Wnoszenie czegoś

150 150 FotoPropaganda

Tytuł posta jest ordynarny. Wprost i bez dwuznaczności żadnych. Zupełnie inaczej niż niektóre wspaniałe złote myśli publikowane na ścianach budynków. Jak na przykład:

fot

Ściany spotykane na zewnątrz są dokładnie tym samym, czym portale społecznościowe w sieci. Każdy może nabazgrać co chce i oznajmić światu, że zna prawdę jedynie jemu wyświetloną w zakamarkach cywilizacyjnego rozwoju. Jakoś nas to nie razi. Ot, po prostu zapamiętujemy lub puszczamy „mimo oczu” te wynalazki. Jednak od czasu do czasu, zatrzymamy się o chwilę pomyślimy.

Ja akurat robiąc to zdjęcie wczoraj, zmuszony byłem zastanowić się dłużej, bo w minionych tygodniach spotkało mnie pasmo, ale to długie i szerokie pasmo utraty wiary w ludzi. Rzadko mi się to zdarza, ale poczynając od nieuczciwych mechaników samochodowych, poprzez nieuczciwych i kłamiących uczestników aukcji na aledrogo, po spartolone naprawy sprzętu i nieudolne próby wywierania nacisku na mój zmysł estetyczny, straciłem wiarę we wrodzone dobro ludzi.

Temat może trochę przebrzmiały już, ale wrócić chciałem na chwilę do słynnego już wywiadu Tomka Tomaszewskiego w kwestii odebrania mu zawodu poprzez taki, a nie inny rozwój fotografii i kierunku, w który to wszystko poszło. Myślę, że Tomaszewski mówiąc to, był w sytuacji z napisu na ścianie. Posiadając pewne wrodzone talenta, pewne doświadczenie (zapewne spore!), odczuwa na każdym prawie kroku, w którą stronę by się nie odwrócił, właśnie taką utratę wiary w dobro fotografii. W coś, co przez dobre dziesiątki lat było dla niego sprawą fundamentalną.

Innymi słowy: „Fotografia to boisko i nie każdy tu gra czysto!!!”

Ja także stoję, pomimo, że siedzę, na stanowisku, że fotografia powinna coś wnosić. Każda. Nawet ta tak pogardzana jak appkowa z telefonu, o ile ma mieć tag w postaci słowa #fotografia. Tylko, że ‚wnoszenie czegoś’ jest praktycznie niedefiniowalne. Dla jednych wkładem w sztukę fotografii jest seria zdjęć ojców na tacierzyńskim, a dla innych cienie na ścianie w wydaniu hipsterskiej appki. Czy możemy się więc obrażać na świat? Czy możemy obrażać się na uczestników tego meczu? No kurcze nie…

Jest tylko jedno wyjście dla tych wszystkich, którzy tak strasznie cierpią z powodu zasad obecnie panujących – mogą zmienić albo drużynę, albo mecz inny oglądać. Mogą naturalnie też zaakceptować nowy regulamin rozgrywek i startować z innymi. Nie mogą tylko jednego… obrażać się na rzeczywistość i faulować, kopiąc po kostkach. Wnoszą takim zachowaniem jedynie element hejterstwa z każdym swoim wpisem.

Mam nadzieję, że mój limit „nieczystych zagrań” w moim kierunku wyczerpał się chociaż na kwartał, bo ani umysł, ani kieszeń nie zniesie dodatkowych fauli ze strony moich mechaników samochodowych czy nieuczciwych allegrowiczów.

Tak, wiem. O niczym to w sumie. Ale cóż. Jeśli ktoś chce napisać, cytując klasyka: „Już nie mogę patrzeć na zdjęcia z instagrama” – to, to jest dobre miejsce.

