Dziennikarstwo obywatelskie ukrzyżowane

150 150 FotoPropaganda

Tracę powoli wiarę w autorytety. W te resztki autorytetów, które zostały wśród żywych. Deficyt zjawiska autorytetu dotyka mnie zwłaszcza w warstwie fotograficznej i szerzej:  medialno-dziennikarskiej. Po prostu nie ma już autorytetów w tej dziedzinie dla mnie. Większość umarła, a ew. nowi nawet nie mogą osiągnąć poziomu rzemieślnika.

Kilka dni temu znana grupa medialna uruchomiła portal, który ma służyć ludziom do wrzucania robionych przez siebie filmów z różnych wydarzeń. Kontakt24, bo o tym mowa, ma dać szansę na zaistnienie w mass-mediach amatorom i pasjonatom. Tako też lansuje go swą twarzą Grzegorz Miecugow. Słyszę przeto, że ten pomysł to wspaniała szansa dla zdolnych, najczęściej młodych ludzi aby pokazać swoją pasję i refleks. Że stacja posiadać będzie teraz (uwaga!) dziennikarzy wszędzie! Dla stacji ma to być niewyczerpane źródło natychmiastowej informacji, a co najważniejsze… ZA DARMO!

I cały ten pomysł mało by mnie obchodził, gdyby w swych komentarzach Miecugow nie stwierdził, że ten portal to dziennikarstwo… i to nie byle jakie… to jego zdaniem dziennikarstwo obywatelskie! Ło la Boga! Padłem na kolana to słysząc i jak nic pobiegłem do sieci poszukać opisów zjawiska dziennikarstwa obywatelskiego. I zdumiałem się, bo jeśli filmik z opadów deszczu w Redzie, scenę wypadku z oderwaną głową kierowcy czy też kłótnie na straganie w dzień targowy nakręconą komórką można nazwać dziennikarstwem obywatelskim, to albo ja, albo Miecugow zwariował.

Ja wiem, że wraz z ilością pikseli w telefonach, wszyscyśmy stali się zawodowymi fotografami, ale dopiero możliwość kręcenia filmów komórką uczyniło z 80% użytkowników operatorów kamer. Ba! Filmowcami i redaktorami w jednym. Reżyserami i wydawcami w drugim. Wystarczy wysłać coś na nowy portal, w obroty weźmie to jakiś stażysta i wrzuci do Faktów jako trójka krajowa. I już jesteśmy dziennikarzem obywatelskim. Śmiechu warte!
Zwłaszcza, że (o zgrozo!) już prawie nikt nie weryfikuje tych informacji, czego sam byłem przykładem kopiując info o fotach Adamsa z CNN..:) Ktoś coś powiedział, jakiś amator nagrał rozmowę z jakimś pseudo-specjalistą i poszło w świat. Po 2 dniach wszyscy odszczekiwali. I tak zaczynają działać wiadomości serwowane przez największego komercyjnego nadawce TV. Żenada. Teraz będą mieli wsparcie ze strony dziesiątek tysięcy oszołomionych wizją kariery w TVN amatorów-posiadaczy-komórek. I to wszystko podlane sosem „dziennikarstwa obywatelskiego”, które ma się nijak do tegoż zjawiska i Miecugow powinien ważyć trochę słowa…

Rozumiem, ze założenia są proste… dostajemy jakiś tam materiał z całej Polski, możemy więc obciąć ze 30 etatów dziennikarskich i tyleż samo operatorskich i mamy materiał za friko od maniaków, a budżet pięknieje w oczach. A jakoś, a rzetelność….?! A kogo to obchodzi! Ważne, że kasa się zgadza. Masakra. Przykro mi, że w sumie poważni ludzie nie dostrzegają zabójstwa własnego zawodu takimi działaniami, albo inaczej, że się godzą na to, bo przecież nie trzeba być wróżką aby widzieć do czego to prowadzi. Takie działania mogą robić amatorzy dla amatorów… są serwisy poświęcone temu, ale zawodowcy…?

