Press śledzi Tomaszewskiego

FotoPropaganda

Wydaje się, że Grand Press Photo i miesięcznik Press mają wybitnego pecha, albo… słabo znają się na fotografii..:)
W najnowszym lipcowym numerze Press ukazał się właśnie materiał Renaty Gluzy (wiceszefowa pisma) „Cień z drutu” dotyczący „afery” ze zdjęciem laureatem tegorocznego GPP.

Historia zamieszania ciągnie się od maja, kiedy to Guma opublikował pytania dotyczące wątków technicznych wykonania zdjęcia, sugerując, że mogło dojść do manipulacji w PS. Z artykułu w Press dowiadujemy się jednak, że początkiem były wątpliwości fotoreporterów „Przekroju” i już wówczas próbowano z jury i organizatorem wyjaśnić wątpliwości. To nic nie dało. Dało za to działanie blogerów i użytkowników forów, gdzie dyskusja potoczyła się sama.

Całą „aferę” można podzielić na dwie cześć.
Pierwsza dotyczyła spraw technicznych i manipulacji – co zostało szybko wyjaśnione przez jury, które otrzymało od Tomaszewskiego plik RAW i nie stwierdziło manipulacji. Tomaszewski odtrąbił sukces prawdy w oświadczeniu na swojej stronie i uznał temat za zamknięty (nie wiem czemu, ale oświadczenie zniknęło ze strony Tomaszewskiego?!).

Tutaj jednak powiły się wątpliwości natury etycznej. I to druga część. Oto, w wątkach dyskutowanych w sieci pojawili się (anonimowi na razie) świadkowie wykonywania przez T. zwycięskiego zdjęcia i pojawiły się zarzuty, że było to inscenizowane. Press chcąc ratować imię konkursu, zapytał autora i o te kwestię otrzymując lakoniczne stwierdzenie, że na inscenizację nie byłoby czasu. Magazyn poczuł się usatysfakcjonowany i dalsza dyskusję na blogach traktował jako atak zawiści na „wielkiego fotografa”. Nie dziwię się organizatorom, którzy chcą ratować i tak już nadszarpnięta reputację konkursu (casus Skórnickiego z 2007 roku i jego fotoszopowe wklejanie nóg ptaszków).
Dyskusja jednak trwała dalej. Nie dało się już tego pomijać. Odkryciem prawdy zajęła się red. Gluza, która zapewne sama nie wiedziała jaki będzie finał jej śledztwa.

I oto w lipcowym Press ukazuje się materiał na miarę słynnej konferencji prokuratorów, którzy śledzili Krauzego i Kaczmarka w Marriocie. Autorka prześledziła każdy krok Tomasza w ten nieszczęsny dzień, dotarła do dziewczynki sfotografowanej na zdjęciu, jej matki, do kilku blogerów ukrywających się pod nickami, ale przede wszystkim otrzymała materiał telewizyjny nagrany przez telewizję śląską TVS [tutaj materiał], na którym widać jak dziewczynka (Kamila) rzuca kwiaty stojąc na pustej ulicy przed Tomaszewskim. Kamila wprost przyznaje, że:

„[…] pan fotograf prosił ją, by podrzucała w górę płatki róż, które tworzyły napis IHS […]”

Druga dziewczynka, Natalia potwierdza słowa koleżanki. Jej matka również pamięta jak fotograf prosił je by rzucały kwiatki. Śledztwo prowadzi do redaktora z Gazety Wyborczej (Dariusz Kortka), który towarzyszył Tomaszewskiemu w czasie jego pracy. Ten jednak stara się wszystkimi siłami wybronić fotografa, mówiąc, że z pewnością on nie prosił o rzucanie kwiatków, co najwyżej powiedział coś w stylu:

„[…] popodrzucajcie jeszcze[…]”.

