Miejski Album dla kogo?!

150 150 FotoPropaganda

Komentarz Pierwszy by: Piotr Biegaj ‚iczek’

Portret to czary mary sim sala bim. To spełnienie moich wyobrażeń o fotografii, jej funkcji i społecznym momencie, który dla mnie stanowi powód powstania fotografii w ogóle. Dla człowieka ona powstała, o człowieku powinna opowiadać. Z tym większa radością przyjąłem kilka miesięcy temu informację, że organizatorzy „Albumu dla Gdańska” poszli w stronę ludzi. Ba! Oni zapowiedzieli, że w tegorocznej edycji szukać będą relacji między ludźmi. Relacji i pewnych socjologicznych powiązań i aspektów życia w Gdańsku. Że człowiek tym razem jest ważniejszy niż nagradzane od trzech lat budynki mniej lub bardziej obdrapane i mniej lub bardziej znane komukolwiek w mieście. No więc zacierałem ręce i czekałem. Cierpliwie.

Zaczęło się już jakoś dziwnie, bo organizatorzy nie chcieli ujawnić kto będzie zasiadał w jury konkursu?! Skład poznaliśmy dopiero przy ogłoszeniu wyników. Wstyd czy co?! O tym, że może i powód był, to za moment, bo słowom najważniejszym czekać nie powinniśmy dawać. A najważniejszym słowem jest „zwycięzca”. Wygrał Łukasz Ostalski, etatowy od kilku lat zwycięzca reporterskich konkursów. O nagrodzie dowiedziałem się najpierw telefonicznie. Kilka godzin później z niecierpliwością czekałem na załadowanie się fotek na ekranie. I… No tak. Znowu nic nie kumam .. :(

Albo ja nie zrozumiałem konkursu i jego celu, albo organizatorzy nie umieli mi tego jednak wyjaśnić, albo coś nie tak jest z jury…? Wygrały zdjęcia, na których zgodnie z cytowaną przez „Trójmiasto.pl” przewodnicząca jury – Małgorzatą Taraszkiewicz-Zwolicką:

„…uchwycone zostały w niestandardowy sposób subtelne relacje poszczególnych osób z ich otoczeniem, z pozoru zwyczajnym, codziennym, a jednak ciekawym, podlegającym nieustającym zmianom…” (za Trójmiasto.pl)

Chciałoby się polecieć Mariolką: „Helooooooł?!”

Mirosław Baka - fot. Łukasz Ostalski

Gunter Grass - fot. Łukasz Ostalski

Mieczysław Abramowicz 1/2 - fot. Łukasz Ostalski

Mieczysław Abramowicz 2/2 - fot. Łukasz Ostalski

Julia Dranicka - malarka, fot. Łukasz Ostalski

Jakież to relacje uchwycił reporter Łukasz w tych kilku fotach, które wykonał podczas kolejnych zawodowych zleceń dla jakiś tam gazet? W jakiż to niestandardowy sposób uchwycił ich relacje z otoczeniem? Czemu dwa razy oglądam jednego bohatera, a innych raz? Co wspólnego z konkursem fotograficznym, gdzie warto przedstawić jakiś zamknięty projekt, cykl prac podporządkowany idei, założeniom, mają te zebrane do kupy pojedyncze fotografie okazjonalne? Być może i one pojedynczo się bronią – nie przeczę, ale nagroda za ich wspólny byt konkursowy? Tego już nie rozumiem.
Cały konkurs zakończył się tak po prostu fotkami znanych (!?) gdańszczan wykonanych zawodowo przez reportera. Czy o to chodziło jury i organizatorom parę miesięcy temu, aby tak to zrobić? Tego oczekiwano? No skoro nagrodzono te portrety, to rozumiem, że tak…

Nie mam nic do Łukasza – jego prace zawodowe mi się nawet podobają. Poprzednie nagrody były w pełni zasłużone, bo i tak wystają poza przeciętny poziom reporterki w Polsce. O ile nadal jest coś takiego jak zawodowa reporterka. Ale nie mogę już przejść obojętnie koło tematu, który decyzją jury został sprowadzony do banału.

