World Press Photo 2014

150 150 FotoPropaganda

To co… weźmy się za te fotografię prasową w 2014 roku.

Ale najpierw mała retrospekcja. Dokładnie 21 lutego 2008 roku (boże to już 6 lat temu!) opublikowałem post z wybranym przeze mnie zdjęciem, które uznałem za najlepsze zdjęcie rozpoczynającego się dopiero wtedy 2009 roku. Z perspektywy lat widzę, że nie pomyliłem się, bo przeglądając 10 miesięcy później wyniki WPP2010 niewiele miało ono konkurentów. Może dlatego, że wspomniane zdjęcie ilustrujące materiał o mafii jest prawdziwym zdjęciem prasowym. Ilustruje opowiadając. Powtórzę boldem i ‚kłotą’:

Zdjęcie prasowe ilustruje opowiadając i opowiada ilustrując!

Jakże niewiele obecnie mamy fotografów, którzy jeszcze rozumieją czym powinna być fotografia prasowa. Zaciukani w tych coraz chudszych człowieczo redakcyjkach, trzepią te setki fotek z zakorkowanego miasta i robią fotki kropli deszczu na szybie „ilustrujące burzę”. Potem szef redakcyjki jednym klikiem wywala całą kartę przesłaną do bazy i umieszcza ’embedem’ pod wpisem równie ambitnego dziennikarza. I mamy fotografię prasową. Wszystko to wiecie. Zżymałem się na to nie raz, nie ja jeden i nie będę pewnie ostatni.

Ale fotografia prasowa trwa. Znaczy nadal się ją tak nazywa. Jedni podtrzymują zasadność uprawiania tego zawodu argumentem nie do zbicia, że zmienił się wyłącznie nośnik zdjęć, ale umieć je robić trzeba nadal. I to jest miejsce, w którym bym sobie ciut popolemizował.

Czy trzeba umieć robić zdjęcia prasowe w 2014 roku?

Czy wyniki World Press Photo 2014 udowadniają, że nadal istnieje zawód fotoreportera prasowego?

Tegoroczny maraton wyników i podsumowań w fotografii prasowej zaczął się od wysokiego C. Wyniki POYi , opisywane dość mocno sceptycznie przeze mnie, pokazały łatwe do przewidzenia kierunki tegorocznych dróżek, którymi podążają kolejni członkowie, kolejnych jury. Nie dziwi to akurat wcale, bo wydarzenia 2013 roku określiły zdecydowanie co było ważne dla świata, społeczeństw. Z tej perspektywy, akcenty wskazań zwycięzców obu tych konkursów są zrozumiałe i prawidłowe w sumie. Różni je jednak dość istotny szczegół. Na listę zastrzeżeń do WPP2014 jedni wpiszą, że politycznie poprawne to, że uładzone, że WPP stara się nie epatować cierpieniem i trochę oszukuje ludzi robiąc z wojny poetycki esej, że działają pod wpływem presji i nacisków. Inni dorzucą do wyników POY dokładnie odwrotnie na plus: że odważnie, że prawdziwie, że bez otoczki i filtra zmiękczającego, że do bólu, bo takie jest życie i taka jest prawda.

I w sumie każdy będzie miał rację.

Podobają się Wam wyniki WPP2014? Kategorii macie tyle, że każdy znajdzie zadowalający go fragment fotografii prasowej. Spektrum szerokie. Zacznę może od Portretu. Ot takie tam pstrykanie. A wiecie, że obecnie wykonanie autorskiego portretu w Polsce to nie lada problem? :) Autorskiego! Propozycja cenowa na poziomie 200-300zł za portret pojedynczy spotyka się z głuchnącym długo w słuchawce śmiechem interesanta: – Oszalał Pan!?

Ale w prasówce, portret to rzecz codzienna. Szczególnie, gdy podzieli się kategorię na dwie osobne: pozowany i niepozowany. W tej drugej, niepozowanej, urzekła mnie prosta i nienasycona bajerami technicznymi i sztuczkami opowiastka prosta Carli Cogelman o dwóch siostrach. Kurcze, czyż to nie jest esencja tego, co fotografia potrafi pokazać?! Czepianie się, że to banalne jest najlepszym dowodem, że ogłupieliśmy zupełnie zdemoralizowani fajerwerkami serwowanymi przez fotografię ostatnio.