Aby opróżnić czarę wątpliwości (tym, którzy je maja nadal), dostarczony telewizyjny materiał wzbogacony jest o relację redaktora Krzysztofa Bąka z TVS, który jasno stwierdza:

„[…]Dziewczynki podrzucały te kwiatki wiele razy, Tomasz Tomaszewski próbował rożnych ujęć, kucając i wstając. Mówił coś do nich, prosił by rzucały tak czy inaczej […] ale według mnie dziewczynki nie robiły tego same z siebie, tylko zostały poproszone.[…]”

Autorka szybko ripostuje naciskając pytaniem czy widział konkretnie, że to Tomaszewski prosił dziewczynki? W tym momencie przenosimy się na salę sądową, a autorką jest prokuratorem :) Można i tak.

W materiale wypowiada się tez kilku fotoreporterów mających swoje 5 minut sławy obecnie. Ich stanowiska są różne, od pełnego zaufania do pracy Tomasza i nienawiści ziejącej do anonimowych komentatorów na blogach, po rzetelne i uczciwe stanowiska, które owocowały oficjalnymi zapytaniami wysyłanymi do Tomaszewskiego. Zdziwiła mnie postawa przewodniczącego jury konkursu BZWBK – Wojciecha Druszcza, który pyta się retorycznie:

„[…]Ja przecież nie oglądam zdjęć, szukając czy nie ma w nich jakiegoś haka.  I nie rozumiem, jak można z góry zakładać, że fotoreporterzy robią takie numery[…]”

Zdumiewające wyznania zwłaszcza w kontekście ostatnich 4-5 lat, kiedy to na każdy praktycznie konkursie fotograficznym „wyskakują kwiatki” w postaci wilków tresowanych, ptaszków z dorobionymi nóżkami, kadrowanych rąk i nóg w rugby. Czy pan Wojtek nie ogląda konkurencji…? Czemu się więc dziwi, że fotografia w XXI wieku to składanka pytań: czy autor zrobił to sam czy w PS..?! Ja się temu nie dziwię… wcale.

Autorka artykuły odbyła ze mną ponad 40 minutową rozmowę telefoniczną. Okazało się, że jestem jednym z niewielu, którzy nie wstydzą się nazwiska. Zamieściła moje wypowiedzi. Szkoda, że nie te, które moim zdaniem zdecydowanie bardziej odnosiły się do meritum sprawy, ale to już jej decyzja i jej koncepcja materiału.

Jakie wnioski?

Przede wszystkim ogromnie się cieszę, że odbyła się taka publiczna akcja dotycząca ważnego etycznego aspektu pracy fotoreporterów i reportażystów. Od roku 2007 i przypadku Skórnickiego nie było żadnej dyskusji o kondycji reporterki w Polsce. Tamta sprawa rozeszła się w środowisku dość prędko, może dlatego, że kara była sroga, a autor mniejszego kalibru. Liczę, że jakieś środowiskowe stowarzyszenie pociągnie temat… może jakiś panel…? Dyskusja?

Sprawa druga to przykre przekonanie, że wątpliwości okazały się w jakiejś mierze prawdziwe. Każda ze stron zachowa swoje racje, ale dzięki wyjaśnieniu okoliczności, będzie łatwiej pozostać po swojej stronie barykady. Ja nie miałem wątpliwości natury technicznej – nie znam na tyle PS – ale etyka to coś, co mnie jakoś zajmuje. Uczciwe stawianie sprawy to podstawa. Ja nie wysłałbym zdjęcia na największy chyba konkurs fotograficzny mając choć cień wątpliwości w swoim sumieniu. Po co mi to? No chyba, że samo podejście do reportażu jest inne – wtedy trudno i trzeba zdać się na zapisy regulaminów i odczucia jury.

