Męczy mnie typologia

150 150 FotoPropaganda

Coraz bardziej. Zanim tak na dobre pojąłem po co w ogóle robi się projekty fotograficzne, których celem jest pewna systematyzacja zbiorów czegoś (nawet zjawisk) wizualnie atrakcyjnego dla fotografa, to otwierając lodówkę z filmami bałem się, że zobaczę znowu cykl zdjęć domów, podwórek, napisów na ścianie czy innych koszy na śmieci sfotografowanych w ilości 500!

Nie rozumiem typologi wcale. Ani jako nauki ogólnie, ani jako zjawiska, które wkroczyło do fotografii dawno temu, a ostatnimi laty przeżywa istny renesans. Fotograficznie pojmuje, że mamy teraz okres post-PRL’owski i dla wielu młodych ludzi (niestety nie mogę się doń zaliczyć) wielce atrakcyjne są takie klasyczne typologie jak stare budynki, rozwalone fabryki, umarłe dzielnice itp. Nie dość, że są one atrakcyjne wizualnie, to w dodatku jest ich dużo i zawsze ładnie to wygląda, jak fotograf „reanimuje, rewitalizuje wizualnie” lub tylko zgłasza ich obecność szerszemu odbiorcy.

Oto ja, fotograf mam w dorobku sfotografowanych tysiąc drzwi wejściowych na klatki schodowe na osiedlu tysiąclecia! Istny manifest typologiczny!

Nawet mi się to podobało. Przez pierwsze 3 projekty. Potem, wspomniana lodówka zaczęła pękać w szwach, a coraz to nowsze typologie obejmujące coraz to dziwniejsze zjawiska i przedmioty, po prostu mnie zaczęły mdlić. Na blogu „hiperrealizm” Wojtka Wilczyka ukazała się notatka o projekcie Macieja Rawluka „12.000 domów„. Maciej doszukał się informacji, że tyle domów jest w Łodzi i chce je wszystkie sfotografować. Jak leci. Na wprost. Jak zaznacza Wojtek, z prostymi ścianami, używając szkła shift-tilt. O tyle podkreślam tę uwagę Wilczyka, bo w komentarzach do Jego wpisu ktoś zwrócił słusznie uwagę, że plan Macieja od lat wykonuje już… Google Street.

Gdy przeczytałem ten komentarz o Google uznałem go w pierwszym odruchu za śmieszny, ironiczny i kompletnie nie na miejscu w sumie, bo spłycił wielki pomysł Macieja do jakiś automatycznych fotek z samochodu. A jednak. Lezał mi w głowie gdzieś ten komentarz i coraz bardziej staje się on zupełnie rozsądny.

Zastanówmy się, co nam da wykonanie 12.000 zdjęć domów w Łodzi? Co komukolwiek to da?! Nie chodzi tutaj o cykl opuszczonych domów przez magnatów, fabrykantów dawnej Łodzi. Nie chodzi o podkreślenie piękna Łodzi. Nie chodzi o podkreślenie brzydoty Łodzi, bo domy niektóre są piękne. Co więc zyskamy jako odbiorcy tego dzieła, my oglądacze!?

Zakładam również, że nikt, ale to nikt nie będzie w stanie oglądnąć tych 12.000 zdjęć. Po co więc Maciej robi coś takiego? Jaki to ma sens typologiczny. Szczególnie, że gdyby podejść do tego wyłącznie ilościowo, to Maciej faktycznie nie ma szans z Google Street, które jest największym typologiom wśród fotografów! :)

Nie ujmując nic pomysłowi Macieja, odbieram to jako prace czysto techniczną. Kompletnie nie typologiczną. Wynikiem typologicznego podejścia powinna chyba być jakaś systematyka, zbudowanie pewnej uszeregowanej aparatury pojęciowej i zjawisku czy przedmiotach fotografowanych. Co nam da 12.000 fotek nie oglądanych przez nikogo?

Cóż… portret to jest naprawdę bułka z masłem przy tych filozoficzno-naukowych cyklach. Proste jak drut. Siedzi gość i robisz fotkę. A tutaj?! Ileż to się trzeba natrudzić umysłowo by zbudować prawdziwą i dająca się oglądać typologię!

