WPP – z czym to się je?

150 150 FotoPropaganda

Nie sposób nie napisać czegoś o największym prasowym konkursie fotografii na świecie. Może nie największym, ale najbardziej chyba prestiżowym. W końcu śmietanka się tam pojawia i śmietankę potem spija. Budzi on tyleż samo kontrowersji, co zachwytów. Zdjęcia tam wygrywające uwikłane są często w aktualną politykę, a poprawność polityczna jurorów aż czasami kadrami się wylewa. Wszystko to nic, gdy popatrzymy wyłącznie na treść zdjęć. Na kunszt fotoreportera, na odwagę w sytuacjach wojennych, na wyobraźnie i umiejętność poszukiwania tematów.

I wokół tego aspektu chcę trochę powęszyć. Mniejsza o to, że zwycięskie zdjęcie podobne jest do co najmniej 4-5 tego typu zdjęć, które wygrywały ostatnio ten konkurs, że przytoczę jedynie rok 1997.

Samuel Aranda - The New York Times (WPP 2012)

Hocine, AFP (WPP 1997)

Mnie bardziej zawsze ciekawi background wykonania fotografii. Nie ten techniczny, ale ten ludzki. Skąd pomysł, skąd zacięcie i skąd tacy, a nie inni ludzie. Ten konkurs ma to do siebie, że gdyby ograbić te wszystkie zdjęcia z tych coraz dłuższych (co rok to więcej słów) opisów pod nimi, to jakoś tak robi się zdecydowanie mniej ciekawie. I nie chcę wcale wchodzić do tej samej rzeki i dyskusji o tym, czy fotografia prasowa ma mieć opis czy nie, bo jest dla mnie jasnym, że musi mieć. Ale powinien być jakiś środek, jakieś wyważenie między tym co widzę, a tym co zdaniem fotografa (gazety) ukryte jest za tym zdjęciem. Mam coraz poważniejsze obawy, że w tym konkursie ten ciężar w wielu wypadkach został przeważony na stronę opisową.

Dla przykładu. Kategoria, która rodzi u mnie szybsze bicie serca. Portret. Tegorocznym laureatem jest Laerke Posselt i zdjęcie Iranki:

Zdjęciu towarzyszy opis, bez którego naprawdę jakoś nie jest już tak fajnie. Jeszcze lepszym przykładem są prace w kategorii Portrait Stories autorstwa Donalda Webera. Pierwsze w cyklu bez opisu coś Wam mówi?

Mnie jakoś nie specjalnie, ale już dodanie opisu ponoć załatwia uznanie dla tych prac.

Natomiast Ton Koene to już odjechał kompletnie jak dla mnie. Cykl tych zbliżeń twarzy jakoś podchodzi mi pod kategorię portret, jak szachy pod sport.

I gdyby pominąć ten zarzut w sprawie opisów, to nadal pozostanie ta część dla mnie najważniejsza…. jak oni znaleźli te tematy i jaką wrażliwość musi mieć dobry fotograf by wejść z aparatem w taki projekt. Czapka z głowy. Mniejsza o sposób wykonania, czasami nawet mniejsza o efekt końcowy… temat ważny. Znaleziony. Mój. Zrobiony. Wysłany. Przyklepany. Doceniony.

Chyba dlatego tylko nadal oglądam wyniki WPP.

31 komentarzy
  • barabarasz

    Znowu pierwszy:(

    Zygmuntowicz na łamach GW trafnie stwierdził, iż należało oczekiwać że zdjęcie roku powstanie w Japonii albo Afryce Płn. To raz. Po drugie pełni ono zazwyczaj rolę pewnego archetypu obrazując jak najprościej i jak najdobitniej zdarzenie o którym opowiada. Dlatego paradoksalnie nie powinniśmy doszukiwać się w nim znaczeń. ma być proste i jest proste. Dla milionów.

    Co do portretów, to cieszy mnie, że się Iczku czegoś nauczyłeś po tych wszystkich World Press Photo:) Poprawne technicznie zdjęcie potrafią zrobić miliony fotografów (tak nie przesadzam). Istota tkwi zatem w temacie. Dobry pomysł to więcej niż połowa sukcesu.

    P.S. Wyciąganie pojedynczego zdjęcia Webera z całego cyklu nie ma najmniejszego sensu. Zestawienie ich razem nie wymaga opisu.

