Poremba

150 150 FotoPropaganda

Kurcze, mam poważny problem z Jackiem Porembą. Wpadł mi w ręce jego album „13”. Nie jestem do końca pewien czy wyboru prac, które się znalazły w tym albumie, dokonywał sam autor, ale obawiam się, że tak. I muszę przyznać, że się tak zastanawiam, czy autorzy sami powinni wybierać swoje prace do pokazania?

Obawa moja jest raczej z tych, które rodzą się po kilku dniach od przetrawienia obrazów, które zarejestrował mózg podczas oglądania albumu. Dlatego wróciłem kilka razy do dość sporawej książki i mam wrażenie, że obawa wspomniana powyżej się potwierdza coraz bardziej.

Słowem wyjaśnienia

Jacek Poremba to jeden z najlepszych naszych portrecistów, chociaż muszę tutaj zaznaczyć, że nie tylko i dodatkowo postawić gwiazdkę  z przypisem, że słowo „portrecista” odnosi się do tego, iż robi portrety, a nie do filozofii fotografowania. Jacek robi wiele różnych innych rzeczy nieportretowych. Tak się na wstępie usprawiedliwiam, bo poniżej będzie już trochę bardziej „non-sentymentalnie” :)

Album

Ja rozumiem to tak… wydaję album, bo uważam, że zamknąłem pewien etap swojej twórczości i warto go jakoś podsumować. Że moje prace stanowią pewną spójną całość i zasługują na umieszczenie ich w takim autorskim dziele. Słowo album z łaciny to ‚albus’ – coś co jest białe, biała tablica. Czyli coś co mamy zapisać. ‚Zafotografować’.

Znajdziemy w „13” wiele zdjęć, które stały się już chyba ikonami portretu. Nie wiem czy umiałbym zdefiniować styl Poremby. Czy Poremba w ogóle ma swój styl? Czy nie znając portretu z wcześniejszej publikacji, potrafilibyście wyłapać zdjęcia Jacka spośród 10 innych? Ja chyba nie. Dowodem na to jest sam album. Kiedy przekładam kolejne karty, często łapię się na dziwnym wrażeniu, że ten czy ów portret nie pasuje do znanego mi Poremby. Że oglądam coś niepasującego do zdjęć, które już znam. Nie mam na myśli tutaj całej tej ekonomicznej warstwy pracy fotografa, który musi po prostu żyć i zarabiać na zdjęciach do magazynów ilustrowanych itd.. To akurat świetnie rozumiem.

Mam raczej na myśli olbrzymi dysonans między poszczególnymi zdjęciami umieszczonymi w albumie. Raz widzę doskonałej naturalności zdjęcie Agaty Buzek ze słynnym już żukiem na kołnierzu, a zaraz obok, stron kilka dalej widzę twarz tak bardzo zniszczoną saturacją i hdr’ową maniera, że aż mnie zęby bolą od patrzenia. I tak w kółko. Obok naprawdę estetycznych i wysmakowanych kadrów natrafiam na „prawie cyfrowe twarze” bez wyrazu, bez głębi, o która powinienem i mogę podejrzewać JP. Tymczasem, jakbym dostał jedynie informację – Patrz! Ja tez umiem używać nowoczesnych narzędzi edycji zdjęć!

Taka jakby reklama dla przyszłych, potencjalnych klientów… „Ja nie robię jedynie ulotnych portrecików kobiet, ale umiem tez ugryźć. Zapamiętaj to wydawco. Umiem!”.

Trochę szkoda, bo tego typu zdjęcia nadają się moim zdaniem bardziej do portfolio prezentowanego na ‚ajpodzie’ właśnie kolejnemu klientowi, niż do publikacji w tego typu albumie autorskim. Zwłaszcza, że patrząc po datach tych twórków wysaturowanych są one wykonane w ostatnich latach (2010-2012: H. Rollins, C. Bradley czy chociażby Olivier Janiak – chociaż to rozumiem, bo sesja w stylu jego magazynu dla panów), a wiec są wyłącznie próba pokazania, że JP się nie starzeje i jest „na bieżąco” z techniką :) Tylko co tym udowadnia i komu?! Dodam tutaj jeden wyjątek – portret Janusza Radka, gdzie zastosowanie tego zabiegu po prostu jest uzasadnione i zęby nie skrzypią :)

Portrety

Wychowałem się ‚foto-intelektualnie’ na zdjęciach, portretach autora. Rzec mogę, że chłonąłem kolejne pojedyncze zdjęcia gwiazd i bohaterów Jacka. Ja uwielbiam takie pojedyncze mentalne strzały, jakimi celnie ferował. Zawsze miałem problem z robieniem cykli i nawet się z tego wyśmiewałem, bo jestem fotografem pojedynczego kadru, pojedynczej klatki; w portrecie. Nie umiem opowiadać trzema klatkami tego samego bohatera. Może dlatego prace JP są mi tak bliskie. Po części też będące jednym, trafnym, estetycznym esejem o modelu.

Oczywiście w albumie siłą rzeczy (nie da się robić stale tego samego, na tym samym poziomie) są zdjęcia po prostu nienajlepsze. Niektóre mają być pastiszami, ale w efekcie stają się dość marną imitacją pastiszu, jak w wypadku zdjęcia Tymona i Tomka Lipińskiego, czy próba pogodzenia wszystkiego w jednym kadrze, jak w wypadku Kasi Stankiewicz w ciąży.

TOP1

Poza fotografiami ikonami dla mnie, jak portret Marka Edelmana, którego powstania historię słyszałem gdzieś opowiedzianą przez Jacka oraz ikon w stylu Agaty Buzek z Żukiem, muszę przyznać, że zapamiętałem skutecznie jedną pracę. Nie znałem wcześniej tego zdjęcia, może dlatego mam je z tyłu głowy. Otóż najdoskonalszą pracą, która w pełni zachowuje, to co z Jacka chłonę, to zdjęcie Roberta Kupisza. Ideał portrecisty.

e-moll

Jetem bardzo rozczarowany portretem Tomasza Stańko. Słyszałem już opinię, że to jest dlatego mocne, że proste. Hmmm… ale czy ja oczekuje prostych zdjęć od JP? Oj nie. Tak się zastanawiam, czy jest recepta na portret takich artystów. Pewnie tak. W tym wypadku jednak, recepty nie znalazł również JP.

 

Podsumowując: edycja albumu jest w moim odczuciu mocna średnia. Zarówno w warstwie ułożenia zdjęć, zgrania ich tematycznie, dopasowania stronami, układami, kolorami, jak i samego wyboru prac. Mam wrażenie, że Jacek chciał wcisnąć wszystko, co uznał, że jest warte wciśnięcia. A to najgorszy błąd. Może mylę się i edycją zajmował się profesjonalista. Wówczas po prostu do mnie nie trafił.

Tak czy siak, polecam koniecznie te pozycję. Każdy, kto lubi portret powinien ją zobaczyć.

 

UPDATE: 02-01-2012

Właśnie wyłapałem w sieci, że za skład i ostateczny dobór zdjęć do albumu odpowiada agencja F11 Studio.