28 komentarzy
  • WW

    No ale, jak byłeś na jego blogu, to widziałeś, że to nie tylko fasady są… Co da/co może dać sfotografowanie wszystkich elewacji łódzkich czynszówek? Pożyjemy, zobaczymy ;)
    Kwestia istona, jak taki projekt może funkcjonować w odbiorze, w jakiej formie udostępnić tego rodzaju archiwum? Zapewne nie w postaci kompletnego wydania albumowego ;)
    To jest na pewno utopijne przedsięwzięcie, trochę jak „Paryskie pasaże” Benjamina… Ale czy to oznacza, że nie należy tego robić? Czy też, spróbować to zrobić.
    Myślę jednak, że nie będzie to rygorystyczna od strony formalnej typologia (o ile w ogóle typologia?), bo sam charakter fotografowaych obiektów na to nie pozwala, więc o nuda tutaj raczej nie grozi.
    Był taki projekt sponsorowany przez koncern VNG pt. „Archiw der Wierklichkeit”, w ramach którego fotografowie (główie po lipskiej HGB) zrobili topograficzny zapis terenów wschodnioiemieckich landów (lata 1992-2003). „Archiwum rzeczywistości”, fajny tytuł oraz idea działania.
    A w Polsce tego rodzaju zapisów niebyło… No może poza (ale nie na taką skalę) „Hometown” Krzyśka Zielińskiego. I od razu Marek Grygiel wydał z siebie krytyczne parsknięcie, że to „postbecherowszczyzna”…
    Na koniec, nie kontestuj(my) tak typologicznego podejścia, wszak to ono otwarło galerie i muzea sztuki na tematykę industrialną i fotografie terenów zurbanizowanych ;))

  • alekw

    O właśnie! Napisałęm już na FB, więc tu powtórzę IMHO to wcale nie jest typologia. Pytanie kiedy coś jest typologią? IMHO wynika to jedynie z założeń autora. Innymi słowy projekt „1000 drzwi” typologią wcale być nie musi.
    Słowo klucz dla „12 000” podał Wojtek: archiwum.

  • iczek

    Wojtku,

    Nie napisałem nigdzie, że nie warto tego robić. Zadałem pytanie – po co to robić? To jest trochę inna kategoria negacji. Taka lekka negacja :)
    Podobało mi się, jak wyliczyłeś ile kosztowałby ten projekt, gdyby Maciej zechciał zanurzyć się w jedynie rozsądnej i nadającej się do tego typu fotografii techniczne kamery pokłonowej. Substytuty szkieł z tiltem jednak gubią plastykę wielkich formatów. Twoje wyliczenie uświadomiło mi, że ten projekt to tylko skala. A mnie „skala” wraz z wiekiem jakoś coraz mniej interesuje… :) Obyś Ty tak nie miał.
    „Stand Land Ost” VNG bo chyba o tym piszesz to jednak kompletnie co innego.
    http://www.vng.de/vng_art/fotografie/index.htm
    Mam wrażenie, że widoczna jest tutaj zasadnicza różnica w podejściu i samych zdjęciach. Nie przykładałbym kalki do pracy z Łodzi.
    W każdym razie, zaczynam miec obawy czy kolejna „udawana” typologia typu „robię 100 wózków spacerowych z dziećmi w środku” ma nadal sens w dobie wszechogarniającej nas typologii internetowej i komórkowej…? Wszystko prawie zostało sfotografowane. Jeśli nie w sposób typologiczny, systematyczny, to z pewnoscią przez przypadek lub kamera przemysłową… :)