I te samo zdanie co powyżej mógłbym przekleić tuta pod drugą nagrodę w tej kategorii: Transylvania. Mógłbym, ale nie mogę :) Bo mi się to kompletnie nie podoba. Jest puste i bazuje wyłącznie na stale eksploatowanym widoku życia ludzi, którzy nie wtłoczeni jeszcze w cywilizację miast, po prostu żyją sobie. Tylko w tym materiale ja niewiele widzę, poza klasycznymi, wyciskaczami ochów w stylu: jakże oni tam żyją (powiada zamożna Niemka oglądając na iPadzie wyniki). Słaby to materiał.Takimi decyzjami zaskakuje mnie jury.

Ta sama (skądinąd znana) autorka dostała jeszcze nagrodę za pojedyncza fotkę. Tutaj już nie będę się rozwodził, bo myślałem, że moda na takie klimaty odeszła 2-3 lata temu po szale na takie „naturalne portrety”. Jednak nie. Poza tym, jest oczywiście ktoś z deformacjami (standard) w sumie  – proszę nie pisać, że jestem nieczułym bydlęciem – po prostu analizuje. No i jest ślub tradycyjny, inny niż wszystkie. W sumie co rok, to prorok z takimi tematami.

Pozowane portrety są w tym roku tak słabe, że nie chcę mi się nic pisać. Esej o naturystach beznadziejny i pusty. Fotki synów kulturystów wygrał, bo sam pomył jest unikatowy, ale wykonanie mierne, no i w Egipcie… polityka panie! :) W pamięci pozostają niewidomi chłopcy z Indii.

Wejdźmy na tereny rzeki właściwej. Wejdźmy do koryta rzeki prasowej. Spot News. Podoba się Wam? Co my tu mamy…?

Mamy „ostatnie objęcie” – fotografia ikona. fotografia zabijająca wszelkie komentarze. Fotografia pełna i dopełniająca. Opowiada, ilustruje i wnika w głowę. Okrutna, ale i czuła. Liryczna, ale i odrażająca bezpośredniością. Fotograf zawłaszczył sobie ostatni uścisk tych ludzi. Jednym zdjęciem odebrał im prawo do pozostania tylko ze sobą. Taka robota powiecie. Może i tak. Doceniam zdjęcie ze względu na sytuację, moment, ale uciekam wzrokiem. Nie chcę być trzecim do tego objęcia.

Mamy też ikoniczną fotografię klęski. Tajfun przeszedł. Kompozycja obrazu, plany, światło. Wszystko układa się tutaj w wybitne zdjęcie prasowe ilustracyjne. Nawet wiatr we włosach jest zgodnie z tematem zdjęcia. Rzetelny kawał roboty fotoreportera. Tuż obok Boston, który z racji miejsca i ilości fotoreporterów musiał się pojawić. Na WPP jest on jednak jedynie delikatnym akcentem. Wyłapanym przecinkiem w całej opowieści o tym dniu w Bostonie, które znalazło się na czołówkach światowej prasy. W POYi wskazano mocniejszy akcent, bardziej bezpośredni. WPP podeszło bardziej eseistycznie do tematu – na zdjęciu jest widok ogólny, który pokazuje skalę wydarzenia, jest klimat rumowiska, jest w końcu faga… flaga amerykańska w górze! Przekrzywiony kadr dynamizuje plany, które układają się w perspektywę. Może mnie nie powala, ale też nie odrzucam. Potem jest Syria i wybrany jeden moment z tej dramatycznej wojny. I przyznam szczerze, że ta metoda się zawsze sprawdza. Nie starajmy się opowiadać o całym złu tego świata. Pokażmy całe zło świata w jednej scenie, krótkim opowiadaniu. I chociaż sfotografowanie agonii człowieka i ciągnięcia zwłok po ulicy nie jest dla mnie wartością samą w sobie, to jednak doceniam. Może odwagę fotoreportera po prostu. Może z szacunku nad śmiercią.