Ciekawe jest to, że fotki o Gdańsku oceniały: dwie poznanianki, warszawiak i jedna gdańszczanka. No cóż. Może jednak warto byłoby pomimo niechęci i osobistych animozji zaprosić ludzi, którzy patrzą na fotografię konkursową ciut inaczej niż współczesne pokolenie „zawsze nowoczesnych”. Czy spojrzenie analityczne gdańskich fotografów, tych starej daty, ale do jasnej cholery nadal umysłowo sprawnych zaszkodziłoby temu konkursowi? Czy ich obecność jest już tak passe w środowisku „feministyczno-łaźnianym”, że trzeba sięgać ludzi, którzy nie maja zielonego pojęcia, gdzie zrobione jest przez Kamila Kulika zdjęcie dziewczynki!? Nie wiem…

Oczywiście, powinniśmy zakładać, że jury nie miało wyjścia i były to najlepsze prace. To jednak jedynie pogłębia marazm fotograficzny w Gdańsku i wierzyć mi się nie chce, że tak może być. Czy jest miasto w Polsce, które ma tyle szkół fotograficznych co Trójmiasto? Ja znam ze cztery i każda jest najlepsza i czynne są od lat wiec i ludzie jacyś tam chodzą.

Album dla Gdańska 2010 jest dla mnie krokiem wstecz. Zamiast promocji fotografii otrzymujemy naciągane pod nieudaną ideologię dość średniawe wyniki. W pracy jury nie dostrzegam żadnej konsekwencji, żadnej myśli przewodniej. Kompletnie zagubieni , chyba nie wiedzieli o co chodzi organizatorom. Komu służy projekt „Album dla Gdańska”? Pytam oficjalnie. Komu? Gdańskowi? Oj nie. Nie służy Gdańskowi i nie służy fotografii. Tej z pewnością nie służy…. :(


Komentarz Drugi by: Jarosław Orłowski ‚dzerry’

W pewien wiosenny poranek, gdy w KUMAKA Studio Iczek być może fotografował kolejną modelkę w piórach, sto metrów dalej, na placu Wałowym, Bartosz Sójka dokumentował kilka chwil z życia miejscowych urwisów. Czy już wtedy wiedział, że te zdjęcia, które złożą się na cykl „Przedmieścia” w niestandardowy sposób uchwyciły subtelne relacje poszczególnych osób z ich otoczeniem, z pozoru zwyczajnym, codziennym, a jednak ciekawym, podlegającym nieustającym zmianom? Dziecięce zapasy w piaskownicy, jedna, druga, trzecia klatka. Chłopcy są szybcy, czasy długie, poruszenia nadają fotografiom nonszalanckiego sznytu. Chwila oddechu. Stańcie tutaj, zrobię wam zdjęcie. Gdy je pierwszy raz zobaczyłem, niemal automatycznie przypisałem je Jerzemu Wierzbickiem, laureatowi pierwszej edycji „Albumu dla Gdańska” za zdjęcia z cyklu, nomen omen, „Gdańsk suburbia”. I jeszcze ostatnia klatka cyklu. Gdyby pokazać tę sekwencję na filmie, ujrzelibyśmy obraz rejestrowany przez kamerę wznoszącą się powoli w górę, by w końcu zobaczyć szeroki kontekst miejsca wydarzenia. I tak jak film traktuje rzeczywistą topografię czysto instrumentalnie, tak Bartosz Sójka przenosi nas w zupełnie inne miejsce na przedmieściach Gdańska. Zdjęcie niedbałe, szare, niedoskonałe techniczne – zupełnie jak Dolne Miasto.

fot. Bartosz Sójka

fot. Bartosz Sójka

fot. Bartosz Sójka

fot. Bartosz Sójka

Jury uznało cykl Bartosza za najlepszą pracę wśród amatorów biorących udział w konkursie „Album dla Gdańska”. Trudno wartościować fotografię, jednak przy każdym konkursie nie sposób tego uniknąć. Nie kryję, że jestem jednym z tych, którzy polegli w konfrontacji z Bartoszem. Nie czuję zawiści. Próbuję tylko odnaleźć końcówkę tej nitki, po której jury doszło do kłębka. Kilka razy czytałem uzasadnienie werdyktu, co raz zerkając na prace Bartosza, by znaleźć ten klucz, by dostrzec subtelne relacje chłopaków ze zmieniającym się otoczeniem. Przykro mi, ale najwyraźniej są one tak subtelne, że moje nieuzbrojone w odpowiedni aparat poznawczy oko po prostu ich nie dostrzega. Nie przeczę, cykl Bartosza ma swój urok, podobnie jak większość zdjęć dzieci wykonanych pod każdą szerokością geograficzną. Czy poświęciłbym tyle czasu tym zdjęciom, gdyby nie kontrowersyjne uzasadnienie? Pewnie nie. Czy te zdjęcia zasługują na taką uwagę? Wydaje mi się, że ten cykl, jego narracja i wykonanie, w parze z werdyktem, pozostawiają zbyt wiele pytań bez odpowiedzi i tworzą zbyt kruchą konstrukcję by móc obronić się przed jednym dmuchnięciem banalnych zarzutów. A może lepszych zdjęć po prostu nie zgłoszono?