Drugi temat, związany z rozczarowaniami to fotka z iPhona na okładce „Tygodnika Powszechnego”, o którym pisała Beata. Sam autor ma chyba stosunek do całej sytuacji dość luźny i ironiczny. Fakt faktem: poszedł, wyciągnął telefon, zrobił fotę, plugin zamienił to w dzieło sztuki, agencja sprzedała, a wydawca wydrukował na pierwszej stronie TP. Mam nadzieję, że wszyscy koledzy fotoreporterzy Rafała przestaną już ględzić na forach, że zawód zanika, że amatorzy zabierają im prace… :) Jak będę słyszał te słynne – musiałem kupić drogi aparat, a amator ma za parę złotych telefon – to wysyłać będę im te okładkę… :)
Swoją drogą, uważam , że fotografia prasowa ilustracyjna powinna zostać zastąpiona rysunkiem. Zatrudnijmy trochę tych plastyków po ASP i niech rysują. Jak w amerykańskich sądach. Działa? Działa. I to od lat. Przecież dla tematu, czy to jest krzyż-render z PS czy jakikolwiek inny sfotografowany w łazience, nie ma żadnego znaczenia. Ja bym nawet postulował, aby wymieniać niebo, chodniki, elementy zdjęcia na takie, które podpasują kolorystyce pisma itd. Nawet cieszy mnie to, że to akurat Rafał podpisał to „zdjęcie”. Super. Niektórzy koledzy będą musieli zagryźć zęby, aby nie psioczyć na niego. W końcu uznany zawodowiec. Wystawy, nagrody te sprawy… i iPhone. Spoko. W wywiadach zawsze podkreślał, że komercja i ambicje artystyczne chodzą swoimi, innymi drogami.

„Świat Obrazu” z 23 lipca 2009:

ŚO: Dlaczego w gazetach pojawia się coraz mniej fotoreportaży, pomimo że kultura obrazkowa rozwija się jak nigdy dotąd?
RM:
Myślę, że większość gazet nie chce publikować fotoreportaży, bo nie jest zainteresowana pokazywaniem rzeczywistości, tylko świata wykreowanego. Wydawcom wydaje się, że ludzie nie chcą oglądać świata takiego, jakim jest naprawdę, z wszystkimi jego problemami i wadami. Zwróć uwagę, że jest coraz mniej historii opowiadających o prawdziwym człowieku. Myślę, że właśnie dlatego po przeprowadzce do Warszawy miałem problem ze znalezieniem pracy – moje zdjęcia nie dość, że były czarno-białe to jeszcze o ciężkiej tematyce społecznej. Uświadomiłem sobie, że taki rodzaj fotografii ma swoją niszę głównie w autorskich projektach. Musiałem nauczyć się pracy na rynku prasowym i komercyjnym, żeby fotografia była nie tylko moją pasją ale i źródłem dochodu.  To w pewnym sensie również zmodyfikowało mój sposób patrzenia.

A jednak jeśli zawodowiec sprowadza swoją pracę do fotki z telefonu obrobioną przez plugin…. to mamy po jednej stronie, zaprzęganie amatorów, furiatów, maniaków do pracy jeszcze tak niedawno zastrzeżonej dla ludzi po fachowym wykształceniu, po studiach, po latach zdobywania doświadczenia, a z drugiej psioczących zawodowców. Od czasu do czasu, któryś się wyłamie i  redukuje koszty… :)
Czy „krzyż Milacha” będzie furtką i drogie szpeje zawodowców za tysiące dolarów zaczną pojawiać się na Allegro..? Pewnikiem, paru chłopaków będzie intensywniej szukać zleceń ślubnych, choć i tutaj bryndza, bo niż demograficzny przyszedł :)

Wchodzimy w erę TELEFOTOGRAFII. Kiedyś telegraf zrewolucjonizował świat i komunikację. Zataczamy koło. Niestety teraz jest to koło kwadratowe. Czyli bez sensu. I nie ma to nic wspólnego z dziennikarstwem obywatelskim… może raczej ze słynnym zawołaniem redaktora naczelnego jednego z niemieckich tabloidów: „Dajcie mi więcej spermy i krwi!”. Teraz zabrzmi ono: „Dajcie mi te trendy fotę z iPhona!”. I nie musi być nawet krwi… o spermie nie wspominając. W końcu nie można mieć wszystkiego Obywatelu!

