Ostalski-Witek, Witek-Ostalski

150 150 FotoPropaganda

Nie wiem czy najdłuższym pojedynczym ujęciem w historii kina było 90 minut jednoujęciowego filmu „Rosyjska Arka” Aleksandra Sokurova, ale na pewno 6-minutowa etiuda Łukasza Ostalskiego nie ma przy tym szans. Ale nie chodzi o czas przecież. Chodzi o te dość rzadką już technikę montażu (a właściwie jego braku!) i skręcenia filmu. Wszystko na jednym ujęciu. Nikt nie może się pomylić. A jak się pomyli, to albo wszystko od nowa, albo lecimy i przymykamy oko.

Wczorajszy wieczór (o sorry zaczynam pisać o 23:58) wiec dzisiejszy wieczór to trzy krótkie filmy pokazane w ujmującym „Ukrytym Miejscu” w Sopocie. Duet Ostalski-Witek zamienia się rolami. Raz jeden reżyseruje, a drugi filmuje, potem odwrotnie. „Pistolet” to trochę dla mnie akademicka wprawka, takie zadanie na zaliczenie. Ciekawe, ale nie porywające. Nie wiem czy 6 minut może porwać, ale mam wrażenie, że dałoby się wycisnąć więcej z tego banalnego scenariusza. Może to kwestia samej gry. Może da się to zagrać lepiej…? W punktacji reżyser : operator stawiam remis. po trójce szkolnej.

Niedopowiedzenia pomysłowe pierwszego filmu, w pełni rekompensował już klasycznie cięty i ujęciami poszatkowany drugi film: „Prawdziwy miód”. Tym razem wciągnęło mnie. Świetnie klimatycznie opowiedziane. W rozgrywce operator vs. reżyser punkt dla Łukasza. Zdjęcia robią wrażenie. Gra aktorska występuje tutaj w odróżnieniu od pierwszego filmu więc w ogóle lepiej się to oglądało. Jest wiele momentów, w których przypominam sobie, że oglądam filmy młodych twórców. Czasami zgrzyta montaż. Czasami ujęcie jest „niekonwencjonalne”. Ale zasłużone oklaski na koniec filmu. Podobało mi się.

Deser wieńczy dzieło czy też w wersji dla wykształciuchów „finis corona opus”. Dyplomowa praca Łukasza „Matka” jest filmem. Bez już żadnych tam wprawek. Jest Stenka, której nie cierpię. Jest scenariusz, który może nie zaskakuje śmiertelnie (nomen omen), ale trzyma poziom. No i jest płynnie opowiedziana historia. Specjaliści od ruchomego obrazu zapewne wyszperają w filmie więcej niż ja, szary widz. W każdym razie, mnie nabrał Łukasz swoją filmowa wizją. Bo czyż cały ten bałagan filmowy to nie jest jedno wielkie oszustwo?

Tak lubiane przez nas :)!

Trzymam kciuki za Tampere, bo „Matka” weszła do tego prestiżowego konkursu.

 

PS
Pomysłodawcom miejsca w Trójmieście na takie klimatyczne pokazy, czyli Annie Marii – głębokie chapeau bas!!