  • WW

    Jeśli o mnie chodzi, gdybym zdecydował się na Łódź i zapewne robił to przynajmniej w dużej części kamerą 4×5″, koszty nie odgrywałyby jednak aż takiej roli, zwłaszcza, że tak naprawdę to jest projekt na całe życie… A np. „Niewinne oko” zrobiłem wykladając własną kasę.
    Co do „Stand Land Ost”, to jest to podtytuł jednego z albumów, które wydało VNG. Tytuł brzmiał „VorOrt” i jest bardzo fajnie pojemny semantycznie… Ale nie o to idzie, otóż myślę, że Maciej w swoim działaniu jest bliżej idei „Archiw der Wierklichkeit”, niż Ci się to wydaje.
    I jest spora różnica – przyznasz – między zrobieniem „typologii wózków dziecięcych”, a fotografowanie domów w Łodzi. Takie zdjęcia trochę inaczej znaczą.
    Projekt jest na etapie „work in progress” (jak to się zwykle makaroznizuje w notach prasowych i katalogach), więc ostatecznie nie wiemy, co z niego wyniknie. Oglądając zdjęcia udostępnione do tej pory, można jednak przypuszczać, że będzie to co najmniej inetresująca rzecz.
    I jeszcze jedno a propos typologii. Otóż takie ujęcie jest możliwe nie tylko ze względu na charakter fotografowanych obiektów (masowo produkowane wytwory cywilizacji przemysłowej nadają się tu idealnie), ale też dlatego, że sama kamera fotograficzna „typologizuje” i trochę wymusza takie podejście. To jest zapewne „zapisane w programie aparatu”, jakby powiedział Vilem Flusser.

  • jeziorek

    Jak juz Flusser został wywołany to warto w tym kontekście przypomnieć definicję przez niego napisaną : fotograf „człowiek, który stara się wprowadzić do obrazu informacje nieprzewidziane w programie aparatu fotograficznego”
    Straszna i okrutna to definicja :)

  • K

    Problem leży nie w typologii jako skądinąd interesującej metodzie rodzącej problemy, wyzwania oraz możliwości, lecz… w autorze, czy też – jak to pisał Flusser – „funkcjonariuszu”. Mnie ten cykl o kamienicach kojarzy się właśnie z pracą takiego funkcjonariusza. 1500% nudnej normy… a na dodatek można pomarudzić o technikaliach, bo cyfrówką jednak da się to zrobić znacznie lepiej niż na tych zdjęciach. No ale nic, bach, bach, bach, a może bęc – będzie kolejna książka. Pogadamy jak zobaczymy.

  • Maciej Rawluk

    Podjęcie się sfotografowania łódzkich kamienic (nie domów), to jak pisałem na blogu, rodzaj swoistej inwentaryzacji. Dlaczego ważnej, zaraz odpowiem. Równie istotne jest dla mnie to „co dowiaduję się” w trakcie realizacji projektu. Takie „wydestylowane” z całości frakcje stają się samodzielnymi tematami. I na dwanascietysiecy.blogspot.com widać już taki potencjał. Wracając do „inwentaryzacji”, uważam, że ma ona kapitalne znaczenie. Po pierwsze sama kamienica jest warta uwagi, choćby jako szczególny sposób organizowania przestrzeni. Wyznacza je aż trzy. Jakie to miejskie przestrzenie? Pierwsza, tworzona przez fasady jest publiczna – to miasto; druga to przestrzeń mieszkań – prywatna; trzecia przestrzeń podwórek – przestrzeń sąsiedzka. Po drugie, kamienice dla Łodzi mają znaczenie pierwszoplanowe. Łódź to kamienice. To głównie one tworzą wizualną specyfikę tego miejsca jako miasta oryginalnego i to nie tylko w skali Polski.
    Istotny jest też moment podjęcia tematyki. Mamy bowiem do czynienia ze szczególnym okresem. Duża część budynków nie jest ratowana za wszelką cenę i znika. Innym elementem wskazującym na potrzebę takich działań są ostatnio wykonywane na większą skalę remonty. Bo choć są te remonty niezbędne, to zacierają nieodwracalnie komunikat odciśnięty na fasadach budynków. Kamienice stają się znów „piękne” i „nowe”. A typologia? Nie użyłem na razie tego słowa w opisie projektu, ale nie trudno zauważyć, że zbiór taki może być typologią. I systematyzować można go na różne sposoby. Ilość, wielkość, wiek, stan, oraz bardziej subtelne kategorie. Poza tym uważny obserwator zauważy na fotografiach znacznie więcej niż tylko formę budynku. A dla mnie „inwentaryzacja” jest jak wspomniałem ważną, ale tylko częścią projektu.

  • iczek

    Moze i macie racje, ale mam wrazenie ze argument „za sto lat” na etapie rozowju cywilizacji w XXI wieku to juz jednak nie jest tak skuteczny.
    Maciejowi dziekuje za wyjasnienie zalozen projektu i zycze powodzenia!

