Kwartalnik o fotografii

150 150 FotoPropaganda

Jest taki zabieg techniczny stosowany w dyskusjach, artykułach, często w rozmowie. Polega on na uniknięciu pułapki zbyt prostego i banalnego skojarzenia z czymś. Zabiega jest bardzo prosty, otóż aby uniknąć wpadnięcia w pułapkę, należy na samym wstępie powiedzieć, że wiemy gdzie jest pułapka. Opisać ją i potem mamy już z głowy, bo nikt nie posądzi nas o to, że w nią wpadliśmy. No bo nie można wpaść w pułapkę, która się samemu określiło.

A jednak…

Jakiś czas temu ukazał się nowy Kwartalnik Fotografia. Pismo to, od dłuższego czasu boryka się nie tylko z problemami finansowymi (brak dotacji państwowej), ale również z kryzysem ideologicznym. Właściwie dla kogo ukazuje się ten kwartalnik? Do ostatniego numeru miałem cały czas wrażenie, że po kilku burzliwych sporach w gronie felietonistów i samego wydawcy, pismo nadal pozostanie dość niszowym wydawnictwem, którego sam język, jak i dobór autorów zawęża grono odbiorców do zamkniętego grona estetów fotografii. Nie znajdowałem tam od dłuższego czasu naprawdę nic zajmującego poza ideologicznymi dysputami o wyższości jednego gatunku nad drugim. Miałkość przekazu była tym większa, im więcej i bardziej trudnych do zrozumienia słów używali autorzy kolejnych „dogłębnych analiza” zdjęcia pustego pola. Łatwo było się spodziewać, że w takiej formie to nie zwojują rynku.

Ale uważałem i nadal uważam, że nawet w tej trudnej dla mnie formie, takie pismo (często używa się sformułowania – „ambitne”) powinno istnieć.

Ucieszył mnie więc ostry skręt, którego dokonali w najnowszym numerze wydawcy. Skręcili ku popularnej fotografii. Może trochę koniunkturalnie, ale żyć trzeba i czytelników winno się poszerzać. Numer poświęcony jest w dużej mierze fotografii prasowej, czy też reportażowej jak kto woli – choć to nie są synonimy naturalnie.

Tematem głównym tego numeru jest postać, która od wielu lat strasznie miesza „wielkim fotografom związkowym” i jakoś nie pasuje nie jak to naszego polskiego grajdołka – Tomasz Gudzowaty. Uwiera i zachwyca. Denerwuje i zaskakuje.

Renata Gluza postanowiła wyjawić czytelnikom kim jest pan Tomasz. I tutaj wracamy do początku mojego posta, do tej pułapki. Otóż autorka materiału pod tytułem „Kanon tuzina zdjęć” rozpoczyna właśnie takim zabiegiem. Informuje nas, że nie chce pisać o najbardziej chwytliwym aspekcie twórczości Gudzowatego – pieniądze Ojca – ale o nim i jego zjawisku w Polsce. Niestety,pani Renata, choć doświadczona dziennikarka (magazyn Press) wpada w pułapkę, przed którą sama siebie ostrzega, bo przez kolejne 5 stron mówi wyłącznie o aspekcie finansowym. Obojętnie z kim nie rozmawiała na temat Gudzowatego, obojętnie kogo nie namówiła na kilka zdań o nim – zawsze wraca wątek finansów i ojca seniora.

Naturalnie jest to przeplatane historią zdjęć i sukcesów konkursowych fotografa, ale po przeczytaniu całości niestety mam wrażenie, że nikt nie potrafi oddzielić tego człowieka od wielkich, niewyobrażalnych pieniędzy jakie za nim stoją. Szkoda.

Materiał od połowy staje się plotkarskim poszukiwaniem odpowiedzi na to kim jest Tomasz Gudzowaty. Ale ponieważ osobiście nie spotkał się z autorką, to wszystko co dostajemy to relacje ludzi, którzy znali go kilka dni, tygodni, czasami trochę dłużej. Najczęściej pozostając z nim w relacjach szef-podwładny lub petent. Czy to mówi nam coś o nim jako fotografie? Niewiele. Miejscami mam wrażenie,że czytam tabloid, że Gluza chce za wszelką cenę uatrakcyjnić materiał wyciągając wątki niewiele znaczące dla artysty, ale za to przyciągające czytelników innych niż dotychczas przyciągał Kwartalnik.

Niemniej, polecam poczytać. Zawsze jakieś nowe wiadomości. Poza tym, cały kwartalnik warto kupić i zobaczyć czy bardziej lekki kierunek Wam się podoba. Oczywiście poza materiałami reporterskimi znajdziecie przysłowiowe ściany i puste pola… od tego nie da się uciec w tym wydawnictwie, ale balans jest zachowany.

 

Na koniec peany!

Nie wiem kto łamie to pismo. Kto edytuje je. Niemniej zarówno sam materiał o Gudzowatym, jak i cały Kwartalnik jest przygotowany świetnie edycyjnie i graficznie. Okładka jest najlepszą okładką tego pisma! Przyczynił się do tego hucznie sam główny bohater tego wydania – Tomasz Gudzowaty, który w ostatniej chwili wycofał zgodę na publikację swoich prac, co zmusiło łamacza i grafika do wybrnięcia jakoś z sytuacji i zrobili to po mistrzowsku zostawiając żarówiaste ramki w miejscu zdjęć. Gratuluje!

 Polecam „Kwartlanik fotografia” nr 38/2012

 

 

 

2 komentarze
  • Rudolf

    Ha, więc udało Ci się jednak ten tekst napisać. Gratuluję :)

    Ad rem: fajnie się czyta ten artykuł, ale „między wierszami”; próbując wyłapać, jakim człowiekiem jest bohater.
    I szczerze mówiąc, osobiście odbieram go jako sympatycznego gościa, tylko trochę jakby nie z tej planety: jego zetknięcie z naszymi „betonowymi” postaciami Wielkiego Świata Fotografii wywołało niejeden uśmiech na mojej twarzy.

  • Robert A.Mason

    „Fotografia” od czasu do czasu chwyta się lżejszych tematów. Nie byłbym więc taki pewien, czy to jest zmiana programowa, czy podjęty akurat w tym momencie temat.

Komentowanie zamknięte.