PS

A tak na marginesie. Wydawnictwo STEIDL wypuściło właśnie album Joel Sternfeld’a zrobiony w całości iPhonem :)
Się nazywa to: „iDubai” ;)

15 komentarzy
  • iczek

    Wiesz… też mi się tak wydawało, ale okazuje się, że nie do końca. Punktem wspólnym ma być zdecydowanie kwestia powszechności mediów i środków do ich realizacji i łatwość dostępu do rzeczy do tej pory zarezerwowanych dla zawodowców… nie tylko przejmowanie rzeczy zawodowych, opanowywanie wyspecjalizowanych urządzeń przez amatorów, ale i dostęp tychże do obszarów zarezerwowanych dla ludzi przygotowanych do wykonywania tejże pracy wysoko-wykwalifikowanej.

  • Michał W.

    Po dłuższym zastanowieniu jednak masz rację. Masy myślą prosto, nie zastanowią się, że RM to fotograf z dużym dorobkiem i osobistą wizją tylko skupią się na tym, że zdjęcie zrobione komórką trafiło na okładkę tygodnika z pewną ugruntowaną pozycją. A że komórkę ma każdy to i każdy na okładkę może, a nawet powinien, trafić.

  • K

    Czepiasz sie jak zawsze, ale tym razem wydaje mi sie, ze masz sporo racji. Mialkos wszystkiego smuci. Gdyby ktos jeszcze znalazl sposob na powrot do… No wlasnie. Do czego? Jaka mamy alternatywe? Nie ruszac sie do przodu, nie rozwijac? Tkwic wciaz w tym samym? Brak rozwoju to cofanie w tyl. Podobno.

  • iczek

    K – a zwróciłeś uwagę, że to są właśnie argumenty tych, co generują te miałkość?! Tak jakby z ruchu do przodu wynikać miała niezaprzeczalna prawda, że tak ma być! Ale czemu do cholery?
    Ja nie uważam, aby stanie w miejscu było cofaniem się. Normy etyczne można zmieniać i przesuwać ich granicę, ale z niektórymi (normami) jesteśmy związani parę tysięcy lat. Więc można…
    Ja tam jestem zwolennikiem działania w myśl swoich zasad, nawet w obliczu miliona much, co mają niby rację :)
    Przykładem „manifa fejsbukowców” pod krzyżem. Zwróciłeś uwagę jaki ona miała charakter… okazało się, że można wyśmiać idiotyzmy podlane tłustym sosem patriotyzmu i źle pojmowanej religijności. Tak po prostu. A więc w społeczeństwie są jednostki składające się na całe masy, całe tysiące, które pokazują się w sytuacjach krańcowych. I są to ludzie normalni. NORMALNI.

    Odnosząc to do tekstu… może są jednak tacy, którzy nadal będą kształcili się na dziennikarzy, fotografów zawodowych, dla których pojęcie „przysłony”, „głębi ostrości” coś znaczy i wiedzą jak się je stosuje. Mam nadzieję :) A dziennikarstwo obywatelskie nie będzie kojarzone z fotką, czy innym filmikiem nagranym komórką.

  • K

    Wlasciwie – pana z misiem na Krupowkach juz dawno zastapila wlasna malpka. Wiec teraz – dziennikarza zastapi sasiad. Ciekawe czy doczekamy czegos takiego w sluzbie zdrowia.
    Oczywiscie ja caly czas o umiejetnosciach – nie o narzedziu.

  • paweł

    Ja uważam tak – dziennikarstwo obywatelskie to jest zło. Dlaczego? Ponieważ swoją nazwą sugeruje, że jest to jakaś odmiana dziennikarstwa, podczas gdy nią nie jest. To jest tylko zabawa ludzi w ich wolnym czasie, podczas gdy dziennikarstwo wymaga warsztatu, doświadczenia i dziesięciu innych rzeczy.
    Dla tego dziennikarza nie zastąpi sąsiad.
    Żeby zrobić zdjęcie newsowe jak wybiła studzienka, po prostu nie trzeba i nigdy nie trzeba było fotoreportera. Ba, nawet tego typu newsy nie były i nie są potrzebne.