  • Andrzej Maciejewski

    Zupelnie nie rozumiem o co chodzi w tej dyskusji. O to czy warto? A co to ma za znaczenie dla kogos kto akurat tego nie robi. Czy warto? Widac aurotwi warto skoro to robi. I chwala mu za to ze zamiast debatowac czy warto czy moze nie warto, a moze jednak warto bylo ale juz a pozno bo stracilem 20 lat na myslenie czy warto – zamiast gadac – robi. A co z tego bedzie za sto lat czy jutro , czy jest to typologia czy moze nie jest – to jest bez znaczenia. Wielu fotografow nie zastanawialo sie czy warto kiedy brali sie za przedsiewziecia ktore wszystkim dookolo wydawaly sie po prostu bzdura. Teraz, po jakims czasie ogladamy i mowimy 0, geniusz, o, jaki wspanialy dokument. Moge sie zalozyc ze taki sam argument mozna bylo dac na przyklad Sanderowi w jego czasach – czy to warto?

    Zamiast kogos zniechecac bzdurnymi dywagacjami na temat czy to warto czy nie warto mylse ze raczej powinnismy sie bardzo cieszyc i wspierac ludzi ktorzy robia rzeczy ktorych „nie warto” robic.

    Warto, skoro jest ktos kto jest w stanie poswiecic na to tyle czasu i energii jak Maciek. I ja mu dopinguje i gratuluje.

  • K

    „Work in progress” to jakaś „trendy” sprawa… Tylko po co pokazywać innym coś, co ledwo zostało poczęte i nie jest nawet w wieku niemowlęcym? Żeby zaznaczyć teren, dać sygnał „nie róbcie tego, co ja”, czy też w oczekiwaniu na interakcję z potencjalnymi widzami, dzielącymi się swoimi wrażeniami? Pewno wszytkiego po trochu. Jeśli tak, to autor powinien także liczyć się z krytyką tego, co robi, bo na wstępnym etapie można wstępnie zniechęcić się do owoców jego działań. Prawem odbiorcy jest wyrażenie opinii. A że jednemu nie podoba się fotogenia, innemu maniera new topographics to już inna bajka… Z każdej, także anonimowej (o ile nie jest wulgarna i ad personam), opinii można sobie coś pozytywnego odfiltrować. Zresztą, jeśli założył sobie 12 000 zdjęć podobnych do siebie obiektów (tematyczny hardkor sam w sobie) to chyba jednak jest zdeterminowany i jakieś tam internetowe dyskusje nie odwiodą go od realizacji celu?:) Pisanie o „bzdurnych dywagacjach” i mieszanie do tego Sandera (??), to chyba jakiś żart?:)

    Z tego, co przeczytałem koncepcja nie jest sztywna i Maciej sprawia wrażenie osoby otwartej – także życzę mu powodzenia i jestem ciekaw efektów pracy, ale tak po ok. 2 setce kamienic :)

  • K

    Na koniec taką ciekawostkę jeszcze zalinkuję:

    http://bloguisimo.com/exposicion-de-arte-ojo-del-culo/

    Nie ma ona nic wspólnego z Maćkiem ani jego projektem, a także moim stosunkiem do jego prac. Jest to wystawa pewnego portugalskiego (?) autora, którego (jak w tytule) bardzo męczyły typologie… Tylko jak interpretować wytwory jego pracy – jako coś serio, czy jednak jako drwinę z typo-metodologii? :)

  • Wojtek Wilczyk

    Ożeszkurwajapierdolę… Pojechałeś kolego „K”.
    Czy to nie Warchol zrobił serię rysunków pt. „Kolekcja ptaków”? Chyba on.
    Aczkolwiek prace Portugalczyka pasują idealnie na jakiś polski festiwal fotografii ;)

    Jeśli idzie o projekt Macieja, to myślę, że to pokazywanie procesu fotografowania może być (tutaj jest) fajnym patentem, oczywiście wszystko zależy od tego, czy jest co pokazywać.
    A blog to dobra platforma do takiej akcji. W przypadku Łodzi i jej długich ulic można robić np. monografie takich arterii. Co ciekawe, w mieście gdzie działa od lat WSF i ma wydział fotografii nikt czegoś takiego nie zrobił. „Typologia jest nudna”…
    Jeśli idzie zaś o pokazywania na wystawach projektów w stanie „work in progress” to też zależy, czy ma się coś do zaprezentowania… ;))