Pomimo moich obaw, które wyrażałem po rozmowie z redaktorką, muszę przyznać, ze materiał jest rzetelny i pomimo, że świadczy na niekorzyść Press jako organizatora konkursu – obiektywny. Próby ratowania sytuacji podkreślane w ostatnich zdaniach materiału pozostaną jedynie próbami. Fakty są nieubłagane i każdy sam osądzi jak powinna wyglądać praca fotoreportera w wykonaniu nie tylko młokosa, ale również uznanej klasy fotografa. Standardy obowiązywać powinny te same każdego.

Żal mi jednego najbardziej. I sam się sobie dziwię. Żal mi tego konkursu. To już drugi taki numer. Nawet jeśli uznać (jak pragnie tego zapewne wiceszefowa Press), że fotografia Tomaszewskiego to nie grzech reportera, to znaczenie tego konkursu podupada. Bardzo żałuje. Uważam, że profesjonalnych konkursów, dla profesjonalnych fotografów winno być coraz więcej, ale też wynika z tego, że do pracy powinni zaprząc się jurorzy. Może warto wybierać ludzi spoza środowiska? Może nie będzie wówczas nagród dla powtórek, kopii, nóżek ptaków, wilków tresowanych i ustawianych reportaży. Trzymam kciuki za reporterów…

Na koniec sprawa, która urosnąć chyba miała do rangi problemu społecznego w założeniach autorki – a mianowicie podkreślany na każdym kroku anonimowości komentatorów internetowych biorących udział w dyskusjach. Otóż w obecnych czasach ustalenia tożsamości tego niby „anonimowego” uczestnika dyskusji w sieci jest o niebo łatwiejsze od sprawdzenia, czy Renata Gluza przedstawiająca mi się w telefonie, to rzeczywiście redaktora Press’a :) A może to podstawiona osoba..? Jak mam to sprawdzić przez telefon? :) Musze wejść do internetu… a wiec źródłem info będzie internet. Co więc jest bardziej anonimowe…? Głos w słuchawce czy nr IP w sieci globalnej?
To mit ostatnich lat. W sieci nikt nie jest anonimowy, jak głosi reklama akcji przeciw pedofilii i to jest prawda. Nie czyńmy więc z tego jakiegoś głównego zarzutu co do wartości pytań i poziomu dyskusji.

19 komentarzy
  • M.

    Cala ta sytuacja przypomina mi pewne zdarzenie sprzed jakiegoś czasu, gdzie dwóch fotografów tez wygrało jakiś konkurs fotografii REPORTAŻOWEJ, ale mieli jaja, żeby przy odbiorze nagrody przyznać, ze materiał jaki zarejestrowali (o życiu studentów w kampusie…), był od a do z wyreżyserowany…

  • Kraftsman

    Zwykła hipokryzja i fałszywe moralizatorstwo. Gdyby w fotografii rzeczywiście chodziło o tak rozumianą „uczciwość” musielibyśmy natychmiast przestać czcić wiele z uznanych arcydzieł, kamieni milowych fotografii. Nikt się do tego nie kwapi bo też nie ma potrzeby takich wyrzeczeń. Wystarczy przestać być hipokrytą i zwyczajnie cieszyć się obrazem.

  • Rafał

    Czy nie chodzi o to, żeby przedstawić obraz w jak najciekawszy sposób?
    Czy ‚ustawianie scen’ godzi w prawdziwość tematu?
    I tak, i nie :)
    P.S. Jak wspomniano wcześniej – HCB, czy Capa też mają w swoim dorobku wiele ‚dyskusyjnie reporterskich’ fotografii.

  • oscar1967

    Cenię bardzo dorobek Tomaszewskiego. Dlatego tym bardziej mi żal, że tak się stało. Ale oczekuję od reportera, że pokaże autentyczne wydarzenia. Taka „ustawka” może dać świetne rezultaty, będzie kapitalny kadr, ekspresja, i z pewnością to docenię, ale niech fotograf będzie szczery, niech mnie nie oszukuje. To trochę jak różnica między prawdziwym dziełem sztuki, a niemal idealną kopią. A „prawie” jak mówią, robi wielką różnicę.

