Wiara li niewiara

150 150 FotoPropaganda

Dziwnym jesteśmy narodem. A może po prostu ja jestem dziwny?! Zacznijmy jednak tak…

Od paru tygodni szukam samochodu. Wiecie, co pewien czas mężczyzna musi zmienić swoje zabawki. Dla jednych to jest aparat, a dla prawdziwych mężczyzn samochód. Dla tych serialowych plastusiów to zapewne byłby kwiatek w łazience :) Ostatnio czytałem ciekawy artykuł o profilu współczesnego mężczyzny wygenerowany przez serialowe i filmowe postacie w Polsce. Dramat. Międląca się łajza, zalana łzami z tatuażami i szczotką na głowie, rozpaczająca nad swym losem.

No, ale to nie jest blog o problemach męskiej część społeczeństwa, tylko o problemach męsko-fotograficznej części społeczeństwa… więc do meritum…

Szukam używanego auta i jak może część z Was wie odkrywam nowy dla mnie świat. Trochę taki kolodionowy świat. Chemia między cwaniakami z lawetami i ich maszynami z przekręconymi licznikami, a klientami, którym wydaje się, że przyłapią ich na wałkach. Ja gram rolę tego, co się NIBY zna. Trochę jak na fotografii :)

I cóż dziwnego jest w tym polskim narodzie? Oto bowiem odkrywam w sobie wszechobecna podejrzliwość. Właściwie to jest to permanentny brak zaufania połączony z zawiścią o wszystko. Przykład: Człek sprzedaje samochód. Daje ogłoszenie. Ja dzwonię, a w odróżnieniu od pozostałych 99% ogłaszających się, ten człek sam proponuje, że podjedzie do mnie, bo ma blisko. Bym auto zobaczył. I we mnie zapala się czerwona lampka… ocho!… zależy mu = coś z autem jest nie tak.

Tak samo w fotografii. Ktoś robi jakiś temat, a ja od razu konkluduje, że to jest albo zbyt płytkie, albo zbyt głębokie. Zarzucam już w fazie koncepcji, że wynik będzie gówniany. Tak i z samochodem. A tymczasem, człek przyjeżdża, pokazuje, szczerze wskazuje rysy, zadrapania, brud na tapicerce. Daje pojeździć, dokumenty prezentuje. Po prostu normalny kurde, uczciwy człowiek. Co jest z nami?! Czy już tak w mocno wyzuto nas z normalnej wiary i zaufania, że takie zachowania nas dziwią?! Że nie potrafimy przyjąć za dobra monetę tego, co ktoś nam daje. Że nie wierzymy w fotografię po prostu?

No nie wiem, bo moje wynurzenia byłyby uzasadnione gdyby nie….
No własnie… Gdyby nie fakt, że auto po sprawdzeniu okazało się bite z obu stron, książka nie od tego samochodu, a licznik w niemieckiej bazie serwisowej wskazywał przebieg o 100tys. km wyższy niż na tzw. blacie :)

Miałem okazję zobaczyć kilka prac, projektów fotograficznych w ostatnich dniach. Miałem okazję przejechać się taką ilością samochodów, że już nie wiem, które mi odpowiadają, a które nie. Poznałem kupę ludzi i ich pomysły na fotografię, na pokazanie po prostu swojego wewnętrznego zapotrzebowania na dostawę świeżej fotografii.  Jednocześnie gadałem o rzeczach, o których miesiąc temu nie miałbym pojęcia: EGR, DPF, FAP, drążki, maglownice, ESP, wahacze, VAG itp…

W każdej z tych dziedzin można jednak docenić prawdziwych pasjonatów i prawdziwie normalnych ludzi. Nawet normalnych fotografów. Wierzyć zaczynam, że nie jest aż tak źle. Aż tak źle z fotografią i aż tak źle z rynkiem samochodów używanych. Trzeba jednak szukać. Z wiarą, że znajdzie się.

Ja chyba już znalazłem auto, a fotografię odkrywam dużo inaczej ostatnio niż przez pryzmat krytycznych wrzutek o wyższości cyfry nad kolodionem, bo jak wszyscy świetnie przecież wiecie, to drugie jest niepodważalnie bardziej atrakcyjne wizualnie i estetycznie ::)
Dokładnie tak samo z samochodami. Jedne są bardziej zasadnicze i masowe (dla ludzi/ludu – z niemieckiego Volks), a inne trochę bardziej wysublimowane. Jednak obie wersje jeżdżą! Spełniają swe zadanie.

I tego się trzymajmy. Wiary, że rzeczy niekoniecznie wysublimowane i niekoniecznie ludowe muszą ze sobą rywalizować. Że zaspakajają potrzeby wszystkich. Każdego w inny sposób.

Dlatego wracam ku prostocie niezrażony docinkami o niezmienności i banalności stylu. Prowadzę auto, którego nikt nie chce poza mną i robię fotografię, którą lubię tylko ja.

Czego i wam życzę! :)

Wojtek - "fotograf wysublimowany", Kumaka Studio, listopad 2010

12 komentarzy

Komentowanie zamknięte.