Ramka prawdy>>?

150 150 FotoPropaganda

Ile razy w życiu ktoś zrobił Wam portret?
Policzmy….
Po urodzeniu, w lokalnej gazecie fotka wielkości paznokcia – to raz.
Dwa to pierwsze zdjęcia z chrztu, komunii, bierzmowania itd.
Do tego legitymacja szkolna, prawo jazdy, dowód osobisty, potem masa innych dokumentów łącznie z kartą kredytową, na której uśmiechasz się sam do siebie przy każdej transakcji bezgotówkowej.
Ślub to okazja do kolejnego portretu, tym razem we dwoje. Potem portrety z dziećmi i kiedy już myślisz, że zbliżasz się do końca tego portretowego maratonu, dzieci przed śmiercią dziadka jeszcze chcą z nim mieć portret więc siedzisz sztywno z pomarszczoną skóra na dłoniach i pstryk… kolejny portret.
Koniec?

No nie, bo znając Twoje zamiłowanie do fotografii, synowa wraz z zięciem robią prezent rodzinny i bach… na nagrobku „piękny” portret na porcelanie. Nie w kij dmuchał.

Skąd ten pęd do fotografowania twarzy, portretowania?
Jestem pewien, że gdyby nie techniczne ograniczenia i ośmiogodzinne naświetlanie metalowej płyty Josepha-Nicéphore’a Niepcego, pierwsza fotografia byłaby także portretem robionym z okna jego pracowni.

Niepce byłby jednak tylko kontynuatorem. Już nasi wcześni jaskiniowi bracia portretowali siebie samych na ścianach swych grot. A faraonowie… nie mieli swych profili ułożonych w korowód hieroglifów? Wszyscy po kolei królowie najpierw portretowali się u malarzy, by następnie iść na wojnę, najczęściej w obronie religii z portretem boga na sztandarach.
Właśnie… a propos religii – a portret wykonany przez Weronikę Chrystusowi niosącemu krzyż? Wprawdzie to tylko kawałek płótna i krew z potem zmieszana, ale portret był i skończyło się tak, że została patronką fotografów – dzięki portretowi.

Skąd ta siła portretu?
Czy tylko dlatego, że portret pokazuje najważniejszą część naszego ciała – twarz?
Ostatnio głośno jest o pośladkach pewnej aktorki, skądinąd bardzo ją lubię, które zrobiły zawrotna karierę jako personifikacja buntu jednostki. Otóż zastanawiałem się kiedyś wraz z Jeanloup Sieffem (to on uknuł tę teorię), czy w człowieku nie jest od twarzy aby bardziej szczera nasza… pupa? I czy to jej nie powinniśmy poświęcić więcej naszej portretowej uwagi? On robił to świetnie. Jego portrety pup są doskonałe. Zarówno w warstwie estetycznej, jak i fotograficznej.
Nie oszukujmy się jednak, mimika naszej pupy pozwala nam co najwyżej wypiąć ją. Twarz ma trochę więcej środków wyrazu i może dlatego trudno nam najczęściej uchwycić „decydujący moment”, że pozwolę sobie zaprzęgnąć tutaj określenia z innej bajki fotograficznej.

Czytałem kilka dni temu wywiad z przedstawicielem młodego nurtu polskich portrecistów (tak są tacy!). Na pytanie dziennikarki czy pokazuje on prawdę o modelach w swoich portretach, odparł z rozbrajająca szczerością: „Ależ skąd! Jak pani wyobraża sobie uchwycenie prawdy o modelu, który spędza ze mną kilka lub góra kilkadziesiąt minut?!”
Czyż nie prawdziwe?

Czy jest prawda w fotografii nagiego bobasa w godzinę po urodzeniu? A może jest prawda o Tobie na karcie kredytowej? A może foto w prawie jazdy wypełnia kanon treści, które określają Ciebie jako człowieka? Z pewnością prawdy na darmo szukać na porcelanowych owalach znajdowanych na cmentarzach. Portret kaznodziei Cornelisa Anslo z dzieła Rembrandt’a mówi nam o nim tylko tyle, co przekazują historycy sztuki w swoich analizach, ale sam w sobie jest kolejnym arcydziełem gry światłocieni.