  • iczek

    Temat jest niezwykle szeroki i złożony. Osoba Tomaszewskiego nadaje temu zapewne wielkiej pikanterii i dzięki temu temat żyje, bo w innym wypadku nikt nie robiłby śledztwa.
    Dodatkowo, materiał przygotował organizator konkursu, zapewne z założeniem, że uda się zdjąć odium z Tomaszewskiego, ale sprawa okazała się skomplikowana i pojawiły się „dowody”, że nie wszystkie słowa fotografa były do końca zgodne z rzeczywistością. On widział to inaczej niż kamera i świadkowie.
    Pani Gluza w rozmowie ze mną, jasno stwierdziła, że ona nie zna się na fotografii, reporterskiej zwłaszcza, a celem materiału miało być ustalenie czemu tak łatwo „oczernić” człowieka w Internecie i to anonimowo… Takie były założenia, ale jak widać wymknęły się trochę.

    Proszę więc pamiętać, że ten materiał nie jest o fotografii. On jest raczej o fotografach..:) To tak jak w tym powiedzeniu… „Fotografia nie zmienia świata. Ale może zmienić ludzi, którzy mogą zmienić świat”.

    Ja tam ma ustalony pogląd po przeczytaniu tego materiału. Jest on bardzo negatywny dla autora zdjęć, a jeszcze bardziej dla jury, które nie dało się przekonać do prześledzenia wątpliwości tylko dlatego, że jest to „wielki Tomaszewski”!

    Nie zgadzam się do końca z Kraftsmanem… to nie takie proste. Są pewne obszary, gdzie zasady wyznaczają etykę pracy, etos zawodu itd… Brzmi patetycznie, ale bez tego już dawno obrazy powstawałyby całkowicie w zaciszu pracowni grafiki komputerowej. Pójdę dalej… uważam, że czasy zmuszają nas do ustanawiania coraz to nowych i bardziej restrykcyjnych zapisów zasad… inaczej się pogubimy (regulaminy konkursów, zasady dostarczania prac, itd).
    Czy wiecie np.: (też się dowiedziałem tego niedawno), że istnieje zasada w agencji Reuters, że fotograf agencji, który z tłumu fotoreporterów krzyknie do fotografowanego słynne: „tutaj, popatrz na mnie!” – może być zwolniony z pracy przez telefon nawet?!

  • Olek

    Będę trochę złośliwy.
    „Pani Gluza w rozmowie ze mną, jasno stwierdziła, że ona nie zna się na fotografii, reporterskiej…” To czemu zwróciła się z tym tematem do specjalisty od portretów? Wybacz, ale uczepiłeś się tego tematu jak rzep psiego ogona. Zrobiłeś kiedyś w życiu jakiś reportaż? Naprawdę wiesz jak to wygląda w praktyce?

  • iczek

    Zapytaj redaktorki dlaczego zadzwoniła do mnie… :) Dlaczego pytasz mnie? Zadzwoń do Press..

    A co to ma do rzeczy, czy ja robie reportaż? Kompletnie nie tego dotyczy temat – przeczytaj artykuł, potem bądź złośliwy :)

  • M.

    Olek – czyli w Twojej opinii reportaż polega na tym, ze mówisz komuś ze ma robić to i tamto, a ty sobie w tym czasie zrobisz zdjęcia, tak zeby wyglądały jak najbardziej widowiskowo? (a w przypadku TT ma to akurat bardzo duze znaczenie). To bardzo ciekawe podejście i pokazuje jak mało ma to wspólnego z tym co naprawde powinno sie nazywać reportażem… a bardziej fotografią ilustracyjną czy kreacyjną – ktorej sam jestem o wiele wiekszym zwolennikiem.