  • Rafał Witczak

    Czapka z głowy to dla Twoich zdjęć.Zawsze jak oglądam Twoje fotografie to zadaję sobie pytanie: jak on to do cholery robi że mogę godzinami wpatrywać się w te portrety? Powinny posiadać ostrzeżenie o silnym uzależnieniu.Pozdrawiam.

  • Tomasz Pawłowski

    barabarasz@ „Wyciąganie pojedynczego zdjęcia Webera z całego cyklu nie ma najmniejszego sensu.”
    Oczywista racja, ale
    ” Zestawienie ich razem nie wymaga opisu.” Moim zdaniem jednak wymaga i to szerszego niż zdawkowy podpis, z którym tu mamy do czynienia. Chciałbym na przykład wiedzieć skąd się wziął fotograf na przesłuchaniu? Czy na Ukrainie należy to do zwyczaju, wpuszczać zachodnich korespondentów z aparatami na przesłuchania. Kim są ci ludzie? Czy to przypadkowi „klienci” policji czy łączy ich coś poza miejscem przykra sytuacją, w jakiej ich widzimy? To co jest najważniejsze nie jest na zdjęciach widoczne, a my tego sami nie wymyślimy.

  • Robert A.Mason

    Tomasz, a zastanawiałeś się, jaki cel ma ta nagroda? (to pytanie nieretoryczne, bo mnie się nie chciało szukać).
    Już samo to, że zadajesz sobie pytania, że być może poszukasz odpowiedzi, może mieć znacznie większą wartość niż pokazanie zdjęcia i/lub opisu „dosłownego” i mogło być celem twórców/jurorów.

  • Tomasz Pawłowski

    RobertAMason@ „samo to, że zadajesz sobie pytania, że być może poszukasz odpowiedzi, może mieć znacznie większą wartość niż pokazanie zdjęcia i/lub opisu “dosłownego” i mogło być celem twórców/jurorów.”

    Dzięki za podjęcie tematu. Niestety, nie masz racji.

    Stworzenie sytuacji poznawczo otwartej – rodzącej pytania i skłaniającej do refleksji pozostawiłbym artystom i filozofom ( jeśli tacy są jeszcze na tej planecie ).

    Tu nie mamy do czynienia z żadnymi „twórcami” ( taką przynajmniej żywię nadzieję, bo jeśli to jest twórczość, to chyba nie ten konkurs? ) lecz z fotografią prasową, a cele fotografii prasowej – wyznaczają ODPOWIEDZI napytania: co-gdzie-kiedy.

    Od prasy nie oczekuję pobudzania mojej refleksji aksjologicznej lecz informacji.

    Pozdrawiam

  • Robert A.Mason

    @ Tomasz Pawłowski

    Po pierwsze, dla mnie reporter to jest ciągle twórca. Wybór tematu do sfotografowania i sposób jego ujęcia mogą mieć ogromny wpływ na wydźwięk fotografii/reportażu. I jeśli reporter jest tego świadomy (a uważam, że na poziomie Word Press Photo tak jest), to dla mnie jest twórcą.

    Po drugie, redukowanie celów fotografii reporterskiej do odpowiedzi „co-gdzie-kiedy”, to ogromne spłycanie jej funkcji do roli informatorów (turystycznych).
    W zdjęciu zagłodzonego dziecka nie będzie ważne co-gdzie-kiedy?, w takim zdjęciu najważniejsze będzie pytanie dlaczego? Sama fotografia będzie takim pytaniem, bo przecież odpowiedzi ani co?, ani gdzie?, ani kiedy? najprawdopodobniej ze zdjęcia nie otrzymamy.

  • Tomasz Pawłowski

    Robert @ „reporter to jest ciągle twórca”

    W tym rozumieniu, twórcą byłby każdy. Traci na tym zarówno „reporter” jak i „twórca”. ( co nie znaczy, że jedna osoba nie może łączyć w sobie obu biegunów ).

    Zdaje mi się, że określenie „twórca” znaczy dzisiaj coś bardzo „ważnego” i stąd chyba te próby nadania reportażowi święceń, które są mu zupełnie niepotrzebne. W tej materii widzę ogromne pojęć pomieszanie, a ja proponuje słowom przywrócić ich pierwotny sens.

