sprawiała mi radość gigantyczną. A zapach roli diapozytywu ułożonego równo w koszulkę aż podniecał.

Wracam. Do łąk. Pól. Morza. Rozmyć. Długich naświetlań. Filtrów połówkowych i szarych. Może się trochę uspokoję. Może znajdę fotograficzny hamak na zagubione pomysły. Bez ludzi. Bez portretów. Po prostu.

 

cejlon_016

cejlon_019

cejlon_023

Trzymajcie kciuki, a ja trzymam za tych, którzy czują czasami to samo. Nie dawajcie się. Znajdźcie swoją zmianę pobudzającą. Wracajcie do źródeł!

Landscape photography is the supreme test of the photographer – and often the supreme disappointment. – Ansel Adams

Na koniec polecam serię trzech krótkie filmy (linkuję tylko 1 odcinek)  z cudownym fotografem pejzażowym, któregoś kilka książek stoi od wielu lat na mojej półce – Joe Cornish. Myślę, że zna go każdy, kto kiedykolwiek starał się zrozumieć czym może być ten rodzaj fotografii.

PS
Wszystkie zdjęcia pochodzą z mojego wyjazdu na Cejlon sprzed kilku lat.