    Korzystanie przez redakcje z nadsyłanych przez widzów/czytelników materiałów jest sprawą odrębną i wcale nie nową. Amatorskie materiały wideo pojawiają się u nas w serwisach telewizyjnych od minimum parunastu lat. Nikomu to nie przeszkadzało. Teraz procent nagrań amatorskich błyskawicznie rośnie. To jest wina wydawców, a raczej profilu danej redakcji, bo nastawiają się na newsy o wybijających studzienkach.

    Dodatkowo taka interakcja z widzem jest elementem marketingu. Te nowe rozwiązania nie są tylko po to, żeby pozyskiwać za darmo materiał. Są po to, by zachęcić widza/czytelnika do uczestnictwa, wciągnąć go w grę i zainteresować danym tytułem.

    Nie widzę przeszkód by redakcje korzystały z materiałów amatorskich, jednak niech tam siedzi jeden, chociaż jeden inteligentny człowiek który z tej masy szajsu wybierze sensowną i emisyjną ilustrację. Jakiś fotoedytor, albo wideoedytor.

    No i niech nie ograniczają się tylko do tematyki o poziomie studzienek, tylko prezentują również poważniejsze i ważniejsze tematy. Do tego najczęściej już nie wystarczy sąsiad z dyktafonem i aparatem.

  • kacper

    Oj Iczek. Tama puściła, fala idzie.

    Określenie TELEFOTOGRAFIA jest doskonałe. W wyścigu newsowym chodzi wyłącznie o czas dostępu do newsa. Zanim ekipa z telewizora dojedzie na miejsce zdarzenia jest już po ptakach. Kto jest w stanie najszybciej wysłać, przekazać informację? Ktoś kto jest na miejscu i wyposażony jest w sprzęt. Dziś wystarczy komórka. Materiał nakręcony czy fotografowany w ten sposób jest wiarygodny. Szczere, poruszone i poruszające. Autentyczne. Zastane. Nie ustawiane. Przypomnij sobie zespół tańca i pieśni Mazowsze czy inne Kujawy, który wraz z całym autobusem został porwany przez trąbę powietrzną. To tak właśnie będzie działać przez jakiś czas.

    Przynajmniej w tym momencie to jest nieuchronne. Co trzeba zrobić? Wyciągnąć wnioski, tak jak zrobił to Rafał. Ciekawe jest tylko to, że bez jego podpisu, że to jest Iphone nikt by się nie domyślił że zrobił tę fotę komórką. Wygląda trochę jak holga, trochę jak ORWO, trochę jak dowolna zwykła technologia przepuszczona przez filtry autora. Mi tam to nie wadzi, dopóki stawka za publikacje jest taka sama. W tych wszystkich TELEFOTOGRAFIACH niebezpieczne jest właśnie to, że wynagrodzeniem jest podpis. Ale może doprowadzi to do takiego zubożenia rynku reporterskiego, że zostaną jedynie pasjonaci?

    A swoją drogą ciekawe czy Rafał fotografował różnymi technologiami, czy też jak „golas fotograficzny” idąc spacerkiem w niedzielne popołudnie przez Krakowskie Przedmieście, między lodami a gofrem, nagle zobaczył taką oto scenę, że też bez wahania sięgną po komórę…

    pozdrowienia,
    Kacper

    Ps
    Twoje zadziwienie i forma w jakiej prowadzisz niektóre dyskusje, byłaby doskonałym przykładem dla mojej pani od polskiego z podstawówki, że forma z koniugacji „Wołacz: O” nie dość że istnieje to ma się dobrze!

  • Jacek G.

    Mysle, ze jakis fotoedytor sprytnie wybrnal z trudnego zadania. Od dawna chcial dac fote z iPhona ale to bylby obciach, dopiero obciachowa fota okraszona trendy nazwiskiem nabrala blasku, sprytnie to sobie wymyslili towarzysze fotoedytorzy.

Komentowanie zamknięte.