Daily Life. Coś, co powinno być esencją umiejętnego wykorzystania faktu, bycia fotoreporterem. Dostępu do okoliczności i zdarzeń, które zamknięte są przed zwykłymi ludźmi. Tutaj można popisać się pomysłowością w znalezieniu tematu. I kunsztem pokazania go na filmie. Ups… na pikselach. Pierwsze miejsce zajęli Birmańscy żołnierze „opłakujący” śmierć  towarzysza. Światełko zagrało. Canonowska 35mm na f:1,4 i Mark III zrobiły resztę :) Tyle w skrócie. Drugie miejsce kolejny pogrzeb – Syria. Blik, spojrzenia, moment. Uwagę w tej kategorii zwracam na niedopracowany materiał Occupied Pleasures. Niedopracowany, bo chyba źle wyedytowany trochę. Nierówny. Po kliknięciu spodziewam się fajnego rozwinięcia, a ze dwa razy wpadam w dziurę narracyjną. Nie wiem co oglądam.

Tak słabej kategorii Sports nie było na WPP od lat. Pierwsza i druga nagroda kompletnie do mnie nie gadają. Szkoda, bo Polakowi się dostało srebro. Wyjadacz sportowych aren i olimpijskich boisk, Al Bello złapał Djokovica w fajnej kontrze, ale żeby od razu  nagroda..? Rozczarowanie. A takie serie to ja już widziałem chyba z 10 razy na tym konkursie i nie wiem jaki jest klucz, że co roku się to samo nagradza…? Klasycznie piękne zdjęcie z nurkowania wynagradza trochę przegląd sportu. Zupełnie podobnie mam w Naturze, nie dostrzegam wysokich lotów poza wiadomo Kim ?:) I tutaj muszę się bić w pierś, bo parę lat temu powiedziałem Kacprowi, że tego typu fotografia ma swoje 5 minut i koniec. Jego 5 minut trwa ładnych parę lat już :)

Rzuciłem okiem na General News jeszcze i powinienem wspomnieć o Gaza Blackout… fajnie zrobione.

No i w sumie finiszujemy. Spójrzmy na laureata tegorocznego WPP2014. Światło komórki rozświetla nadzieją głębokie cienie cywilizacyjnego dramatu. Pięknie co.. ?:) Gdybyście zrobili to zdjęcie lat temu 10 to wyszłyby Wam jedynie czarno-czarne klatki. Przy ISO 10.000, którego użył autor wszystko jest pięknie nasycone. I jak tutaj nie wierzyć w reklamowe slogany, że im większa czułość i idący za nim akceptowalny obraz, tym bardziej warto mieć ten lub owen aparat :)! A na poważnie… podoba mi się bardzo to zdjęcie. Nie będę zrzędził. Jest jakieś, jest melancholijne, choć opowiada o trudnym temacie Jest śmieszne. Jest pomysłowe. Jest elegancko zakomponowane, a to już obecnie luksus. Jest akurat.

Uff… nie wiedziałem, że się tak rozpiszę. Pozdrawiam fotoreporterów. Tych, którzy jeszcze coś potrafią.

Opowiadajcie ilustrując i ilustrujcie opowiadając. Tylko tyle. Aż tyle.

WPP 2014, fot. John Stanmeyer

3 komentarze
  • MW

    przeczytalem to zdanie „Takimi decyzjami zaskakuje mnie jury.” i zaczelem sie bac, czy aby zaraz nie bedzie czegos o innych konkursach :D

    Ale tak ogolnie to sie zgadzam, Carla Kogelman warta zapamietania, choc estetyka przypominajaca inne kontrowersyjne zdjecia z ta tematyka.

  • Universum Vicerosum

    Banalizujesz i bagatelizujesz za wszystkie czasy. Fotografia dla Ciebie taka piękna ale jednak nie. „A może tak a może tak a może nie. Kto to wie.” Jeśli masz zamiar gardzić tymi co nagrodzeni mimo, że już to widziałeś (bo wkońcu znasz wszystkie annały wpp i wszystkie przejrzałeś zanim cokolwiek napisałeś) to może od razu porównaj to do całej historii fotografii. Poza tym pogadanki co modne a nie modne w foto to mógłbys sobie podarować, chyba że prowadzisz blog fashion…

Komentowanie zamknięte.