Jeśli istnieje metal, którego pole magnetyczne wywołuje skrajną niemoc fotograficzną, to pod tym miastem znajdują się jego największe na świecie złoża, a „Album dla Gdańska” po raz kolejny staje się najlepszym tego dowodem. Nawet wprawne oczy z Poznania i Warszawy uległy zabójczemu promieniowaniu i nie zdołały wypatrzeć godnej tego miasta fotografii. Szkoda. Po raz trzeci.

19 komentarzy
  • hubert

    Najbardziej podoba mi się portret pani Julii Dranickiej ze ślimakiem, choć jego relacji z otoczeniem jakoś nie łapię.

    Być może portrety miejsc powinni częściej wykonywać ludzie z zewnątrz, z dystansem i dziecięcą ciekawością odkrywających nieznane im oblicza? Bo mi (człowiekowi z zewnątrz) te fotografie (jak i zeszłoroczne) niewiele o Gdańsku opowiadają – współczesności, historii i subtelnych relacjach jego mieszkańców z otoczeniem. Już wolę pocztówki znad morza z łabędziem.

  • BolekWu

    Daleki jestem od zrównywania laureatów z ziemią. Może rzeczywiście nie było lepszych zdjęć. Natomiast paskudnie razi mnie przypadkowość zwycięskiego „cyklu”. Już nawet nie chodzi o jury, bardziej o pana Ostalskiego. Jakim cudem zawodowy fotograf może przesyłać taki miszmasz jako cykl, projekt czy zestaw konkursowy? Zgrzyta, mocno zgrzyta. Pod tym względem zwycięski amator wypada dużo lepiej.

  • iczek

    @BolkuWu – miałem nadzieję, że napisałem w sumie stonowanym językiem te pseudo-ocenę wyników, ale skoro piszesz o „zrównywaniu z ziemią”, to już się boję :)
    Chyba, ze użyłeś tych słów, nie w kontekście moich wypocin..?:)

  • BolekWu

    Nie, nie, spokojnie :) Nie mam wrażenia, że zrównujesz ich z ziemią, chciałem tylko mocniej podkreślić, że wina leży nie tylko po ich stronie. Na słabych wynikach konkursu zaważyło jury, zaważyły inne prace i wreszcie całe stadko zdolnych fotografów, którzy żadnych prac nie nadesłali. Generalnie zgadzam się z tym co napisałeś. Choć zżera mnie ciekawość jaki był wybór, jakie były inne prace. Można gdzieś konkursowe zgłoszenia dzerrego obejrzeć? Bo rozumiem, że Ty się nie zgłaszałeś?

  • iczek

    Wiesz co Bolku, ten materiał nie bez kozery jest tak skonstruowany jak jest. Pisza go dwie osoby. Jedna wzięła udział w konkursie (Jarek), a ja nie wziąłem. W sumie to czekałem tylko na argument typu: „jak niski poziom dla Ciebie, to sam wystartuj”, ale z drugiej strony zaraz pojawi się taki, co napisze, że rozżalony jestem iż piękna mych prac nie dostrzegła szefowa GGF i członkowie Jury :)

    Nie brałem udziału i z czystym sumieniem piszę, co piszę :)

    Wyniki możesz zobaczyć, ale dopiero za dwa miesiące – 10 grudnia 2010 o 18:00 ma być wernisaż w GGF. Też ciekawią mnie inne prace.

  • Ada

    Z wielką ciekawością przeczytałam wasze opinie na temat tego zwycięskiego cyklu. Sama odnoszę wrażenie, że nie do końca trafiony jest dobór zdjęć do owego zestawu, jednak jeśli potraktujemy każde zdjęcie indywidualnie to nie można im nic zarzucić. Przedstawiają Gdańsk jako miasto, które jest centrum kultury (a przecież Gdańsk teraz startuje na europejskie miasto kultury), przedstawia ludzi, artystów młodszego i starszego pokolenia mocno powiązanych z Gdańskiem, choć może nie ma między nimi bezpośredniej relacji o której pisaliście wyżej, to ja widzę relacje poprzez to kim są i co tworzą. Dość ze zdjęciami Gdańska, pokazujących brudne ulice, obdrapane mury i podwórkowe dzieci rodem z Nowego Portu. Czy trójmiejscy fotografowie nie mają nic innego do powiedzenia? Fajnie w końcu zobaczyć Gdańsk właśnie od innej strony.

  • Ada

    Kwestia spojrzenia. Jestem przekonana, że w każdym konkursie fotograficznym jesteś w stanie znaleźć kilka prac które zwyczajnie do ciebie nie docierają.