    Iczek ciężko pracuje nad tym, żeby to pomieszanie utrwalić :) Wystarczy z tego utrwalacza takie zdanie wyłowić: „Zdjęcia tam wygrywające uwikłane są często w aktualną politykę”. A jak mają nie być zdjęcia prasowe w politykę uplątane? A może mają jakieś ponadczasowe prawdy ujawniać? Czy może mają płynność bieżących wydarzeń w jakiejś kolejnej estetycznej bułce uwięzić?

    RobertAMason@ „W zdjęciu zagłodzonego dziecka nie będzie ważne co-gdzie-kiedy?, w takim zdjęciu najważniejsze będzie pytanie dlaczego? ”

    To piękne, ze stawiasz pytanie „dlaczego?” Ale to wydaje mi się pytanie z innej bajki.

  • SayCheese

    Tomasz: „uwikłane w politykę”, ale raczej w sensie wyborów w WPF, a nie treści

    mnie bardzo cieszy fakt, że nagrody dostało dwóch Polaków

  • Robert A.Mason

    @ Tomasz Pawłowski – nie ma sensu spierać się tu o definicje, które rozumiemy odmiennie, bo „rozmydli” to dyskusję.
    Według mnie jeśli mówić o „święceniach” reportażu, to raczej w kontekście ich odbierania.
    Mam wrażenie, że mamy dwa zupełnie odmienne „światopoglądy fotograficzne”, prezentujemy „inne bajki” i raczej nie dojdziemy do porozumienia.

  • Tomasz Pawłowski

    @Robert.

    Szkoda… Myślałem, ze podasz jakiś argument zniewalający i sfalsyfikujesz moja tezę. Ja nie jestem do niej aż tak mocno przywiązany i chętnie poddałbym ja weryfikacji. Niestety, do tej pory pozostaje nienaruszona: zdjęcie reporterskie bez porządnego opisu nie ma żadnego „wydźwięku”, jest dźwiękiem pustym albo wręcz naładowanym fałszem. Np. nie wiem czy facet, który przykłada broń do skroni podczas przesłuchania, o którym mówiliśmy nie dostał parę dolarów za odegranie sceny? Trochę krytycznego spojrzenia wobec historii obrazkowych nie zaszkodzi. Hawk

  • Robert A.Mason

    @ Tomasz Pawłowski – dopiero teraz (przynajmniej dla mnie) jasno postawiłeś tezę. Obalanie jej zacznę od prośby – wyjaśnij mi, jak opis (do zdjęcia) mógłby być „nacechowany prawdą” lepiej/bardziej niż zdjęcie? Jaką masz pewność, że jakikolwiek opis jest prawdziwy?

    Weźmy pierwsze lepsze zdjęcie reporterskie z brzegu:
    http://izismile.com/2009/04/02/best_photos_by_reuters_95_pics-19.html
    Czy to zdjęcie potrzebuje jakiegokolwiek opisu? Czy jesteś w stanie doszukać się jakiegoś fałszu w nim?

  • Tomasz Pawłowski

    RobertAMason@

    aaa, rozumiem teraz, co masz miałeś na myśli mówiąc o „wydźwięku” zdjęć. Ciekawe i inspirujące spojrzenie, bezbłędny tok rozumowania. Życzę powodzenia.

  • barabarasz

    @Tomasz Pawłowski
    Dawniej fotoreporter miał prostsze zadanie niż obecnie, po prostu dokumentował rzeczywistość. Przy ograniczonych formach przekazu wizualnego fotoreporter miał misję, dzięki której był kimś. Dzięki tak dynamicznemu upowszechnieniu fotografii, nad czym biadoli Iczek dokumentować może każdy, więc oczekiwania wobec fotoreporterów siłą rzeczy wzrosły. Spadł etos ich pracy, zaczęli więc szukać wejścia na salony. To, że efekty ich pracy wystawiają najważniejsze galerie sztuki to właśnie pewien efekt obronny środowiska. Stracili na znaczeniu, próbują więc odbudować swoją pozycję.

    I tutaj dochodzimy do sedna Twojego pytania. Skoro fotoreporterzy aspirują do świata sztuki, zaczynają operować podobnym językiem (inna sprawa czy np. rzeczony Weber to fotoreporter). Coraz więcej pozostawia się więc odbiorcy.

