Jestem znany, cyknij mnie

150 150 FotoPropaganda

Temat rzeka…. jak fotografować osoby znane, popularne, rozpoznawalne, tzw. celebów.

Jest kilka zasad, którymi kieruje się 99% fotografów. Pozostały 1% nie kieruje się niemi, bo nie fotografuje celebów. Kilka z tych zasad chciałbym opisać tutaj.

Zasada nr 1

„Po prostu przyjdź i stań, ew. usiądź. Wystarczy że jesteś”
To jedna z najprostszych zasad i jednocześnie zazwyczaj najbardziej efektywnych. Znany celeb charakteryzuje się przede wszystkim znaną twarzą. Poza twarzą, wiele osób nie zna najczęściej kompletnie powodów, z których dany celeb jest znany. To nie ma znaczenia, każdy z nas wie, że bycie sławnym w naszych czasach oznacza zarówno operowanie najwspanialszym językiem świata i tworzenie poezji na miarę stulecia, jak i bycie mistrzem w szorowaniu łazienek i publiczne gwizdanie na czas. Obie postacie zyskują taki sam rozgłos, z tą różnicą, że o malarstwie napiszą wyłącznie dwie gazety, a półgodzinny materiał o gwizdaniu na czas pokażą wszystkie stacje TV wraz z backupem o historii życia gwizdacza.

Więc celeb pojawia się w studio bądź w plenerze i my po prostu robimy mu zdjęcie. Ot tak. Stoi, siedzi, patrzy głupio lub mądrze i cyk… Jest portret.

Zasada nr 2

“Po prostu przyjdź i stań, ew. usiądź. Wystarczy, że jesteś, a ja dam Ci atrybut”
Ta zasada jest jedynie zmodyfikowaną, wcześniej opisaną zasadą. Do wykonanych wcześniej ruchów i poczynań fotograficznych, należy po prostu dodać atrybut przypisany danemu celebowi. W przypadku poezji będzie to najczęściej książka lub stos książek na biurku, a w przypadku gwizdacza może wystarczyć nam gwizdek u nadymane usta. Z tymi ustami trzeba jednak mocno uważać, bo zastosowanie szkła szerokiego może spowodować spore przekłamanie na wadze naszego celeba. Spora część fotografów stosujących zasadę nr 2 okrasza swoje kadry także dodatkowymi atrybutami, w celu podkreślenia rodzaju “sławności”, którą reprezentuje celeb. Wspomniany stosik książek, zostaje urozmaicony piórem w ręce celeba lub nader często stosowaną biblioteczką znajdującą się za plecami modela. Jeśli ta biblioteczka ma w dodatku charakter użytkowy (czyli jest często używana i panuje na niej bałagan twórczy), tym bardziej podkreśli to unikatowy charakter portretu. W przypadku gwizdacza, atrybutem dodatkowym może stać się np. para z gwizdka idąca w mroźny dzień.

Zasada nr 3

„Po prostu przyjdź i stań, ew. usiądź. Wystarczy, że jesteś, a ja dam Ci atrybut i poproszę o gest”
Samo zastosowanie techniki nr 2 nie daje często wrażenia spontaniczności. Posadzenie lub postawienie modele, wręczenie mu atrybutu i wkomponowanie go w zgodne z atrybutem tło, nie rekompensuje często fotografowi włożonego w wykonanie portretu czasu. Dlatego też, fotograf sięgnąć musi po dodatkowy arsenał pomysłów i rozwiązań. Stosowanym często jest praktyka wymuszania miny. Powodowanie by celeb wykonał pełen animuszu gest, ożywiający kadr i ukazujący, że celeb żyje i jest podobny do czytelnika. Gest ów zazwyczaj składa się z wiele mówiącego spojrzenia (znad książki, zza szafki, spomiędzy książek na półce) lub gestu ręki, często nogi. Założona sprawnie noga na druga nogę już ożywia nam celeba. Szczytem odwagi i jednocześnie skuteczności fotografa jest namówienie celeba do położenia nóg na wcześniej przygotowanym stosiku książek, ew. na półce z papierami w tle. Gra ręką, która trzyma gwizdek lub delikatne przeczesanie włosów zmierzwionych podczas wydymania powietrza też potrafi nadać indywidualny wyraz portretowanemu. Zasada nr 3 wprowadza dodatkowo dynamikę i otwiera nam drogę ku zasadzie nr 4…

Zasada nr 4

„Po prostu przyjdź i stań, ew. usiądź. Wystarczy, że jesteś, a ja dam Ci atrybut i poproszę o gest i niekonwencjonalnie Cię pokażę”
Wydaje się, że to bardzo prosty zabieg. Oto mając na przeciw siebie wcześniej dopracowaną już scenę, autor za wszelką cenę chce urozmaicić portret swoim autorskim pomysłem. Takim podpisem, który ma stać się znakiem rozpoznawczym jego dzieł. W poszukiwaniu tego pierwiastka oryginalności, portreciści przekraczają kolejne granice dobrego smaku i rozsądku. Dla poety wymyślają niestworzone układy rak i oczu lub wysyłają biednego autora tomiku wierszy na dach własnego mieszkania, żeby tam ze stosikiem książek, długopisem w ręku, za założoną noga na nogę siedział na krawędzi dachu mając za sobą widok na dachy Gdańska i biblioteczkę przeniesioną siłą mięśni asystenta. Fotografia zaczyna zawierać w sobie tyle informacji, że widz nie ma już pojęcia czy ogląda poetę, czy może piszącego wierszę alpinistę, który lubi chodzić po dachu przed kolejną wyprawą na Annapurnę. W wypadku gwizdacza, sprawa jest o tyle łatwa, że gwizdać można prawie wszędzie i wyobraźnia portrecisty ograniczona jest już tylko budżetem i siłą mięśni asystenta, który ma spełnić zachcianki fotografa. Gwizdacze najczęściej lądują koło lokomotyw lub stadionów piłkarskich, bo te miejsca najlepiej konweniują dla portrecisty z dźwiękiem gwizdka.

Zasada nr 5

„Po prostu…”
To jest właśnie ta zasada, której nie stosuje 99% fotografów, bo nie fotografuje celebów. To nie znaczy wcale, że oni ich nie fotografują. Oni ich jak najbardziej fotografują, ale nie traktują ich jak celebów. I to jest ten kruczek.

Zasada „Po prostu…” jest najtrudniejsza. Bezkompromisowa i bezczelnie wprost skuteczna. Jej stosowanie ogranicza się w zasadzie do bycia z fotografowaną sobą i patrzeniu jej w oczy. Zasada obejmuje totalny zakaz wykorzystywania atrybutów, sztucznych, wymuszonych gestów, czy żenujących najczęściej pseudo-plenerów. Kwalifikacje fotografa są weryfikowane umiejętnością zaangażowania celeba w kontakt z widzem, z fotografem. Każdy zbędny rym jest dyskwalifikacją fotografa, a niepotrzebne, efektowne  gwizdnięcia jedynie obniżają rangę wykonanych portretów. Tylko 1% portrecistów ma szansę stosować zasadę nr 5. Zachęcam do prób…

11 komentarzy

Komentowanie zamknięte.