Każdy raz w życiu zrobił portret. Czym więc jest portret fotograficzny, bo wydaje się być ważny w historii fotografii.
Ja nie wiem. Im więcej mam portretów za sobą, tym bardziej się oddalam od ram definicji.

Pamiętacie ostatnią scenę z filmu „Amator” Krzysztofa Kieślowskiego?
Filip Mosz, grany przez Stuhra, kieruje oko kamery filmowej na siebie i na dźwięk puszczonej w ruch taśmy wzdryga się. I choć tło sceny ma inny kontekst, to może w tym małym tiku jest wyjaśnienie?

------------Ambrotyp 8x10, Itoflex------------ Tadeusz Fiszbach, polityk, dyplomata, I-wszy Sektretarz KC w Gdańsku, brał udział w podpisaniu Porozumień Sierpniowych

15 komentarzy
  • Tomasz Pawłowski

    może ja się nie znam, ale jeśli miałeś okazję sfotografować TEGO Fiszbacha, to nie wykorzystałeś jej: zrobiłeś takie samo zdjęcie jak zawsze, twarz i cokół, a wokół przewidywalne do bólu plamy niczego. Na początku myślałem, ze to kolejna odsłona dziennikarza sportowego sprzed kilku dni. Forma przerasta treść, a szkoda!

  • Isak B

    a czy zdjęcia znanych osób muszą być fajerwerkami estetycznymi?

    Czy wygląd Pana Fiszbacha z racji tego, że jest Panem Fiszbachem jest lepszy od wyglądu spracowanego sklepikarza, sąsiada Władka spod 3 i w związku z tym trzeba wymyślić coś innego, coś lepszego, coś jedynego w swoim rodzaju?

    Ja to się na pewno nie znam, ale moim, konsumenckim zdaniem to nie ma znaczenia kto kim jest.
    Kim była Hermina Benko z obrazu Schada? a kogo to obchodzi? Na pewno nie mnie. Natomiast obchodzi mnie to jak ona wygląda i jakie to uczucia we mnie wzbudza.

    No chyba, że ktoś ma ciśnienie żeby fotografować znane osoby, co by uzyskać prestiż i uznanie… kogoś tam. W sumie nawet nie wiem kogo, ale na pewno ktoś się znajdzie.

    Tak sobie myślę, że Pan F jest po prostu starszym gościem. Czy na jego zdjęciu musi być pokazane, że był I S KC, a teraz jest wielkim orędownikiem demokracji?
    W sumie ciężko byłoby pokazać taki mix.

    Nie dość, że praca wyznacza cały cykl życia człowieka, to jeszcze ma ukształtować jego wygląd i wieczyście podstęplować go określonym wizerunkiem?

    Nie może być po prostu człowiek od tak?

    Ja osobiście zamiast na siłę upchanej idei, szukam emocji.
    Tu zdecydowanie je znajduję.

  • Isak B

    a jak komuś pracę Piotra wydają się monotonne to polecam przerzucić się na śledzenie artystycznych poczynań Romana Opałki, którego skądinąd ogromnie szanuje i podziwiam.

    pozdro

  • Isak B

    Panie Tomku,
    Tak to możemy się licytować do końca świata na przemian wymieniając fotografów z najwyższej półki gdzie jedni pokazują znane osoby inni zwykłych szaraków. Czy do czegoś dzięki temu dojdziemy?
    Każdy twórca i każdy odbiorca chce czegoś innego.
    Mnie na zdjęciach znane osoby, o ile nie mają ciekawej twarzy nie interesują.
    Zadawanie pytania o wielkość Newmana to taka trochę retoryka znanej, awanturniczej, krajowej partii politycznej. To że w ciąg zdań wplecie się jedno oczywiste zdanie nie powoduje, że pozostałe są równie przekonujące.
    Chyba jednak jest Pan konsumentem skoro w świecie kultury i sztuki wybiera Pan jedną estetykę a z innej rezygnuje. Wybiera Newmana rezygnuje z kogoś tam innego.

    Z resztą nie istotne. to miejsce nie służy do tego typu dywagacji.

