Joseph Vavak from Nebraska

150 150 FotoPropaganda

Ciągnę trochę trynd, który ostatnio króluje wśród fotograficznej ambitnej grupy tych, którzy raczej mistrzami nie zostaną, bo wszytko, co w tej kategorii mogło powstać wybitnego już powstało.

Fotografia przestrzeni.

Naturalnie jak każda z wierzchu wydająca się na prosta rzecz, tak i ta działka fotografii nie jest aż tak prosta jak widać na efektach. Wymaga pewnej konsekwencji, pewnego powrozu, który założymy sobie na nasze artystyczne zapędy. Musimy przestrzegać określonych zasad kompozycji, szukać specyficznych miejsc i potrafić wyodrębnić je niejako z kontekstu. Bo kontekstem staje się nasz cykl fotografii.

Joseph Vavak jest takim poszukiwaczem kontekstów w tej działce. Jego projekt „ninety-three” (Blurb) poświęcony stanowi Nebraska i jego 93 hrabstwom buduje opowieść o tym 37. stanie Ameryki wcielonym po wojnie secesyjnej w jej granice. Zapewne nie jest przypadkiem, że nazwisko autora nosi dla nas dziwnie przyjemne czeskie brzmienie, bo stan Nebraska jest mekką czeskich imigrantów. Ten leżący w samym środku USA stan nadaje się do fotografowania jak żaden inny pod kątem dziedziny, która uprawia Józek.

Ale zdjęcia Vavaka są trochę bardziej ludzkie niż mogło by się wydawać. Te 93 fotografie są na przemian krótkimi opowieściami, na przemian jedynie zestawem znaków, które spotkał. W zlinkowanym wydawnictwie Blurb na stronie 13 jest świetne zdjęcie-uzupełniacz. Trochę wprawdzie za dużo tutaj prostych złożeń albumowych, ale pewnie w całości wygląda to lepiej.

Joseph Vavak, "ninety-three", Blurb

Joseph Vavak, „ninety-three”, Blurb

Na stronie inne projekty Josepha.  Polecam Wam tego autora.

http://josephvavak.blogspot.com/

https://www.facebook.com/josephvavak

http://www.somedaynever.com/biography.html

4 komentarze
  • Wojtek Wilczyk

    Chyba się mistrzu nieco przeceniasz… Andrzej nie musi „gościć na FP”. Robi swoje projekty, wydaje książki, ma wystawy. Myślę, że jest artystą spełnionym. W dedykowanym mu tekście Marcelego Szpaka jest – jak mi się wydaje – sporo autoironi i przekory, w przeciwnym razie byłby to rodzaj manifestu eunucha… ;)
    Mam też wrażenie po lekturze kilku Twoich postów, że z tą znajomością Shore’a (którego naśladowanie niesłusznie imputujesz Andrzejowi) jesteś trochę na bakier, bo „Uncommon Places”, ta – jak to się pisze w prasie fachowej – „biblia fotografów”, to jest tylko pewien etap w jego twórczości. I nic nie zostało tu powiedziane raz na zawsze, zresztą kolejne edycje albumu różnią się zawartością.
    Więc i „after Shore”, i „after Soth”, czy wreszcie „after Schutmaat” sprawa jest otwarta. Wszystko zależy, jak się taki zapis zrobi. W moim przekonaniu „Lisbon-Moscow” to świetny zapis, ale oczywiście nie musi Ci się podobać.

Komentowanie zamknięte.