Warsztaty?

150 150 FotoPropaganda

Czy Waszym zdaniem tak powinny wyglądać warsztaty?

Mówię o części praktycznej… Czy ja dobrze widzę, że tam trwa jakaś idiotyczna przepychanka, nawalanka, bezład? O co chodzi w takich „warsztatach”? Tylko o kasę z nieświadomych niczego pstrykaczy? Po co to robić i ubierać w te cudne słowa „warsztaty są o poszukiwaniu prawdy u człowieka”? Jezus. Jakiej prawdy? Czy ten tłum pod jednym softboksem szuka prawdy w tych co udają modeli?

PS
Mam nadzieję, że to tylko przypadkowe zdjęcia, a całe warsztaty wyglądały inaczej…

8 komentarzy
  • Marcin

    Kiedyś wybrałem się na warsztaty Olympusa prowadzone przez Leonarda Karpiłowskiego. Atmosfera była podobna, jeżeli warsztaty są darmowe, to tak wyglądają. Jeżeli mają być bardziej kameralne, to będą kosztować.

  • Lukasz

    teraz najlepiej zarabia sie nie na zdjeciach ale na uczeniu innych jak te zdjecia robic i wmawianiu im ze calkiem niezle zyje sie z fotografi,

  • Marcin

    Jest popyt, jest podaż. Coraz więcej ludzi ma ambicje, a do wiedzy samemu nie chce się dochodzić. Tutaj masz podane na tacy, jest ktoś kto zrobił kilka zdjęć które się podobają, są ludzie którzy patrzą na zdjęcie i uważają, że po warsztatach też będą mieli takie umiejętności.

  • Tomasz Pawłowski

    To chyba jakieś nieporozumienie. Czy nie za bardzo zaprzątasz sobie głowę rozgardiaszem, który jest znakiem czasów, w których żyjemy? Stawiam znak pytania, bo sam nie jestem pewien – Becherowie nie przyjmowali na swoje zajęcia nigdy więcej niż 6 osób. Dla mnie jedyne, co warte do odnotowania w tym filmiku, to obecność człowieka, który na temat fotografii ma dużo do powiedzenia. Męczyłeś tu iczek tyle tego HCB i innych magnumowców, a Marian Schmidt to polski HCB, jego zdjęcia doceniali Kretesz, Doisneux i inni magowie z tamtej planety.

    Poza tym uwaga na marginesie: jeżeli dobrze rozumiem ideę, to filmik pochodzi z warsztatów, które są elementem szerszego projektu, jakim jest Festiwal Warszawski, a jego cele definiuje się nieco inaczej niż kursu foto. Pozdr

  • iczek

    @Tomasz: jasne, wszystko prawda. Czy to jednak zmienia obraz tego typu „szkół” i ich działania? Czy to, że prelegent gada berflem to nieważne w obliczu jego dorobku?
    Nie przekona mnie taka forma przekazywania wiedzy fotograficznej. Wręcz mnie zniesmacza…
    Byłem na wykładach większych sław… i niektórzy tez nie potrafili powiedzieć czegoś sensownego :) Mam dystans do nazwisk… zwłaszcza tych sławnych.
    Wole by ktoś bez nazwiska rzetelnie i fachowo ładował w głów adeptów sztukę fotografii, niż sława robiła kiczowate zajecia z niby-portretu…

  • Tomasz Pawłowski

    iczek@ „Mam dystans do nazwisk… zwłaszcza tych sławnych”

    Jakoś mało szczerze to brzmi ( no sorry winnetou ) , bo od zawsze sławnymi – tyle, ze zagramanicznymi – „nazwiskami” częstujesz obficie na swoim poletku i nie mam nic przeciw, bo takie twoje zbójeckie prawo. Tu avedonik, tam cartka z bresonem, sałdki, arbuzy i inne foto-meduzy. Więc do twojego dystansu pozwól mi z dystansem podejść.

    Osobiście dystans mam do wszystkiego, unoszę się nad powierzchnią ziemi co najmniej 2 metry a nazwiska szybciej zapominam niż imiona. Jednak zaprezentowany filmik to jakiś zlepek luźnych kadrów i gadek – wygląda jak zapis taniej kamery przemysłowej – więc nie budowałbym w oparciu o niego refleksji o zasięgu ziemia-powietrze.

    Problem takich warsztatów przypomina mi kłopot z „nocami muzeów”: wszyscy wiemy, co warte są te tłumne przechadzki gęsiego po muzeach, bliżej im do niedzielnego spaceru po centrum handlowym niż do rzeczywistego doświadczenia tradycji czy kultury – no, niestety. To wszystko płynie i ginie, nie ma żadnego znaczenia większego niż tuba z popkornem jak cała ta zakichana postkultura ! ( I dlatego dobrze, kiedy czasem pojawi się ktoś, kto czuje i myśli – może być przypadkowym przechodniem, może byc i „belfrem” , ha )

  • hubert

    Pytanie jest jedno – robić warsztaty i spotkania w takiej formie, czy nie robić ich w ogóle?
    Przy ograniczonej liczbie kompetentnych wykładowców i zmasowanej liczbie miłośników fotografii mamy to, co mamy. Myślę, że jesto to okres przejściowy – dajmy szansę tym nielicznym, by wykształcili liczniejszych. Wówczas nasze dzieci nie będą sobie zawracały głowy takimi problemami.

  • jarek

    Tomek, piszesz o uznaniu jakim sie cieszyl Schmidt w oczach Bobata, Doisenau, Kertesza. Bo faktycznie, paryskiego streeta robil bardzo dobrego. Chociaz Schmidt raczej nazywal to fotografia humanistyczna. Pobieznie, bo pobieznie znam dorobek Mariana Schmidta, ale portretu z lampami to ja tam za bardzo nie widzialem. Fotografia uliczna w Polsce nigdy nie cieszyla sie wielka popularnoscia, wiec szkoda, ze pan Marian nie poprowadzi warszatatow z takiej fotografii zamiast portretu studyjnego. Szkoda, bo moze bylby bardziej przekonujacy, jak Winogrand na swoich legendarnych warsztatach -> http://www.photogs.com/bwworld/winogrand.html

Komentowanie zamknięte.