    To tylko jedna z możliwych interpretacji:)

  • Robert A. Mason

    Zaraz! zaraz! Jakie „wejscie na salony”, jakie „prostsze zadanie”? Fotografie reporterskie od kilkudziesieciu lat goszcza na wystawach. Od kilkudziesieciu lat mamy do czynienia z foporeporterami prezentujacymi rozne filozofie podejscia do tematu.
    A tutaj dowiaduje sie, ze niedawno sie cos zmienilo?

  • barabarasz

    @Robert A. Mason
    W galeriach sztuki fotoreportaż zagościł nie tak znowu dawno, na dobrą sprawę dopiero w latach 80-tych i nie bez kontrowersji. Chyba, że za fotożurnalistów uważasz Walkera Evansa czy Roberta Franka.
    Weźmy np. taką MoMA’ę. Pierwsza autorska wystawa fotoreporterska (choć też można na ten temat dyskutować) to „The Silence: Photographs by Gilles Peress” w… 1995 roku.

  • barabarasz

    Nie autorska i nie fotoreporterska. Poza tym wszystko się zgadza. Podobnie jak to, że na Prospekcie Newskim w Petersburgu rozdają samochody, jeśli wiesz do czego piję:)

  • Tomasz Pawłowski

    barabarsz…@ :)) Własnie o te rowery z Newskiego Prospektu mi chodziło, o to czy rozdają czy kradną itd.. kiedy pisałem o reportażu z Ukrainy …

    Czasem faktycznie wystarczy suchy podpis, że zdjęcie zrobione jest tu czy tam i wtedy czy wtedy, ale tutaj akurat ta krótka informacja to mało, bo nie słyszałem o tym, żeby korespondenci zagraniczni byli zapraszani na przesłuchania ( zwłaszcza z użyciem broni palnej jako środka perswazji ).

  • Robert A.Mason

    Nie fotoreporterska? Moim zdaniem jak najbardziej. Znalazły się na niej zdjęcia spełniające kryteria fotoreportażu.

    Ale ok. na szybko w angielskiej wiki znalazłem:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Photojournalism

    Acceptance by the art world

    „Since the late 1970s, photojournalism and documentary photography have increasingly been accorded a place in art galleries alongside fine art photography. Luc Delahaye, Manuel Rivera-Ortiz and the members of VII Photo Agency are among many who regularly exhibit in galleries and museums.”

    Jeśli trzeba będzie, mogę spróbować znaleźć nieco bardziej wiarygodne źródła.

  • barabarasz

    @Tomasz Pawłowski
    No Weber korespondentem zagranicznym raczej nie jest. Moim zdaniem wymyślił sobie projekt, pojechał, zapłacił i go dopuścili do działań śledczych, odgrywając przy okazji szopkę z pistoletem. Poza tym umówmy się, fotografowani nie wyglądają na mafiozów albo niebezpiecznych zbirów, są to raczej drobni handlarze czy dworcowi włóczędzy. Nie opisał wszystkiego co mógł, bo cykl straciłby na sile przekazu. Jest to może pewne nadużycie, ale postaci są jak najbardziej rzeczywiste, podobnie jak pokój przesłuchań.
    Poza tym pod wątpliwość poddałem jedynie wyciąganie przez Iczka pojedynczego zdjęcia ze spójnego cyklu. I to akurat najmniej reprezentatywnego.

    @Robert A.Mason
    Przypadek Delahaye’a jest dobrze znany, podobnie jak twórczość fotografów z VII. Z tym, że trudno tu mówić o latach 70-tych, skoro Luc D. jest z rocznika 1962, Rivera-Ortiz z 1968, a VII zostało założone w 2001.
    Poszukaj jednak głębiej, zwłaszcza że sam się wkręciłem:)

  • Robert A.Mason

    @ barabarasz za anglojęzyczną Wiki:

    The Decisive Moment

    In 1952, Cartier-Bresson published his book Images à la sauvette, whose English edition was titled The Decisive Moment. It included a portfolio of 126 of his photos from the East and the West. The book’s cover was drawn by Henri Matisse. […] Cartier-Bresson held his first exhibition in France at the Pavillon de Marsan in the Louvre in 1955.

Komentowanie zamknięte.