    Pozdrawiam

  • Jos

    Każda fotografia to tylko migawka fragmentu prawdy w danym momencie czasu. Raz będzie ona czymś, co trwa dłużej, z czasem się nie zmienia, co można trwale obserwować i być może sfotografować ponownie. Innym razem będzie czymś unikalnym, co na ułamek chwili błysnęło w oku modela. Ze względu na zmienność i dynamikę człowieka prawda w portrecie to skrajna ekwilibrystyka, ale to dotyczy równie dobrze fotografii Giewontu, tylko w nieco innej skali czasu.

  • wujek db…

    moim zdaniem jest uchwycone we wzroku „to cos”, a dobry portret powinien pokazywac jednak nature czlowieka. Moze nie bedziemy w stanie uchwycic calej prawdy, moze nie bedzie mozliwe przekazanie calej historii zycia, zwlaszcza gdy jej nie znamy – ale czesto udaje sie zlapac pewne elementy osobowosci, wtedy jest pieknie… No ale ja sie nie znam ;)

  • Tomasz Pawłowski

    Dość powszechny deficyt dyskusji i kiepska forma ducha polemicznego sprawiły, że pokusiłem się o małą prowokację w moich wpisach poprzednich – zarzucając iczkowi „niewykorzystanie sytuacji”… Autor nie dał się sprowokować, ale i inni nie byli skorzy do walnięcia mi kijem w łeb, za co dziękuje serdecznie.

    A więc wyjaśniam: Zaproponowałem po prostu antytezę wobec „uportretowienia” każdego jednego wizerunku. Dalej podtrzymuję, że zdjęcia z chrztu, komunii oraz paszportówki nie należą do portretu. Mieści się to, co prawda, w potocznym rozumieniu portretu, w którym dość powszechnie przyjmuje się, że każdy – nawet przypadkowo uchwycony na ulicy – „gębowzór” może być określony mianem „portretu”, ale w tej sytuacji samo pojęcie traci już resztki swoich konturów – oznacza wszystko, a zatem NIC. Myślę przy tym, że iczek – właśnie w prowokacyjny sposób – w tym kierunku właściwie szedł. Podał jakieś przykłady, zapytał, co to jest portret, a potem po sokratejsku powiedział, ze nie wie, ha.

    Ja tez nie wiedziałem, ale dzisiaj ustaliłem definicję na najbliższy tydzień: portret wymaga portretowej sytuacji, chwili uwagi i skupienia, intensywnej obecności fotografa i fotografowanego oraz wylogowania się ze strumienia przypadkowości wrażeń. Wyjątkowości. W ten sposób można znaleźć typ i indywidualne. Może być? ( Jeśli nie, to szukamy dalej )

    Ps. W odbiorze indywidualnego w typie niekoniecznie pomaga moim zdaniem Ambro. Przeszkadza. Ta charakterystyczna technika – owszem, sympatyczna może – stwarza formę, a ta forma formuje za bardzo:). Co do treści – to intryguje mnie ułożenie ręki.

    Pozdrawiam

  • Kraftsman

    Definicja ciekawa, choć – jak większość znanych mi definicji portretu – jest obarczona błędem nazywanym ignotum per ignotum. Innymi słowy nic w istocie rzeczy nie wyjaśnia. Bo czymże konkretnie jest „portretowa sytuacja”, „intensywna obecność”, że nie wspomnę o „wylogowaniu ze strumienia przypadkowości zdarzeń”. Tyle, że rzeczywiście zjawiska portretu nie sposób ubrać w formuły ścisłe.

    Nie wykluczałbym natomiast z góry „zdjęć z chrztu, komunii” czy „paszportówek”. Dlaczegóżby nie miało na tego rodzaju zdjęciach dojść czasem np. do „intensywnej obecności fotografa i fotografowanego”?

    Dla mnie portret to taki obraz osoby lub jej fragmentu (wizerunek), który przekazuje o tej osobie wiedzę wykraczającą poza informacje o samym tylko wyglądzie zewnętrznym. Dobry portret opowie długie, naładowane emocjami historie. Im mniej tych historii i emocji, tym portret słabszy.

Komentowanie zamknięte.