  • iczek

    No nie! Zapowiadala sie fajna sobota z 6×7 i mgiełką, a teraz mam przed oczami jeno te odbyty. Kolega „K” zlituj się! :)
    Nie przeskocze tego. A myslalem ze nie wszystko da sie wrzucic do galerii:)

  • zoe

    Gdyby nie podobna w formie (choć pewnie odmienna w założeniach) praca przedwojennych, niemieckich fotografów z Gdańska, nie udałby się szalony i dla niektórych kontrowersyjny pomysł odbudowy gdańskiej „starówki”. Dziś w miejscu Starego i Głównego Miasta byłby betonowe, 2 piętrowe klocki robotnicze. Nigdy nie wiadomo do czego mogą przydać się takie, na pierwszy rzut oka, niepotrzebne prace.

  • K

    WW – a dlaczego nie akurat niemiecki? MZ tam pasowałyby lepiej, przecież to – jak by nie było – ojczyzna typologii ;) Czy aż tak bardzo pojechałem z tym linkiem?:) A np. na wystawie „Efekt czerwonych oczu” to niektórzy autorzy nie pojechali z mandalami-fotomontażami? ;) Że już „typologii sentymentalnych” nie wspomnę, bo to zbyt „sentymentalne” i w obliczu wystawy Portugalczyka „cieniutkie” ;)
    Iczku, przykro mi, że „jaskiniowe” obrazy wryły Ci się z pamięć. Mam nadzieję, że jednak mimo wszystko coś się z tą mgiełką udało ;)
    Jeszcze na koniec o google steet view. Jest z tym kilka problemów – o rozdzielczości już pisano. Można to przeskoczyć, robiąc samemu panoramy 3D czy nawet całe wirtualne wycieczki w wysokiej rozdziałce. Zostaje jednak jeszcze problem sposobu utrwalenia obrazu, a właściwie jego odczytu, np. po 20 latach. I tu już jest, pomimo XXI w., nadal pod górkę. Dlatego projekty wydawnicze, pomimo całej swej nieopłacalności i braku poczytności, to jednak cały czas sprawa warta zachodu-wschodu-południa-północy…

  • Mateusz

    Ciekawe, jak bardzo dynamiczna jest fotografia. Google sporo zmieniło, kto wie jaką wagę będą miały omawiane przez Was projekty (nie mam na myśli dziur od K! Wprasowałeś mi te obrazy w mózg :/ Kto wie, czy to nie jedna z niewielu części ciała, która cywilizacyjnie i ewolucyjnie nie podlega specjalnym modyfikacjom… niczym morskie fotografie Sugimoto ;)

    Pod względem współczesnej dokumentacji fotograficznej całkiem nieźle ma się Dolny Śląsk, a w szczególności Wrocław. Serwis http://dolny-slask.org.pl/ kładzie ostatnio mocny nacisk na architektoniczne „piony i poziomy”, a tym samym fotografie miejskiej zabudowy mają ściśle dokumentacyjny charakter. W pewnym sensie takie projekty są sobie bliskie – autorski z Łodzi i zbiorowy z Wrocławia. To ciekawe zjawisko w fotografii, kiedy łączą się dwie postawy. Pytanie też czy istniałaby indywidualna potrzeba na projekt sfotografowania wszystkich kamienic, gdyby w Łodzi była prężnie działająca grupa podobna do tej wrocławskiej.

  • K

    Mateusz, no cóż, z tymi częściami ciała jest dosyć zabawna historia, bo jedne służą dawaniu życia, a te inne to rzycie ;) I spokojnie ze sobą sąsiadują – samo życie ;)

    Zalinkowany portal b.ciekawy. Grupa rzeczywiście prężnie i sensownie działająca. Ciekawe tylko czy drukują rezultaty swoich działań, bo nie wiadomo, czy za 20-30 lat będzie można otworzyć jpga ;)

    Twoje pytanie wiedzie mnie do innego pytania, które prasuje mój mózg od jakiegoś czasu, o… sens fotograficznych działań wszelakich ;)

  • Wojtek Wilczyk

    Nie no, jest jednak subtelna różnica między pussy-mandalami Maurycego Gomulickiego, a tym dziurami w dupie…
    Jeżeli jednak tego nie dostrzegasz, to może faktycznie daj sobie spokój z fotografią.

