Baza

150 150 FotoPropaganda

Dzisiaj raczej krótko, ale za to „z jakim zamachem”, powiedziałby mój trener piłki ręcznej sprzed 20 lat, mając na myśli intensywność jednorazowego rzutu :)

Jeden z Lokalnej Czwórki, z którą zwykłem się spotykać by ponarzekać nad losem złym i trudną naszą dolą fotografów, rzekł mi dawno temu, że nie jest sztuką pojechać na Islandię i zrobić zdjęcia, które chociaż nas samych twórców zachwycą. Że sztuką jest raczej sfotografować w sensownym wymiarze własnych sąsiadów lub własne podwórko, które codziennie, dwa razy na dobę widzisz wychodząc i wracając do domu. Że to jest sztuka, by z rzecz banalnej, zwykłej, zrobić coś naprawdę ambitnego. Nawet kolega ów rozpoczął starania by swoje przemyślenia wcielić w życie, ale jakoś nie widzę póki co zdefiniowanej opowieści fotograficznej o tym właśnie „lokalnym byciu codziennym”.

Utkwiły mi jednak te słowa w głowie i ostatnio jakoś tak strasznie mnie uwierają każdego dnia, gdy przemierzam te 40-kilka stopni w dół  i 80-pare w górę (tak, po godzinie 18:00 te same schody pokonywane w górę się wydłużają – nie wiem czy to zauważyliście!? , a wraz z wiekiem wydłużają się do kwadratu!). W każdym razie… zacząłem nosić aparat do samochodu i z nim wracam. Pomyślałem, że nie będzie nic bardziej banalnie prostego i łatwego jak sfotografować na każdym półpiętrze sąsiada, które akurat spotkam. Nie czekać cierpliwie, nie pukać i prosić o pozowanie, ale po prostu żyć codziennym klap, klap w dół i w górę i przy okazji cyknąć foteczkę.

I gdy tak sobie ostatnio schodziłem z rana po tych „krótszych” 40-kilku stopniach, spotkałem sąsiada!

Wow. I co teraz?! A że typ w moim wieku prawie więc bez ogródek chciałem poprosić o sekundę pod oknem (światło jedyne, bo narożną klatkę mam) i już wyciągałem z kieszeni aparat, gdy coś jakoś mnie podświadomie zatrzymało. Sąsiad mój, którego widuję od kilku miesięcy, miał na szyi pasek. Zapewne to kwestie jakiegoś zboczenia, ale od razu pomyślałem, że to pasek od aparatu. I się nie pomyliłem!

– Fotografujesz?

– Trochę, ale nie mam ostatnio czasu. Kupa roboty. Rodzina. Masakra. – odparł wyjąwszy zza zimowej grubej kurtki (trzyma ostatnio u nas dobre 8 stopni) aparat.

I tutaj trzęsienie ziemi. Analog :) Mały, poręczny. Nikon FM z 50mm.

– Tylko, że ja analogowy jestem. Lubię mieć bazę. – powiedział to tak cudnie naturalnie, że uniosłem się nad te „krótsze” 40-kilka schodów i tylko życzyłem mu na tym mrozie, co by ostrzyć mógł szybko w rękawiczkach.

Cieszę się, że też mam bazę. Bosz… jak ja się ciesze, że mam bazę!

11 komentarzy
  • barabarasz

    Czytałem kiedyś rozmowę z niegdysiejszą szefową niegdysiejszej Yours Gallery (przy okazji żoną artysty fotografika), która po niedobrowolnym opuszczeniu swojego stanowiska skrytykowała twórczości Gudzowatego argumentem, że przy takiej „masie” zdjęć jaką on robi, nietrudno wybrać coś dobrego. Bez względu na to jak oceniam styl p. Tomasza, nie dziwię się że podziękował tej pani. Dziwię się, że w ogóle została zatrudniona.

    Podobny stosunek mam do wypowiedzi Twojego kolegi, zwłaszcza że sam często spotykam się z tego typu komentarzami. Nasuwają się dwa pytania:
    1. Gdzie są ci wszyscy fotografowie prezentujący z użyciem aparatu to swoje najbliższe otoczenie? Chętnie bym zobaczył te fotografie z naszego pięknego kraju.
    2. Gdzie są te wspaniałe fotografie z krajów atrakcyjnych wizualnie, do których nasi rodacy jeżdżą w ostatnich latach nader często? Przyjmijmy, że Islandia jest droga i zbyt odległa, niech będą Włochy, Francja czy nawet Chorwacja. Widział ktoś coś ciekawego i wartościowego wyprodukowanego przez naszych krajan? Chętnie obejrzę i skrytykuję.

  • barabarasz

    @m s

    ad. 1. Marka Powera chyba wszyscy znamy. A może jednak nie? Nie słyszałem bowiem, żeby w Polsce fotografował „swoje” otoczenie, jak również nie słyszałem, żeby ubiegał się o polskie obywatelstwo.

    ad. 2. W tym pytaniu również prosiłem o polskich fotografów:)

    ad. …3. Tak „czołobitnego” Iczka to ja jeszcze nie czytałem.

  • lilly

    jedynym dla mnie problemem jest to, ze nie spotykam wlasciwie swoich sasiadow, ja ich wlasciwie nie znam bo zaczynam prace kiedy oni jeszcze spia a wracam kiedy oni sa jeszcze w pracy/szkole. Przeciez nie bede chodzic po mieszkaniach i pytac czy ew moge bo zaraz dostane upomnienie od zarzadcy osiedla. Jednak wystarczy podejsc do najblizszego sklepu a tam juz twarzy do fotografownaia nie zabraknie. Musze przyznac, ze nie pociaga mnie fotografowanie tego co widze codziennie – nie inspiruje mnie, chodzi mi oczywiscie o okolice, jednak wystarczy spacer inna niz zwykle droga i nabieram checi do fotografowania. Tez lubie miec baze :)

  • iczek

    Lilly – ktoś mi napisał, że z ta fotografią sąsiadów, jak z zyciem. Po 10 latach wiele rzeczy, wiele osób nie jest już tak pociągających jak na początku. To jednak nie znaczy, zeby nie fotografować… :)
    Wiesz..,. szukanie znaków, te klimaty… :)

Komentowanie zamknięte.