    Warto czasem spojrzeć na to od innej strony. Ja mam dość oglądania zdjęć o Gdańsku, które jak już pisałam ukazują go w ciągle w tym samym świetle. Szare blokowiska itp. To był interesujący temat ale jakieś 5-6 lat temu, nie teraz. To wszystko się już przejadło. A jestem pewna, że na ten konkurs nadesłano dużo takich zdjęć.
    Nie ma co tutaj lecieć Mariolką, bo wygrały zdjęcia jakich jak podejrzewam – nikt się nie spodziewał :).

  • Mariusz

    A to: „Ciekawe jest to, że fotki o Gdańsku oceniały: dwie poznanianki, warszawiak i jedna gdańszczanka. No cóż.” Czyli, gdybyś został poproszony do zasiadania w jury oceniającym album ‚Wrocław 2010’, to odpowiedziałbyś: – sorki jestem z Gdańska, nie czuję się kompetentny…
    Zatem co, fotki o Gdańsku ocenić poprawnie może jedynie gdańszczanin? To może i ‚Album dla Gdańska 2010’ lepiej nie kupować jeśli się jest spoza Gdańska, bo jest tylko dla gdańszczan? :)))

  • iczek

    Mariusz – przecież wiesz o co chodzi:) W sumie to ja nie pdojałbym sie oceniania żadnego konkursu lokalnego, wlasnie dlatego że ja gówno wiem o Wrocławiu :)
    Byłem tam raz. A jeśłi charakter konkursu jest TAK lokalny, jak ten w Gdansku, to ja nie widze koniecznoswci bycia spoza Gdańska. Ba, ja widzenawet koniecznośc bycia z Gdanska!
    Poza tym… wspierajmy lokalnie się wzajemnie. Mało u nas fotografów z uznanym dorobkiem? Mało twórców nawet ze stajni femino-łaźniarskiej? Mnóstwo…

  • BolekWu

    Zastanawiam się i mam dylemat. No bo z jednej strony nie zgadzam się z Adą, że zwycięskie zdjęcia pokazują Gdańsk – ja tam Gdańska nie widzę. Z drugiej strony jednak próbuję wyobrazić sobie idealne zdjęcie wpisujące się w opis konkursowy i nijak nie mogę go wymyślić. Wam coś przychodzi do głowy?

    Z trzeciej strony myślę sobie, że może po prostu autorom konkursu chodziło o portrety ludzi Gdańska, a nie chcąc być banalnymi walnęli taki wymyślny opis o przedstawianiu miasta, relacjach, zmienności i innych dyrdymałach, na które potem sami nie zwracali uwagi. Trochę tak jak to jest w krytyce sztuki – do wszystkiego można dopisać ciekawą historię i interpretację, o której autor nie miał pojęcia albo której w ogóle w dziele nie ma.

    Z czwartej strony – nie jestem z Gdańska, na wszelki wypadek zaznaczam. Myślę, że spojrzenie gdańszczan na konkurs i te prace jest inne.

  • MarcinE

    Fakt, dla mnie kiepskie zdjęcia, ani to cykl, ani historia, ani relacje, ale talenty fotograficzne nie rodzą się na kamieniu, ja tez mogę sie uprzeć, „nadymać” i wymamrościc jakiś cykl, tylko czy to bedzie dobre, ja pewno bym myślał, że tak, i tak pewno myslą autorzy tych zdjęć

  • Ada

    Co do cyklu to chyba ustaliliśmy ze nie jest to żaden cykl.:) ale zdjęcia jako portrety są dobre.

    Za to krytykanci i pseudo znawcy rodzą się na każdym kamieniu jak MarcinE

  • iczek

    Ada – jeśli masz na myśli zdjęcie ilustrujące artykuł (tekst) w prasie, to mogę to zaakceptować. Jako pojedyncze portrety konkretnych osób – jest to słabe.

  • MarcinE

    a to jeszcze na moment: gdyby ktoś mi pokazał te zdjęcia bez komentarza, powiedziałbym:kolejne zdjęcia znanych osób, i naprawdę, tu nie jestem krytykantem, ale zrobione bez większego pomysłu, fotografowanie znanych to nie jest wystarczająca recepta na dobre zdjęcia, a najciekawszy jest portret owej malarki, mnie nieznanej, ale coś tam o niej się mozna dowiedzieć

  • Ada

    Nie ma co tutaj się wywodzić na temat tego co jest ciekawego w zdjęciu Grassa a co nie.

    Generalnie wszyscy sportretowani wywodzą się z Gdańska, zdjęcia zostały wykonane właśnie w Gdańsku i co najważniejsze ukazują choć trochę osobowości bohaterów zdjęć. Foty są naturalne i nieprzekombinowane.

Komentowanie zamknięte.