  • K

    WW, hehe, no ciekawe ciekawe… Dla mnie jednak Gomulicki to nieciekawe zjawisko, niepotrzebnie zawracające swoją „twórczością” ludzkie dziury i pies sikał na jego pomnik w Tarnowie ;)
    Co do fotografii, dobrze by było gdybyś – zamiast udzielać komuś rad – zajął się tylko nią. Bo widzę, że po tej serii dokumentującej kibolskie napisy biegle opanowałeś także język tych „towarzyszy”, czego czasem dajesz dowód w necie ;)

  • Wojtek Wilczyk

    W przeciwieństwie do Ciebie towarzyszu „K” działam z jawnie… Twoje anonimowe uwagi na jakikolwiek temat są bez wartości, bo jesteś tylko jednym z wielu sfrustrowanych sieciowych hejterów. Z tego co piszesz wynika też, że z samą fotografią u Ciebie nie za tęgo (choć mimo wszystko wolałbym to zobaczyć…). Poza tym mam wrażenie, że Cię swego czasu zbanowałem u siebie na blogu.
    Więcej odwagi ;))

  • A.Mason

    Moim zdaniem subtelność różnicy pomiędzy Gomulickim i tym (chyba) Hiszpanem to kwestia gustu. Według mnie obaj przekraczają granicę, tylko jeden posunął się w tym nieco dalej. Podejrzewam też, że obaj dorabiają do tego równie wydumaną ideologię.
    Takie ich prawo.
    Ale prawem odbiorcy jest uznać, że dostarcza mu się gówno.

    A do tematu typologii – na dłuższą metę nuży ona przez swoją monotonność. Czy podobnych odczuć nie będziemy mieli widząc setny, tysięczny portret zrobiony w ten sam sposób, przez jednego fotografa? Jeśli na projekt spojrzy się tak, jakby się patrzyło pierwszy raz na takie coś, sposób odbioru zmienia się?
    Popełniamy błąd oceniając takie cykle jako dzieła sztuki. Moim zdaniem wtórność i monotonia takich fotografii (o ile nie ma tam czegoś więcej niż dobry warsztat) powinna wykluczać je z takich rozważań. Bo dobry dokument nie musi być wybitny i oryginalny, nie taka jest jego rola.
    Dlaczego warto tworzyć takie cykle pomimo że Googiel już działa? Bo to fotograf wybiera czas, kadr i ustawienia, kiedy robi zdjęcie.

  • K

    Czuły Wojtku, to czy się podpisuję K czy W, lub nawet WW, czy też pełnym imieniem i nazwiskiem to mój wybór i „problem”. Nie jestem wulgarny (w przeciwieństwie do Ciebie), nie jestem hejterem ani politycznym sprzedawczykiem, nie jestem też frustratem. Odwagi i energii mi nie brakuje (chcesz sprawdzić na żywo, ale w studio?) :) Twój blog jest mi obojętny. Reklamujesz tam „nowości” sprzed ponad 40 lat, zarzucając przy tym klasykom anachronizm. Wypisujesz też różne inne bajeczki (często historyczne), których motywacja powstania jest dla mnie niepojęta… Tak że wolę tam nie zaglądać.
    Co do fotografii – pilnuj siebie, będziesz w niebie (nawet tym ateistycznym). Tylko niech Ci się nie wydaje, że złapałeś Pana Boga za nogi :) A to, że pies sikał na pomnik Gomulickiego to żadna metafora – autentyczna historia ;)

  • K

    No pięknie, jak coś nie pomyśli, albo brak argumentów to trzeba zdyskredytować rozmówcę -nazwać trolem, albo jakimś jeszcze innym określeniem. No cóż, człowieczyku, po raz kolejny pokazujesz swoją „klasę”. Gdybym podpisywał się tutaj z imienia i nazwiska, to po takim tekście pozwałbym Cię do sądu tak dla zasady. Nie podpisałem się, upiekło Ci się zatem. Ciesz się i módl, żebyśmy się kiedyś nie spotkali.

Komentowanie zamknięte.