Tunel

FotoPropaganda

Powinna być kolęda wiem. Powinienem napisać coś o wspaniałym klimacie Świąt i jakoś odnieść to do fotografii. Na pewno powinienem wspomnieć, że bierze mnie zawsze ten klimat okolic końca roku. Co by nie gadać. Sentymentalna łajza ze mnie. Te wszystkie błyskotki, pierniki, zapach maku, te nagie migdały piętrzące się w miskach, jak szyszki na modrzewiowych gałęziach. Odbicia, bliki, prześwietlenia, refleksy, cienie, kontry – cały ten świetlny czas, tak przecież ważny dla fotografa.

A ja mam zawsze problem jak składać życzenia świąteczne fotografom?! Jak powinienem z nimi rozmawiać? Rozwiązaniem tego dylematu staje się chyba jedno, ważne słowo.

Światło.

Kiedyś zadałam sobie, niemały jak się okazało, trud wyjaśnienie młodemu człowiekowi o co chodzi z pomiarem światła odbitego i padającego.  Żeby w ogóle zacząć z nim rozmawiać musiałem mu jednak wyjaśnić dlaczego widzi. Co to jest to światło i dlaczego przedmioty różnie odbijają to światło. Spróbujcie kiedyś zrobić sobie takie ćwiczenie. Od podstaw wyjaśnić komuś czym jest pomiar światła i dlaczego w ogóle możecie fotografować. Przez tydzień  byłem totalnie zakręcony, bo wszedłem w taki stopień szczegółowości, że aż się przeląkłem. Przeląkłem się jak to wszystko jest skomplikowane, a jak w sumie beznamiętnie się tym posługujemy. O tak. Jest, to siup.

Jest więc wiele rodzajów światła. Najbardziej znanym światłem fotograficznym jest światło,  które określamy najczęściej składając sobie życzenia lub żegnając się z kimś: „dobrego światła„. I od razu w mojej durnej, wścibskiej i zaczepnej głowie rodzi się pytanie: czy światło może być dobre!? Jednym wystarczy płomień świecy lub blask lampki choinkowej, aby wziąć aparat, zrobić makro swojego odbicia w bombce i siup… fotografujemy. Inny, będzie czekał miesiąc na odpowiednie ustawienie się cieni podczas pełni i zrobi jedną klatkę drzewa rosnącego z tyłu domu. Dla obu, światło było dobre, bo wzięli aparat do ręki. Coś ich pchnęło. Światło. Dobre światło.

Poza „dobrym światłem”, znam jeszcze tzw. „światełko w tunelu„. W fotografii wykorzystanie małej, wąskiej zazwyczaj stróżki światła z tunelu daje dość mizerne efekty, chociaż zdarzało się w historii fotografii, że „światło w tunelu” wystarczało do stworzenia naprawdę dobrych ujęć. A więc moglibyśmy rozwinąć nasze życzenia już o trzy elementy: „życzę Ci dobrego światełka w tunelu.” Niestety, kontekst tunelowy sprawia, że sugerowalibyśmy odbiorcy, że znajduje się on w czarnej… znaczy…. w czarnym tunelu. A to jakoś nie konweniuje ze Świętami.

Brnąc dalej w ciemne zakamarki światła i jego roli, odszukałem w głowie tytuł najwspanialszego filmu w historii kina, który też jakoś odnosił się do światła, a chodzi mi o film z 1931 roku „Światła wielkiego miasta”. Stąd była już krótką droga do sformułowania życzeń, które zniwelują efekt tunelu: „życzę Ci dobrego światełka w tunelu wielkiego miasta„. Ale co z tymi, którzy w mieście nie mieszkają lub po prostu wielkiego miasta nie fotografują?! Masz babo placek.

I nadal brnąc w sformułowanie najlepszych życzeń dla fotografów, zdałem sobie sprawę, że podszedłem do tematu od tzw. drugiej strony :) Przecież ze światłem nierozerwalnie związany jest cień! Więc o cieniu też coś musi być. I aby pogodzić tych co z miasta, tych co spoza miasta, wsupłałem (czy jest takie słowo?) w moje życzenia najbardziej znany fragment tekstu o cieniach i wyszło mi coś takiego: „życzę Ci dobrego światła w tunelu wielkiego miasta i cienistych dolinach„. Łoł… co za grafomania cudowna :)

I na tym skończmy, bo nie będziecie mogli jeść tych kutii nabrzmiałych spuchniętym makiem i tych barszczy wszelakich oprószonych kawałkami pierników. Życzę Wam, tym wszystkim, którzy dobrnęli do tego fragmentu, dobrego światła w tunelu wielkiego miasta i cienistych dolinach. A jak sami wiecie nie należy tego rozumieć dosłownie… :)

Na koniec cytat z Woodego Allena:

„Poruszanie się szybciej od światła jest niemożliwe,a już na pewno nie pożądane,
bo zwiewa czapkę.”

 

PS

Nie byłbym sobą, gdybym Wam nie podrzucił kolędy. Od lat kilku słucham tylko jednej płyty. „Kolędy w teatrze STU” z 1991 roku w wykonaniu: Halina Frąckowiak, Alicja Majewska, [Andrzej Zaucha], aranżacje Włodzimierz Korcz.

3 komentarze

Komentowanie zamknięte.