  • Olek

    Och daj spokój. Bez urazy. Po prostu wolałbym przeczytać co na ten temat ma do powiedzenia ktoś kto siedzi w reporterce, a nie opinię człowieka, którego jedynym celem jest robienie szumu wokół własnej osoby i promowanie studia.
    Gdyby zadzwonił do Ciebie producent kisielu i spytał o efektywniejszy sposób proszkowania to też byś się wypowiedział?
    Każdy reporter w mniejszym, czy większym stopniu ustawia sytuacje. Gdybyś miał trochę doświadczenia w tym rodzaju fotografii, może znalazłoby się w Tobie więcej zrozumienia, bo na razie myślisz tylko kategoriami białe – czarne. To właśnie ma związek z tematem.
    Zauważyłem już, że we wszystkim masz rację i wiesz najlepiej. I nigdy nie przyznajesz się do błędu. Co najwyżej zamykasz komentowanie swoich postów.
    Pan Tomaszewski nadal górą.

  • Anonim

    Olek:” Naprawdę wiesz jak to wygląda w praktyce?”

    Gdyby wiedział to by się nie czepiał, tak? Bo niejeden prosi: zrób to lub tamto? Ok, ale czemu nazywać to reportażem i mówić że jest full 100% autentyk?

    Oczywiście trudno nie rozmawiać z fotografowanym, bo samo fotografowanie jest ingerencją w to co robi, czasem trzeba powiedzieć hełoł, jak leci, niech będzie pochwalony. Ale jeżeli mówimy: niech pani fiknie koziołka, bo wiemy, że inni też tak mówią, to czy możemy mieć pretensje, kiedy ktoś czuje się oszukany, skoro wcześniej wmawialiśmy, że WSZYSTKO jest prawdziwe? Przecież to nie odbiorcy są winni, że w to uwierzyli.

    Wyborcza: „Tomaszewski wydał na swojej stronie oświadczenie, w którym pisze m.in. : „Wszystkie postaci na fotografii są autentyczne i zajęte tym, co wtedy dokładnie robiły”””
    Ale czemu nie jest to powiedziane taktak nienie: pozowały – nie pozowały, prosiłem, nie prosiłem.
    Bo nawet jeśli one pozowały, to są autentyczne, bo przeżywały to, i były zajęte tym co robily. Wszystko się zgadza.

    Jeśli to było tak: dziewczynki, podrzućcie kwiatki – to jest to fotografia ilustracyjna. Ale nie reportaż.
    Inaczej gdyby było tak: one podrzucają, a fotograf podchodzi: jak masz na imie dziewczynko? rób co robisz, zrobie ci kilka zdjęć.

    (Inna ciekawa kwestia to kwestia anonimowości: Iczek jest jeden, Tomaszów Tomaszewskich, dobrych fotografów jest dwóchm, ten drugi już też zaczyna zbierać nagrody. Niebawem może być więcej.
    Podobnie jak 2 jest Krzysztofów Millerów z niezłym dorobkiem.
    Może więc zanim się coś pomyśli, warto się zastanowić. Ale to tak na marginesie, czy może lepiej, w nawiasie)

  • iczek

    Olek – ja nie nie obrażam, po prostu argumenty takeigo typu jak Twoje w dyskusji powodują, że odbirasz mi prawo własnych opinii, bo:
    – nie jestem reporterem… (wiec nie znam się)
    – nie mam czarnej skóry… (nie rozumiem rasizmu)
    – mam coś między nogami… (nie rozumiem feministek)
    itd…
    To nie jest dobry argument :)

    Ależ oczywiście, że mam rację we wszystkim – odsyłam Cię do Zasad i Redakcji tego bloga :)

  • pradut

    „Zapytaj redaktorki dlaczego zadzwoniła do mnie… :) Dlaczego pytasz mnie? Zadzwoń do Press..”