 

 

 

8 komentarzy
  • Czarek

    Piotrze ( pozwól, że zagadam po imieniu ), może po prostu trzeba zamknąć oczy na to wszystko, co w fotografii jest niezbyt jasne, z czym się nie zgadzasz i rozegrać zupełnie nowy mecz – ze sobą samym. Być może od początku, od podstaw, ale nie rozglądając się dookoła. W takich trudnych chwilach najbardziej lubię powrót do przeszłości, ale nie w sensie sprzętowym, ale emocjonalnym. Zawsze mnie zastanawiało czy z fotografami jest podobnie jak z muzykami? Dojrzałość dla fotografów niesie więcej pozytywów niż dla muzyków, ale każdy z nich w pewnym momencie popada w rutynę. Większość dojrzałych muzyków nagrywa gorsze płyty niż w młodości! Czy tak jest z fotografami? Jeszcze nie wiem. Lecz wiem, że smyranie w brzuchu i eksplozja radości jest zawsze, kiedy zrobię krok naprzód we własnym kierunku! smile

  • jarek

    Pozwól, że jako klasyk ostatni raz zabiorę głos w tej dyskusji. Appka w telefonie to takie samo narzędzie jak każde inne. Tak jak keyboard Casio to taki sam instrument jak każdy inny. Na Casio można zagrać tak jak CocoRosie, a można też w nieskończoność grać kanon Pechelbela przy użyciu wbudowanego sampla z podkładem smyczkowym, dodając efekt „Chorus”. OK, ja nawet tego nie potrafię, poza tym to kwestia gustu. Apfotografia jest łatwa, miła i przyjemna. To, że te zdjecią brzmią jak Casio i są tak oryginalne jak zgrany do granic przyzwoitości kanon w D dur, to jeszcze nic. 90% amatorskiej fotografii tak wygląda. Najgorsze jest to, że te zdjęcia są o niczym. Sorry, ale jak widzę gdy kolejny zdolny fotograf wybiera najkrótszą drogę, oddając swój potencjał kreatywny programistom z kontem w ITunes. Sorry, ale ja tego nie kupuję.

    A na zdjęcia z Instagrama nie mogę patrzeć, tak jak nie potrafię słuchać czegoś takiego: http://www.youtube.com/watch?v=-sQaDf-Aenc chociaż wiem, że w tym całym instagramowym śmietniku można znaleźć odpowiednik tego: http://www.youtube.com/watch?v=7ANDfMGdHgs

  • iczek

    Te zdjęcia, których tak nie cierpisz – tak samo są niczym, jak o niczym jest 99% zdjęć nie na Instagramie umieszczonych, ale np. w konkursach fotografii street (żeby Ci było bliżej). I co ma do rzeczy fakt, że akurat na Insta są umieszczone te z komórek? Czy zdjęcie ma treść, czy nie – nie zależy od tego czym to zrobiłeś.

  • iczek

    Czarek – zgadzam się. Mecz własny jest ok. Ja się zakiwałem jakiś czas temu. Może z nadmiaru piłek na boisku? Teraz kosze murawę, wymieniam system nawadniania i zacznę od nowa. Trochę inaczej. pozdrawiam

  • jarek

    Tak się składa, że jednak zdecydowana więszkość zdjęć z komórek, albo inaczej, zdjęć z nurtu „Iphonography”, jest o niczym. Tak, dokładnie tak samo jak w tym co dzisiaj nazywa się „street”, który polega na odtwarzaniu w niskończoność kolejnych predefiniowanych kadrów.

  • Czarek

    A czy fotografia zawsze musi być o czymś? Mnóstwo naszych zdjęć jest o niczym, ale jeśli coś cię w nich porusza – kolor, kadr, czas, miejsce to znaczy, że znalazłeś powód do ich zrobienia. Czy w portrecie Steva Jobs, o którym pisał Piotrek ostatnio jest jakaś „głębsza prawda”? Facet jest świadomy własnej osoby i tego co stworzył, a na zdjęciu fotograf złapał ten właściwy moment nawiązania kontaktu – tylko tyle i aż tyle. Wracając – czasami chodzi o to jak, a nie po co!

  • Czarek

    Portrety są robione na ulicy przez nikomu nie znanych fotografów, ale także na zlecenie gazet, bo akurat jest to osobowość na czasie. Gdyby to nie był Jobs to co byś o nim powiedział?
    ps. nie napisałem, że o niczym :) pzdr

Komentowanie zamknięte.