    Nie trzeba dzwonić do Press. Jak na kogoś kto ma stale racje powinieneś wiedzieć, że zadzwoniła do Ciebie bo byłeś wyjątkowo aktywny w temacie ( czy może inaczej – od pewnego czasu jesteś aktywny w temacie Tom Tom), można było liczyć że podgrzejesz temperaturę i mimo nicka Iczek jesteś rozpoznawalny, łatwy do odszukania.
    Z grubsza posługujesz się też w miarę sprawnie językiem polskim i nie trzeba cie ciongnonć za słowo. Czego więcej redaktorowi trzeba? Kilku takich rozmówców z odmiennymi punktami widzenia i jest ok.

  • Kalbar

    Przyjrzyjcie się Salgado. Tam wszystkie pierwsze plany wyglądają na aranżowane a część pewnie jest. Nachtwey (bodajże) na górnika w kopalni wywalił kilka filmów a facet przez pół godziny wykonywał ten sam ruch łopatą. O co tu kruszyć kopie. Ale jak się zaczyna nagradzać w konkursie zamówione zdjęcia ze ślubu, to czego chcieć…

  • Kraftsman

    Temat tak zwanej „uczciwości” w fotografii jest obszerny i wieloaspektowy. Napisałem to co napisałem, bo ten wpis jest dla mnie niedopuszczalnym uproszczeniem problemu, który zresztą w ogóle nie dotyka nawet sedna sprawy. Nie chcę teraz wypływać na zbyt głębokie wody, podaruję sobie nudne dociekania filozoficzne .

    Powiem tylko, że zaaranżowanie sceny wcale nie musi oznaczać intelektualnego fałszerstwa. Uzyskane w ten sposób dodatkowe walory estetyczne mogą wręcz podkreślać/wzmacniać pożądaną treść, nastrój, wrażenie odbiorcy. Możemy mieć nadal do czynienia z przekazem autentycznym w swej treści, a dodatkowo silniejszym, mocniej przemawiającym. Z drugiej strony łatwo popełnić fałszerstwo intelektualne bez jakiejkolwiek ingerencji w utrwalaną scenę. Wywołać emocje nieautentyczne, zupełnie nieprawdziwe, oderwane od relacjonowanego zdarzenia, choćby sposobem kadrowania, choćby doborem ogniskowej, czy takiego a nie innego filmu.

    Chcę powiedzieć, że kwestie etyczne są ważne ale cienka czerwona linia przebiega w zupełnie innym miejscu. i jest to temat na poważną dyskusję, najlepiej wolną od nagonki na kogokolwiek.

  • mikulov

    Fotografia to hochsztaplerstwo.
    Fotografia polega na poprawianiu zdjęć zrobionych przez maszynę.

    Wszelkie podejrzenia o oszustwo wobec tzw. autorów mnie nie dziwią, ponieważ fotografia jest zbyt płytka, żeby cokolwiek nią wyrazić.

    ps. To co mi się podoba w fotografii, to meloniki, cylindry i miejskie sceny bez tłumów i samochodów – znane miejsca sprzed kilkudziesięciu lat.
    Dzięki fotografii wiem jak wyglądał Picasso albo Brancusi – i to jest jej największa wartość.

  • Marcin

    Jest na pewno trochę racji w tym, że pan Tomaszewski jest opluwany, bo dostaje nagrody itepe, a wiadomo, nie lubimy jak komuś sie powodzi, kiedy sami nie osiągamy podobnych wyników. Głosy obrony dla TT, mówiące, że fotografia reportażowa od zawsze była pełna zdjęć pozowanych, vide Capa, HCB, Natchway i ogólnie wszyscy, są jak najbardziej słuszne.
    Powodem, dla którego nie lubię TT jest na przykład wystawa „rzut beretem”, na której może kilka zdjęć było zrobionych bez ustawiania wszystkich dookoła. A tak się nią zachwycano, że fotografia na najwyższym poziomie itd, kiedy ja, amator fotografii, że tak powiem, z niewielkim dorobkiem i doświadczeniem, widziałem tam same scenki „z życia wzięte”, nad którymi niewątpliwie spędzono dużo czasu w PS.
    Nie chce takich Mistrzów Fotografii.

Komentowanie zamknięte.